Te kobiety są nie do zdarcia!

Tomasz Nyczka
W Poznaniu po raz pierwszy odbył się Wielkopolski Kongres Kobiet Grzegorz Dembiński
Kiedyś praca je uwierała. Teraz robią to, o czym zawsze marzyły. Wraz z koleżankami prowadzą spółdzielnie socjalne, żłobki, opiekują się starszymi i niepełnosprawnymi. O paniach, które postanowiły połączyć siły - pisze Tomasz Nyczka.

Wystarczy połączyć siły z innymi, którzy myślą podobnie, i spróbować zawalczyć o swoje marzenia. Kongres Kobiet, który odbył się w Poznaniu pokazał, że przedsiębiorczych pań, które mają na siebie pomysł, nie brakuje. Paulina Goclik-Leśniowska i Izabella Skrzypczak, które na kongresie zarażały koleżanki optymizmem, są dowodem na to, że można rozkręcić własny biznes. I odnieść sukces. Trzeba tylko trochę wysiłku. I unijnego wsparcia.

Schody nie do pokonania
Jesień 2009. Paulina Goclik- Leśniowska pracuje w dużej poznańskiej korporacji. Zarabia nieźle. Jest specjalistką od marketingu. Doceniają ją i koledzy, i szefowie. Problem w tym, że Paulina jest osobą niepełnosprawną, porusza się na wózku. A biuro mieści się na 1. piętrze budynku. Codziennie więc ten sam irytujący rytuał: rano mąż wnosi ją do biura, po południu odbiera.

Paulina ma tego powoli dość. Rozmawia więc z szefami. I pyta, czy nie można zamontować w biurowcu windy.

- Urząd miasta dofinansuje taką budowę tylko wtedy, gdy będziemy zatrudniać minimum pięć osób niepełnosprawnych - słyszy.

I zastanawia się: pięcioro niepełnosprawnych w budynku dla nich nieprzystosowanym? Absurd! Wkrótce potem Paulina wręcza szefom wypowiedzenie.

- Byłam świetna w tym, co robiłam. Myślałam - szybko znajdziesz coś nowego w miejscu, w którym będzie ci łatwiej - mówi dzisiaj Paulina Goclik-Leśniowska.

Nie znajduje. Mija miesiąc, pół roku, rok. Kilkadziesiąt rozmów kwalifikacyjnych. I nic. Jeszcze niedawno była kobietą sukcesu. Teraz jest w szoku.

Razem mogą wszystko
Marzec 2010. Paulina, wciąż bez pracy, jest na spotkaniu z kobietami, które stworzą później spółdzielnię socjalną "Anima". O tym spotkaniu dowiedziała się od wspólnej koleżanki. Żeby spółdzielnia powstała - potrzeba pięciu osób. Paulina jest piąta. Pozostałe dziewczyny są pedagożkami. Potrzebują kogoś, kto zajmie się administracją, reklamą, też "papierkową robotą".

- Dziewczyny chcą otworzyć żłobek. Wtedy myślę - to świetny pomysł. Rozpoczynamy więc starania - biznesplan, szkolenia, nauka tego, jak taka placówka powinna funkcjonować. Zostajemy zakwalifikowane do projektu. Ale wszystko trwa miesiącami. W końcu kolejna wersja biznesplanu zostaje zaakceptowana, a my dostajemy pieniądze z Unii na otwarcie żłobka - 60 tys. zł! Skaczemy z radości - mówi Paulina.

Radość szybko się kończy, mimo że udaje się wynająć lokal. Bo inspektorom ze straży pożarnej nie podoba się, że na kaloryferach nie ma osłon, a sanepid przekonuje, że w żłobku jest za ciemno. Kolejne poprawki.

Sukces ma pięć matek
Wrzesień 2012. Wielkie otwarcie żłobka "Wesołe Koziołki".

- Mamy sześcioro dzieciaków na pobyt stały i czworo na zajęciach adaptacyjnych. Ale to dopiero początek, bo możemy opiekować się nawet 25 - cieszy się Paulina.

A maluchom w "Wesołych Koziołkach" jest dobrze. Uczą się w małych grupach, mają przestronne sale, wewnętrzny ogród pod dachem. Małe chłoną wiedzę od większych.

Tak, jak Paulina od koleżanek. A one od niej. W grupie siła. Żadne schody nie mogą być przeszkodą.

Podopieczni bezpieczni
Tak jak dla pięciu kobiet - Izy, Kazimiery, Kasi, Ireny i Karoliny. Wszystkie są ze Stęszewa. Łączy je jedno - od piętnastu lat zajmują się osobami starszymi i zależnymi od innych. Zajmują się, wykonując zlecenia firm, które świadczą usługi opiekuńcze. - Mamy już swoich wiernych "klientów" - śmieją się dziewczyny.

Ale chcą się rozwijać. I iść na swoje. Jedna z nich rzuca: starajmy się o pieniądze z Unii! Pozostałe przyklaskują.
Sierpień 2012. Dziewczyny postanawiają stworzyć spółdzielnię socjalną "Bezpieczni podopieczni". Co to takiego? Po prostu grupa opiekuńcza założona przez przedsiębiorcze kobiety. Ale też krok do biznesu - w pełni na swoim. Potrzeba jeszcze tylko... pieniędzy. Dzięki nim będzie można wypłynąć na szerokie wody.

Kobiety na skutery!
Dziewczyny mają też pomysł jak pracować skuteczniej.

Izabella Skrzypczak: - Brakuje nam skutera. A właściwie pięciu. By móc jeszcze szybciej docierać do naszych podopiecznych. Tych, którzy mieszkają tam, gdzie autobus nie dociera.

Październik 2012. Dziewczyny rejestrują swoją firmę. "Przedsiębiorstwo społeczne" - tak o niej mówią. I marzą - by każda z nich miała apteczkę, glukometr, ciśnieniomierz.

- Dzięki temu będziemy mogły włączyć do swojej oferty np. masaż klasyczny czy profilaktykę antyodleżynową. I opiekować się podopiecznymi jeszcze bardziej profesjonalnie - cieszy się Izabella Skrzypczak.

Styczeń 2013. Wyniki przetargu na usługi opiekuńcze. Zrealizują marzenie i dostaną dofinansowanie z Unii?

Możesz wiedzieć więcej! Kliknij i zarejestruj się: www.gloswielkopolski.pl/piano

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
ktoś

oj coś tu widzę zakąłmania w tych ss - znam to coś i wiem ze tekst jednak po częsci rozmiaja się z prawdą

Dodaj ogłoszenie