Za pomoc bezpańskim psom i kotom są gnębieni

Marta Danielewicz
Marta Danielewicz
Rozwiązaniem problemu bezpańskich zwierząt i konfliktów między sąsiadami mogą być budki dla wolno żyjących kotów ustawiane przez poznańskie schronisko. Tych w całym mieście jest ok. 120
Rozwiązaniem problemu bezpańskich zwierząt i konfliktów między sąsiadami mogą być budki dla wolno żyjących kotów ustawiane przez poznańskie schronisko. Tych w całym mieście jest ok. 120 Waldemar Wylegalski
Osoby, które dokarmiają i dbają o bezpańskie psy i koty, są bardzo często szykanowane przez swoich sąsiadów. Tym przeszkadza hałas i smród.

Wyzwiska, szykany, zdjęcia robione ukradkiem, donosy, straszenie eksmisją, nasyłanie straży miejskiej. Tego, na co dzień doświadcza Helena, 87-letnia mieszkanka Naramowic. Sąsiadom Haliny przeszkadza, że kobieta, zwłaszcza w okresie zimowym, dokarmia wolno żyjące zwierzęta, przede wszystkim koty. Nie podobają im się budki, które 87-latka zbudowała dla zwierząt i postawiła na wspólnym podwórzu. Przeszkadza im hałas marcujących się czworonogów, a przede wszystkim zapach.

- Mówiąc szczerze, już się przyzwyczaiłam. Rano, ukradkiem, by nikt nie widział, idę nasypać karmy kotom. A i tak ktoś zawsze zrobi mi zdjęcie i wyśle ze skargą do administracji. Czuję się jak złodziej, jakbym coś nielegalnego i niedozwolonego robiła. W szufladach mam cały plik pism, które dostaję od zarządu i drugich tyle moich odpowiedzi - mówi seniorka.

Zdaniem Haliny to obowiązek każdego mieszkańca dużego miasta, by dbać o wolno żyjące zwierzęta, które pojawiają się na danej posesji. - Zawsze lubiłam zwierzęta. Skończyłam studia hodowlane. Kotki, którymi się opiekuję, nie są moje. Są miłe. Wszystkie wykastrowałam z własnych pieniędzy. Z własnej kieszeni je też dokarmiam, leczę, jeśli zachodzi taka potrzeba. Przykro mi, że spotyka się to z takim niezrozumieniem - mówi.

ZOBACZ TEŻ:

Poznań: Psy zabrane z koczowiska Romów przy Lechickiej. "Znę...

Wyzwiska, groźby

Halina to niejedyna mieszkanka Poznania, która ze względu na pomoc bezpańskim psom i kotom doświadcza przykrości.

Mieszkance jednego z bloków przy ulicy Bukowskiej administracja wspólnoty mieszkaniowej najpierw nakazała likwidację klatek dla bezpańskich kotów na podwórzu, potem nakazała, by ta zaprzestała dokarmiać zwierzęta, pod groźbą eksmisji.
- Bardzo często spotykamy się z takimi sytuacjami - przyznaje Katarzyna Marszczewska z fundacji dla zwierząt „Koci Pazur”. - Na jednym z piątkowskich osiedli karmicielka, która dba o koty bardzo dobrze, sterylizuje, regularnie dokarmia i zachowuje idealną czystość w miejscu, gdzie koty są dokarmiane, spotykała się z szykanami ze strony jednej rodziny, która dopiero się wprowadziła do bloku, przy którym koty bytują. Były kontrole ze spółdzielni, a gdy nie wykazały żadnych uchybień, zastraszano kobietę, a koty starano się przepędzać - dodaje.

Katarzyna Marszczewska podaje jeszcze jeden przykład z poznańskiej gminy. Tam karmicielka, ponad 80-letnia kobieta, była szykanowana przez innych mieszkańców bloku za to, że dokarmia koty. Leciały w jej kierunku wyzwiska, a w kierunku kotów kamienie, niektórzy nawet wylewali wrzątek z balkonu na zwierzęta.

Lepszy kot czy szczur?

- Ludzie nie zdają sobie sprawy, jaką rolę w mieście spełniają właśnie koty wolno żyjące - mówi Małgorzata Lamperska, rzeczniczka poznańskiego schroniska. - Pozbycie się kotów z danego podwórka, piwnicy to działanie krótkowzroczne. Koty są naszymi sprzymierzeńcami. Dzięki nim nie ma problemów z gryzoniami. A szczury niszczą wszystko i przenoszą choroby - mówi.

Źródło: TVN24/x-news

Podobnego zdania jest także Ireneusz Sobiak, powiatowy lekarz weterynarii. - Administracja musi sobie zadać pytanie, czy woli koty czy szczury. Szczur nie założy gniazda, gdy czuje, że w pobliżu jest kot. A kot z natury rzeczy stara się polować. Oczywiście druga strona medalu to koci zapach. Wszystko jednak można rozwiązać - dodaje.

Rozwiązaniem mogą być budki, które poznańskie schronisko instaluje w różnych częściach miasta dla bezdomnych kotów. A przede wszystkim sterylizacja zwierząt. Na nią miasto przeznacza 100 tys. zł. - W tym pomagają nam fundacje, ale także opiekunki, które z własnych środków sterylizują koty. Rocznie możemy wykonać 847 zabiegów, a kotów jest dużo więcej - mówi Lamperska.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
MrAga42

Pani Halina całe życie pomaga tym co potrzebują, od zawsze dokarmia bezpańskie koty, na emeryturze zamiast cieszyć się życiem, podróżować, zajmuje się bezpańskimi kotami. Ze swojej emerytury kupuje im karmę, sterylizuje, kastruje, leczy. W otoczeniu nigdy nie jest brudno, gdyż zawsze czeka aż kotki zjedzą i zabiera miseczki zostawiając tylko wodę i ewentualnie suchą karmę, by było jej wygodniej karmiła pod klatką wcześnie rano i późno wieczorem, aby nikomu to nie przeszkadzało, jednak znalazła się życzliwa dusza, której to zaczęło przeszkadzać i zaczęła z nią walkę donosząc do spółdzielni żądając usunięcia miejsca karmienia, a nawet zakazania dokarmiać. spółdzielnia wyznaczyła miejsce przy śmietniku, gdzie światło jest mizerne, w zimie lód, w deszczu chlapa i błoto, do tego grzebiący w śmietniku bezdomni - czy to warunki dla schorowanej, wykształconej starszej Pani? Całe życie cieszyła się szacunkiem wśród każdego, kto ją poznała a na "stare" lata jest deptana z błotem, bo ktoś nie ma serca. Wstyd dla administracji, że ulega naciskom wypudrowanych, wyzutych z uczuć wyższych paniuś, wstyd dla tychże donoszących i uprzykrzających Pani Halinie życie. Jaki przykład dzieciom dają od małego ucząc donoszenia, nieposzanowania osób starszych, braku empatii :( Spółdzielnio Wielkopolanka wstyd dla Was za taką postawę!

P
PW

Z prostej matematyki wynika, że 1 pies przypada na jedną rodzinę. Ja już mam psa, a Tobie trzeba by przypisać. Jako jeden z pierwszych mógłbyś wybierać: duży/mały, jasny/ciemny itd., bo rasowe są już przypisane.

k
konrad

A czy my w Polsce musimy mieć 8 milionów psów skoro względny dobrostan zapewniamy tylko połowie.
Dlaczego konkretny pies nie może być przypisany konkretnej osobie.
I to ta konkretna osoba brała by odpowiedzialność prawną i finansową za psa a nie my wszyscy podatnicy.
Wystarczy psy obowiązkowo czipować.
Świnie, kozy, czy krowy się po drogach nie wałęsają bo mają prawnych właścicieli nie miskodawców.
Poza empatią jest też coś jeszcze takiego jak zdrowy rozsądek który bardziej zapewnił by psom dobrostan.

B
Były

Problem utrudniania życia osobom opiekujacym się żyjącymi wśród nas zwierzętom wraca jak bumerang. Dlaczego ludziom przeszkadza czynione dobro, o ile nie narusza to ich interesów? Czyżby zło w otaczającym nas świecie już zwyciężyło? Sam też tego doświadczyłem. Często jest to zupełnie irracjonalne - nie bo nie. Można to pokonać tylko zyskując sojuszników we własnym środowisku. Jak to się mówi - kupą mości panowie.

A
APELUJĘ

Urząd Miasta powinien dotować sterylizację psów i kotów. 300 zł za zabieg jest najczęściej zaporą nie do przebycia. A przecież im więcej wysterylizowanych bezdomnych zwierząt tym mniejsze problemy - również w schronisku.

Dodaj ogłoszenie