Zobacz
    odmiany i ceny

    Jak wybrać choinkę? Jodła, daglezja czy świerk?

    Rozwiń
    Faust Again: Rozstajemy się w przyjaźni [ROZMOWA]

    Faust Again: Rozstajemy się w przyjaźni [ROZMOWA]

    Zdjęcie autora materiału

    Cyprian Łakomy

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Faust Again kończy działalność - obejrzyj zdjęcia zespołu!
    1/13
    przejdź do galerii

    Faust Again kończy działalność - obejrzyj zdjęcia zespołu! ©Archiwum zespołu

    Ich odejście zamyka pewien rozdział w dziejach polskiego niezależnego metalu. Również na poznańskiej scenie próżno dziś szukać równie oryginalnego zespołu. Kilka miesięcy temu, Faust Again postanowili zakończyć działalność. Symbolicznym pożegnaniem formacji był koncert w Poznaniu, który odbył się w niedzielę, 29 września. W przeddzień tego wydarzenia rozmawialiśmy z jej liderem.
    Faust Again kończy działalność po blisko piętnastu latach spędzonych na scenie. Jak – w dużym skrócie – zapamiętasz ten czas?

    Marcin Pyszora (wokal, teksty): To było tak naprawdę kilka różnych etapów, jednak ich wspólnym mianownikiem była zawsze nasza przyjaźń. Zapamiętam te lata jako naprawdę niesamowitą przygodę.

    W kraju niewiele było kapel niezależnych, którym udało się osiągnąć tyle, co Wam. Cztery płyty – każda inna, lecz na swój sposób wyjątkowa. Mnóstwo zagranych koncertów – zarówno w Polsce, jak i w większości zakątków Europy. To zaledwie część tego, co zdołaliście zrobić. Ja rozumiem, że czasem trzeba trochę zwolnić, ale żeby od razu rozwiązywać zespół?


    Myślę, że trzeba wiedzieć, kiedy powiedzieć sobie „stop”. Oczywiście mogę mówić tylko za siebie, ale w moim odczuciu kończymy najlepszą płytą w naszej dyskografii. Czuję się spełniony. W stylistyce, w której obracało się Faust Again, powiedziałem już wszystko i jeżeli kiedyś znowu zechcę grać, to prawdopodobnie będą to zupełnie inne rejony muzyczne. Co zaś tyczy się tego, że szło nam dobrze, to bywały lepsze i gorsze okresy. Na pewno mieliśmy bardzo dużo szczęścia, choć przez cały ten czas podchodziliśmy do grania w stu procentach hobbystycznie. Na pewno mogliśmy lepiej to wszystko ogarnąć, wykorzystać dane nam szanse i skupić się tylko na zespole. Ten miał jednak przede wszystkim dawać nam radość i możliwość wyrzucenia z siebie pewnych spraw.

    Nie masz poczucia, że tą jedną decyzją przekreślacie spory potencjał, który w Faust Again siedział od początku?

    Jesteśmy ludźmi świadomymi swego potencjału. Zapewniam cię, że go nie zmarnujemy. Tyczy się to zwłaszcza pozostałych kolegów, którzy od jakiegoś czasu przecież udzielają się w kilku innych zespołach. Energia, która w nich siedzi, będzie miała teraz po prostu nowe ujście.



    Okazja sprzyja podsumowaniom, więc pozwolę sobie zapytać o to, co uważasz za największą wartość, jaką razem wypracowaliście, a co było, Twoim zdaniem, największym Waszym błędem?

    Na pewno największym sukcesem było to, że nigdy nie musieliśmy umawiać się, co i jak będziemy grać. Zarówno nasze gusta, jak i postrzeganie muzyki szły zawsze w tę samą stronę. Nie było żadnego zdefiniowanego kierunku, za to wszystkim od początku zależało na tym, by to, co robiliśmy, było jak najbardziej nasze. Ogromne znaczenie miały dla mnie przeżycia, które towarzyszyły graniu koncertów. Prawdopodobnie nie byłbym dziś tym samym człowiekiem, gdyby nie te kilkanaście lat wspólnego jeżdżenia i grania. Niepowodzenia? Największym była opóźniająca się data premiery drugiej płyty („Hope Against Hope” wydanej w 2006 r. – przyp. red.). Kiedy powstawała, czuliśmy, że tworzymy bardzo świeżą muzykę, która otwierała wiele drzwi. Natomiast przez pół roku oczekiwania na wydanie, zdążyła ona nieco stracić na aktualności.

    Ostatni krążek w Waszej dyskografii, czyli tegoroczny „Illusions”, to jedno z najspójniejszych dzieł w Waszym dorobku. Jak inne Faust Again nagrywało tę płytę w porównaniu do zespołu, który podpisał się pod zawartością „The Trial” z 2009 r.?

    Byliśmy zdecydowanie dużo mądrzejszym zespołem. O wiele bardziej kontrolowaliśmy proces nagrywania „Illusions” niż którejkolwiek z wcześniejszych płyt. Zaowocowało to najlepszym brzmieniem, jakie mogliśmy sobie wyobrazić. Z dzisiejszej perspektywy traktujemy „The Trial” jako etap przejściowy pomiędzy graniem znanym z „Seizing Our Souls” i „Hope Against Hope” a tym, co znalazło się na „Illusions”. Nie jesteśmy z niego do końca zadowoleni, lecz mamy świadomość, że było to dla nas wejście w zupełnie inne muzyczne rewiry i potrzebowaliśmy nieco więcej czasu, by wylądować w miejscu, do jakiego zaprowadziła nas ostatnia płyta.

    Określaliście się jako zespół metalowy z duszą hardcore. Czy ta definicja była adekwatna do samego końca?


    Zawsze mieliśmy gdzieś, czy to, co robimy jest wystarczająco metalowe, albo wystarczająco hardcore’owe. Wiedzieliśmy jednak, że ludzie mają potrzebę szufladkowania tego, czego doświadczają. Opis, który przytoczyłeś, dawał z jednej strony jakieś pojęcie na temat tego, czego można się po nas spodziewać, z drugiej nie mówił też za wiele… Nie było ściśle sprecyzowanego „targetu” naszej muzyki. Kierowaliśmy ją przede wszystkim do ludzi otwartych, nawet takich, którym nasza konwencja była na co dzień zupełnie obca.



    Nie bylibyście jednak tym samym zespołem, gdyby nie Twoje teksty, charakterystyczne w równym stopniu, co sama muzyka. Gdybyś miał wyciągnąć z nich esencję, jakieś przesłanie, z którym chciałbyś, by identyfikowano Faust Again, to jak by ono brzmiało?

    To przesłanie zmieniało się z płyty na płytę. Pierwsze teksty, które pisałem, były bardzo zaangażowane i dotyczyły konkretnych spraw. Później natomiast podryfowałem w nieco innym kierunku, opowiadając o tym, z czym na co dzień się zmagałem. Pisałem o tym, co wzmacnia i osłabia każdego z nas. O tym, co daje nam energię, by iść naprzód, lecz również o tym, co hamuje człowieka. Myślę, że motywem przewodnim moich tekstów było po prostu szukanie dobrego siebie. Cenię sobie ludzi z autorefleksją, którzy potrafią otwarcie przyznać się do błędu, ale zarazem mają świadomość tego, co zrobili dobrze.

    Jakim miejscem była scena metalowo-hardcore’owa, gdy jako młode chłopaki na nią wchodziliście, a jakim jest obecnie, gdy ją opuszczacie?

    To dwa zupełnie inne światy. Miałem przyjemność obserwować, jak to środowisko kształtowało się w Europie. Również jako Faust Again mamy pewnie swój mały wkład w to, jak wyglądało ono w naszej krajowej mikroskali. Na początku było mnóstwo entuzjazmu, zaangażowania i – nie bójmy się tego powiedzieć – ideologii. W miarę jednak, jak ten rodzaj muzyki stawał się modny, wszystkie te wartości uleciały z dymem. Pojawiła się wtórność, za granie brały się często osoby, które nie powinny były tego robić. Ostało się jednak kilka zespołów-perełek, które grają prosto z serca, nie starając się nikogo kopiować. Zawsze będę przybijał im piątki i trzymał kciuki za ich kolejne poczynania. Taką grupą jest dla mnie chociażby In Twilight’s Embrace, bo zawsze robiliście swoje. Podobnie jest np. z krakowskim Drown My Day, z którym zagramy w niedzielę.



    Rozwiązujecie Faust Again z poczuciem dobrze wykonanej misji?

    Sęk w tym, że nigdy nie było żadnej misji (śmiech). Ja na pewno kończę działalność Faust Again z satysfakcją i uczuciem spełnienia. Czuję, że nagrałem dobre płyty. Pewnie fajnie byłoby zagrać jeszcze parę koncertów i przeżyć jakieś przygody, jednak dla każdego z nas jest to dobry moment, by wejść po raz ostatni na scenę pod tym szyldem, rozstając się w przyjaźni.

    Rozmawiamy przed Waszym ostatnim koncertem. Jakie to uczucie planować swój muzyczny pogrzeb?

    Zaskakujące jest to, że wszyscy się w tej decyzji doskonale zgraliśmy. Nie jest ona wynikiem żadnej kłótni. Z tej perspektywy, przygotowanie tego koncertu naprawdę nie wygląda źle. W ubiegły weekend graliśmy próbę. Przypominanie sobie wszystkich starych numerów sprawiło nam mnóstwo radości. Choć cały czas pamiętamy, dlaczego gramy ten koncert, to cieszymy się, że możemy pożegnać się w dobrym nastroju i całkowitym porozumieniu.


    Faust Again to jedna z najważniejszych grup pogranicza metalu i hardcore w Europie. Powstała w 1999 r. Jej ostatni skład tworzyli: Marcin Pyszora - wokal, Aleksander Data - gitara rytmiczna, Wojciech Warnke - gitara prowadząca, Marcin Woźniak (wcześniej Adrian Klementowski) - bas, Marcin Pałęcki (wcześniej Mariusz Szczepański) - perkusja. W 2005 r. zespół przeniósł się z rodzinnego Grudziądza do Poznania. Formacja zagrała setki koncertów na Starym Kontynencie, występując na czołowych festiwalach i u boku takich nazw jak Biohazard, Hatebreed czy Unearth. Płytowy dorobek Faust Again to 4 albumy studyjne, w tym kultowy w pewnych kręgach debiut "Seizing Our Souls" z 2003 r.

    Zespół zagrał swój ostatni koncert w niedzielę, 29 września na poznańskiej Scenie Pod Minogą (ul. Nowowiejskiego 8).

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo