Felieton Dariusza Lipińskiego: Przemilczana twarz Roberta Schumana

dr Dariusz Lipiński, były wiceprzewodniczący Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, nauczyciel akademicki, samorządowiec
Dr Dariusz Lipiński
Dr Dariusz Lipiński Archiwum prywatne
4 września minęło 58 lat od śmierci Roberta Schumana, obok Jeana Monneta głównego „ojca-założyciela zjednoczonej Europy”, guru euroentuzjastów, odwołujących się do niego choćby w Dniu Europy, obchodzonym 9 maja w rocznicę ogłoszenia Deklaracji Schumana czy podczas organizowanej w Warszawie dorocznej parady jego imienia.

Ciekawe, czy uczestnicy wiedzą to, co – zdaje się – w oczach wielu z nich byłoby czymś dyskwalifikującym, śmiesznym lub w najlepszym razie anachronicznym: że Robert Schuman jest Czcigodnym Sługą Bożym (dekret papieża Franciszka z czerwca br.), że przed laty został wszczęty jego proces beatyfikacyjny, a jego poglądów, także na integrację, nie sposób zrozumieć bez uwzględnienia jego głębokiego katolicyzmu. Ale o poglądach Schumana mało wiedzą też radykalni eurosceptycy przypisujący mu – jako przeciwieństwo europejskiego federalizmu – koncepcję „Europy ojczyzn”, opartej wyłącznie na współpracy międzyrządowej. Paradoks polega na tym, że jest to wizja raczej de Gaulle’a, który Schumana podobno nie znosił. Jaka naprawdę była Europa Roberta Schumana?

Istotnie wyobrażał sobie Europę narodów, państw, ojczyzn, ale z jednoczesną, wyraźną obecnością wspólnotowości, ponadnarodowości. Integrację umożliwiło przecież odejście od czystej międzyrządowości cechującej inne organizacje międzynarodowe. Ale jednocześnie podkreślał: Nie chodzi o połączenie państw, o stworzenie jednego superpaństwa. Nasze europejskie kraje są rzeczywistością historyczną; byłoby psychologicznie niemożliwe sprawić, aby przestały istnieć (str. 17-18 książki: Robert Schuman, Dla Europy, przekład Magdalena Krzeptowska, Wydawnictwo Znak, Kraków 2009).

Ponadnarodowa europejskość Schumana nie polegała na zakwestionowaniu narodowości, tylko na jej uogólnieniu, tak jak, historycznie, plemię było uogólnieniem rodziny, a naród plemienia. Polityka europejska (…) absolutnie nie jest sprzeczna z ideałami patriotycznymi każdego z nas. Tysiące lat temu rozwinęły się pierwsze ludzkie wspólnoty. Opierając się na rodzinie, przybrały formę pierwotnych plemion. Później powstały pierwsze gminy, coraz bardziej rozwinięte osady i miasta – i nikt przecież nie zamierza posądzać tej ewolucji o przeciwstawianie się roli rodziny. To samo dotyczy wszystkich organizacji ponadpaństwowych, które wykraczają poza naród, nie aby go osłabić i wchłonąć, ale by dać mu szersze i bardziej wzniosłe pole działania. (str. 20).

„Ponadnarodowa Europa” Schumana byłaby więc strukturą ponad narodami, zbudowaną przez narody i dla nich. Zabezpieczeniem przed konfliktami między nimi miałaby być demokracja.

Lecz demokracja według Schumana nie jest jakimś ustrojem (z całą pewnością nie jest tym, co nazywa się demokracją liberalną), nie jest jakimś sposobem sprawowania władzy czy mechanizmem podejmowania decyzji. Tym, co charakteryzuje państwo demokratyczne, są cele, które sobie stawia, i środki, za pomocą których stara się je osiągnąć. Służy narodowi i działa w zgodzie z nim. (str. 33). Demokracja zawdzięcza swe istnienie chrześcijaństwu. Narodziła się wówczas, gdy człowiek został wezwany do zrealizowania w swoim życiu doczesnym zasady godności osoby ludzkiej, w ramach wolności osobistej, poszanowania praw każdego i przez praktykowanie wobec wszystkich bratniej miłości. Nigdy w czasach przed Jezusem Chrystusem podobne idee nie zostały sformułowane. (…) Chrześcijaństwo uczyło równości z natury wszystkich ludzi, dzieci tego samego Boga, odkupionych przez tego samego Chrystusa, bez różnicy rasy, koloru skóry, klasy i zawodu.

Schuman, oczywiście, wie, że: postęp cywilizacji chrześcijańskiej ani nie był automatyczny, ani nie zmierzał w jednym kierunku: reminiscencje (…) i złe instynkty (…) zaciążyły na tej ewolucji i nadal stanowią przeszkodę. Zaznacza (str. 36), że trzeba oddzielić to, co należy do cezara, od tego, co należy do Boga. Lecz jednocześnie podkreśla z naciskiem: Demokracja będzie chrześcijańska albo nie będzie jej wcale. Demokracja antychrześcijańska byłaby karykaturą (…) Demokrata nie może (…) zaakceptować tego, że państwo przeciwstawia [rzeczywistości religijnej] stronniczość graniczącą z wrogością lub pogardą. (podkreślenie moje – DL).

Jak widać, dzisiejsza zdechrystianizowana, lewicowo-liberalna i politycznie poprawna Unia Europejska niezbyt przypomina ideały swojego ojca-założyciela. Trudno byłoby wyobrazić sobie jego akceptację dla niemal otwartej walki z religią, podważania chrześcijańskiego systemu wartości, podkopywania roli rodziny. Jak gdyby trawestując znacznie późniejszego polityka, Robert Schuman mówi dzisiejszej Europie: Wartości, durnie! Wygląda na to, że 58 lat temu przenikliwie rozpoznał podstawowe źródła zagrożeń dzisiejszej Unii, mogących ją zabić. Gdyby żył, byłby mocno zdziwiony, w jaką stronę ona dziś zmierza. Nie wydaje się, by radośnie maszerował w paradach swojego imienia.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie