Felieton Waligóry: Niedoinformowani. Tak się przegrywa wojny

Leszek Waligóra
Leszek Waligóra
Łukasz gdak
Udostępnij:
Poświętowaliście? To wracamy do rzeczywistości. Wczorajszy dzień, tradycyjnie, upłynął pod znakiem używania czterech określeń: patrioci, faszyści, lewacy oraz rodziny z dziećmi. A co przyniesie dzisiejszy? Pisząc te słowa nie wiem jeszcze, jakie liczby przyniósł piątkowy poranek: ileż nowych ofiar koronawirusa, prób przedarcia się przez granicę oraz złapanych migrantów. Wiem jednak, że na każdym z tych pól mamy problem, a polskie plemiona zachowują się tak, jakby nie znały języka polskiego. Przegrywamy wojnę na informacje, choć z różnych powodów.

Bitwę, bo przecież nie wojnę, na granicy, przegrywamy, między innymi dlatego, że nie ma tam polskich dziennikarzy. A z drugiej strony są rosyjscy i białoruscy. My możemy pokazywać to, co przekażą nam służby. Tamci, w teorii, przekazują obrazy niezależnych dziennikarzy.

Oj, wiadomo jak to z ich niezależnością jest. Ale rosyjskie media mają znacznie większą oglądalność niż polskie. Dlatego niegłupie by było, aby rząd wreszcie posłuchał apelu, aby do strefy stanu wyjątkowego dopuścić dziennikarzy. Nie tylko polskich. Oczywiście, są tacy politycy, którzy twierdzą, że dziennikarze zaraz będą relacjonować tak jak chce Putin z Łukaszenką. Bo przecież pokazanie przemarzniętych dzieci to zaraz wypełnianie rozkazów reżimu ze Wschodu? Bo jak się człowiek z troską pochyla nad losem żywej tarczy używanej przez Łukaszenkę, to ponoć nie rozumie. A czego tu nie rozumieć? Przecież każdy wie, że to operacja specjalna reżimu. Ale jak ktoś nie dostrzega, że w tej operacji są krzywdzeni ludzie, zwożeni wcześniej z Bliskiego Wschodu, to znaczy, że ma klapki na oczach i jeszcze nie wyszedł z piaskownicy. Tam naprawdę nie chodzi o to, żeby strzelać do ludzi. Ochrona granic i parę tysięcy mundurowych na granicy (czy trzeba co chwilę podkreślać: słuszna?) naprawdę nie kłóci się z pomocą tym, którzy utknęli w lasach. Dobrą robotę robią tam „Medycy na granicy”, którzy nie pomagają w jej przekraczaniu, ale zajmują się opieką medyczną dla tych, którzy bez niej w tych lasach po prostu by umarli. A przecież na wojnie nawet wrogom nie odmawia się lekarza.

Nie wierzę, że polskie plemiona zmienią zdanie, jeśli dostaną prawdziwe informacje. Werdykt już wydali. Ale są inni, którzy się wahają

Skoro zaś o lekarzach mowa - wciąż, już drugi rok, trwa ich wojna z koronawirusem. I tu też, niestety, przegrywamy informacyjnie. Natura zjawiska jest o wiele bardziej złożona niż wojna hybrydowa. Potrzeba czegoś więcej niż elementarna wiedza, aby zrozumieć zasady działania szczepionek mRNA i walki z wirusem, który nie jest widoczny gołym okiem. I tu, niestety, mimo pełnego dostępu do informacji, nie dajemy rady. Nie dajemy, bo dla niektórych wątpliwości stają się odpowiedziami, inni zaś chcieliby, aby odpowiadać na wszystkie ich pytania, bo sami tych odpowiedzi szukać nie będą. Przegrywają tu autorytety, bo antyszczepionkowcy - ostatnio ze zdziwieniem odkryłem kolejnych w swoim otoczeniu - wolą wierzyć „autorytetom”, które mówią głośno, choć nie mają kompetencji. Ciągle tylko słyszę, że tamci, wątpiący, mają rację, bo przecież kto by wierzył naukowcom.

To przepraszam bardzo, komu chcecie wierzyć? Zdaje się, że w tym XXI wieku rzeczywiście wojnę można wygrać lub przegrać bez jednego wystrzału. Wystarczy brak lub nadmiar informacji.

Radosław Fogiel o komisji śledczej ws. Pegasusa w Sejmie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie