I znów został niedosyt

    I znów został niedosyt

    Maciej Lehmann

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Lech znów zagrał pięknie, nowocześnie, z olbrzymim poświęceniem i wolą zwycięstwa. Pokazał, że także polska drużyna może napędzić strachu przedstawicielowi jednej z najlepszych lig świata. Lecz - podobnie jak przeciwko Nancy - musiał zadowolić się tylko remisem. Szkoda, bo szanse lechitów na wyjście z grupy H Pucharu UEFA są od wczoraj znacznie mniejsze.
    Jak można pokonać Deportivo? Recepta wydawała się prosta. Trzeba zdobyć pierwszego gola. Jak wskazywały statystyki ostatnich 32 spotkań zespół Miguela Angela Lotiny, ani razu nie przegrał, gdy otwierał wynik meczu. Niestety, wczoraj w Poznaniu tradycji stało się zadość.

    Czy dlatego, że zaczęło się tak fatalnie dla Kolejorza? Już bowiem w pierwszej minucie Zlatko Tanevski przegrał przy linii końcowej niewinnie wyglądający pojedynek z Mistą.
    Niefrasobliwość Macedończyka drogo kosztowała poznaniaków. Z rzutu rożnego dośrodkował Guardado, w polu karnym przysnął Rengifo, który miał pilnować Colotto i argentyński obrońca zdobył prowadzenie.
    Cześć winy za utratę gola ponosi też bramkarz Lecha Ivan Turina. Strzał Colotto nie był niemożliwy do obrony.
    - Ten gol trochę podciął nam skrzydła - przyznał Rafał Murawski. - Wcale nie musieliśmy go stracić, ale niestety, byliśmy jakoś dziwnie niemrawi.

    Poznaniacy obudzili się dopiero w 10. min. Wtedy to po dośrodkowaniu Ivana Djurdjevicia minimalnie niecelnie główkował Manuel Arboleda.
    Hiszpanie odzyskali inicjatywę i pokazali dlaczego są w Primera Division uważani za mistrzów w grze defensywnej. Dzięki swojej technice długo utrzymywali się przy piłce. Lechici musieli sporo biegać, by zmusić piłkarzy Deportivo do błędu. Na dodatek świetnie na swoim przedpolu grał Aranzubia, który wyłapywał wszystkie dośrodkowania gospodarzy.

    Dopiero po dwóch kwadransach akcje Lecha zaczęły się zazębiać. W 32. min minimalnie niecelnie strzelał Stilić. Pojedynki jeden na jeden wygrywali Wilk oraz Peszko i lechici uwierzyli, że kombinacyjnymi akcjami można zaskoczyć rywali.
    W 42. min poznaniacy przeprowadzili wspaniały atak, po którym padła wyrównująca bramka. Semir Stilić z Arboledą i Rengifo w podręcznikowy sposób "rozklepali" obronę Deportivo. Peruwiańczyk w sytuacji sam na sam strzelił nie do obrony.

    Poznaniacy natychmiast chwycili wiatr w żagle i jeszcze przed przerwą mieli szansę na zdobycie następnych bramek. To był Lech jakiego pamiętamy z poprzednich spotkań w Pucharze UEFA, grający szybko, zdecydowanie i składnie. Hiszpanie nie bardzo wiedzieli, co się dzieje. Mieli sporo szczęścia, że strzały Stilicia czy Rengifo były minimalnie niecelne.

    Także po przerwie lider polskiej ekstraklasy pokazał, że jest zespołem, który potrafi zmusić niemal do rozpaczliwej obrony przeciwnika z najwyższej półki. Między 63. a 71. min poznaniacy mieli cztery kapitalne okazje. Wielkie gwiazdy Deportivo pełniły tylko rolę statystów. Tylko cudów w bramce dokonywał Aranzubia.

    Jak udało mu się obronić strzał Wilka pozostanie jego tajemnicą. Potem groźnie uderzali jeszcze Stilić i Arboleda. Rozgrywający fantastyczny mecz Kolumbijczyk pomylił się o kilkanaście centymetrów. Lech grał o zwycięstwo do ostatniego gwizdka sędziego. W doliczonym czasie gry Stilić w dobrej sytuacji strzelił głową nad bramką.

    I znów pozostał niedosyt, bo Kolejorz zremisował, choć był wyraźnie lepszy od Deportivo. Na pocieszenie poznaniakom pozostaje fakt, że po wygranej CSKA z Nancy, nie stracili jeszcze wszystkich szans na awans z grupy. Muszą jednak wygrać z Feyenoordem w Rotterdamie dwoma bramkami.

    Lech Poznań - Deportivo La Coruna 1:1 (1:1)
    Bramki:
    0:1 Diego Colotto (2), 1:1 Hernan Rengifo (41).
    Lech: Turina - Wojtkowiak, Arboleda, Tanevski, Djurdjević - Bandrowski, Murawski, Wilk, Peszko (80. Lewandowski), Stilić - Rengifo.
    Deportivo: Aranzubia - Filipe, Diego Colotto, Lopo, Adrian Lopez - De Guzman, Sergio, Guardado (71. Lafita), Valeron (78. Verdu) - Cristian, Mista (59. Riki).
    Żółta kartka: Stilić.
    Sędziował: Craig Thomson (Szkocja).
    Widzów: 21 000.

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

    Sport z kraju i ze świata

    Zobacz więcej na Sportowy24.pl

    Lotto Ekstraklasa

    Lp. Drużyna M. Pkt. Z. R. P. Bramki
    Awans do grupy mistrzowskiej
    Miejsce w grupie spadkowej
    1 Jagiellonia Białystok Live 12 23 7 2 3 19-14
    2 Lechia Gdańsk Live 12 22 6 4 2 21-14
    3 Legia Warszawa Live 11 21 6 3 2 16-12
    4 Piast Gliwice Live 12 21 6 3 3 18-16
    5 Wisła Kraków Live 11 20 6 2 3 20-10
    6 Korona Kielce Live 11 19 5 4 2 15-12
    7 Lech Poznań Live 11 17 5 2 4 17-14
    8 Zagłębie Lubin Live 11 16 5 1 5 17-17
    9 Arka Gdynia Live 11 14 3 5 3 12-11
    10 Pogoń Szczecin Live 12 13 3 4 5 14-15
    11 Śląsk Wrocław Live 11 12 3 3 5 16-15
    12 Miedź Legnica Live 11 12 3 3 5 15-20
    13 Wisła Płock Live 11 10 2 4 5 14-20
    14 Górnik Zabrze Live 11 9 1 6 4 11-17
    15 Zagłębie Sosnowiec Live 11 7 1 4 6 15-24
    16 Cracovia Live 11 7 1 4 6 8-17