"Jesteśmy między Haliczem i Rozsypańcem. Zamarzamy!" - alarmujący telefon do bieszczadzkich ratowników GOPR [ZDJĘCIA,WIDEO]

Beta/ GOPR Bieszczady FB
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
"Jesteśmy między Haliczem i Rozsypańcem. Zamarzamy ...." - taki alarmujący sygnał od małżeństwa, które wybrało się w góry odebrał wczoraj o godz. 16.04 dyżurny w Stacji Centralnej w Sanoku. Akcja trwała do godziny 23. Brało w niej udział około 15 ratowników.

- Naszej pomocy potrzebowało małżeństwo, które pomimo tego, iż było świetnie przygotowane na górską wędrówkę w zimowych warunkach, gdyż mieli zapas ubrań w plecaku, ciepłą herbatę, itp., nie poradziło sobie z trudami wędrówki - tlumaczą ratownicy Bieszczadzkiej Grupy GOPR.

- W górach panowały bardzo trudne warunki: dość silny wiatr, niska temperatura i duża wilgotność. Do tego intensywne opady śniegu, które w połączeniu z silnym wiatrem spowodowały, iż na szlaku były miejsca wywiane do zera jak i z ponad metrową pokrywą - dodają.

Ratownicy opisują też, że para nie miała ze sobą rakiet śnieżnych ani nart i mężczyzna torując drogę w okolicy Halicza osłabł na tyle, że nie mógł już kontynuować marszu. Wówczas zadzwonili po pomoc.

- Ratownik zbierając wywiad zapytał poszkodowanych m.in. o podanie numeru czerwonej tyczki ustawionej na szlaku przez Bieszczadzki Park Narodowy i dzięki temu szybko ustaliśmy ich dokładną pozycję - zwracają uwagę goprowcy.

CZYTAJ TEŻ: Głupota i brawura. Bywa że podlane alkoholem. Tego turystom Bieszczady nie wybaczają

Pierwsi ratownicy na nartach skiturowych, mający z sobą podstawowe zabezpieczenie termiczne w postaci płachty biwakowej czy pakietów grzewczych, dotarli do poszkodowanych w 2 godziny od wezwania. Jak na takie trudne warunki było to świetnym wynikiem - zaznaczają goprowcy.

Niedługo po tym dotarli kolejni.

- Mężczyzna pomimo ogrzania nie był w stanie kontynuować marszu, do tego istniało podejrzenie odmrożenia stóp, dlatego też został zwieziony na Przełęcz Bukowską w noszach typu sked i dalej w pulkach za skuterem. W Wołosatym został przekazany załodze karetki pogotowia, gdzie po zbadaniu okazało się, że nie wymaga dalszej opieki medycznej.

W akcji wzięło udział około 15 ratowników. Ostatni do Stacji Ratunkowej w Cisnej dotarli około godziny 23.

Bieszczadzki Park Narodowy ostrzega: w górach panują naprawdę trudne warunki

- Wszystkie szlaki na terenie Parku są drożne, miejscami jednak zawiane świeżym śniegiem i oblodzone. W górach panują trudne warunki do uprawiania turystyki ze względu na świeży opad śniegu, niską temperaturę, silny wiatr i ograniczoną widoczność. Grubość pokrywy śnieżnej jest zróżnicowana i kształtuje się w granicach od 20 do 40 cm, w miejscach zawietrznych dochodzi 50-60 cm. W najbliższych dniach prognozowane są dalsze opady śniegu. Poruszanie się wymaga odpowiedniego sprzętu (zalecamy posiadanie kijków i raczków). Zachowajmy rozwagę przy planowaniu górskich wędrówek i uwzględnienie wydłużonego czasu przejścia. Pamiętajmy, aby trasę wycieczki dostosować do aktualnie panujących warunków, swoich możliwości i doświadczenia, a wycieczkę zaplanować tak, aby wrócić przed zmrokiem - - czytamy w komunikacie na stronie Parku.

Z myślą o bezpieczeństwie osób odwiedzających Park w okresie zimowym, w strefach połoninowych zamontowany został specjalny system oznakowania. Powyżej górnej granicy lasu można spotkać czerwone tyczki z tabliczkami.

- Tyczki wskazują przebieg szlaku oraz posiadają przypisany numer o znanej lokalizacji GPS. Koordynaty poszczególnych tyczek zostały udostępnione Górskiemu Ochotniczemu Pogotowiu Ratunkowemu. W przypadku utraty orientacji w terenie (np. z powodu gęstej mgły) należy zadzwonić pod nr ratunkowy GOPR 601 100 300 podając nr tabliczki, przy której państwo się znajdują - instruuje BPN. - Dlatego prosimy, aby nie dokonywać żadnych zmian w wykonanym oznakowaniu, gdyż od jego trwałości zależeć może ludzkie życie! Jednocześnie apelujemy do wszystkich turystów, aby pamiętali o pobraniu aplikacji „Ratunek”. Dzięki tej aplikacji służby ratownicze są w stanie precyzyjnie ustalić położenie osoby potrzebującej pomocy.

Aktualne warunki pogodowe można sprawdzić na stronie GOPR oraz za pomocą kamerki internetowej BPN.

ZOBACZ TEŻ:

Na łyżwach w Tatrach? Jak widać, da się. Na taki pomysł wpadli ludzie, którzy dotarli nad Czarny Staw Gąsienicowy. Przed Bożym Narodzeniem 2020 roku dwóch wędrowców założyło łyżwy i ślizgało się po lodowej tafli. Panowie mocno ryzykowali. Wówczas lodowa tafla nie była jakoś wyjątkowo mocno zamarznięta. Panowie mogli wpaść do lodowatej wody. A to mogłoby się zakończyć dla nich tragicznie.

Dziwactwa w TATRACH. Zobacz, jak zachowują się turyści w gór...

Materiał oryginalny: "Jesteśmy między Haliczem i Rozsypańcem. Zamarzamy!" - alarmujący telefon do bieszczadzkich ratowników GOPR [ZDJĘCIA,WIDEO] - Nowiny

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marcin Piekaż
17 stycznia, 16:46, Gość:

Idioci przy urnach, idioci w górach.

Ja wiem czy idioci - czasami człowiek popełnia błąd, fajnie, że udało się pomóc.

G
Gość

Idioci przy urnach, idioci w górach.

Dodaj ogłoszenie