Kłecka w Poznaniu: Ulica widmo, starsza pani oraz specustawa, czyli sąsiedzki pat

Karolina Koziolek
Kłecka w Poznaniu: Ulica widmo, starsza pani oraz specustawa, czyli sąsiedzki pat Maciej Urbanowski
Poznań od prawie 40 lat nie może uporać się z problemem ul. Kłeckiej, która choć jest w planach, wciąż nie powstała. Sytuacja wydaje się patowa. W wyniku podziałów działek 83-letnia Kazimiera Marcinkowska, może od lipca zostać odcięta od świata, ponieważ sąsiadka chce zamknąć 30-metrową ścieżkę, którą do tej pory dochodziła do domu - właśnie przez działkę sąsiadki. Z kolei miasto drogi nie buduje, ponieważ teren pod nią musiałoby zabrać sąsiadom, którzy mają tam swoje ogródki. I choć próbuje, to jednak przegrywa w sądach.

Staruszka bez drogi dojazdowej żyje od lat 70-tych. Jej dom na os. Warszawskim ma adres ul. Słupecka 15a, ale wysoko na szczycie domu jej mąż dawno przymocował tabliczkę z inną nazwą: ul. Kłecka. Z tym, że droga nigdy nie powstała. Kobieta mówi, że walka o dojazd do domu wpędziła jej męża do grobu, a jej spędza od 40 lat sen z powiek. Sama jest inwalidką, a chodzenie o kulach wąską ścieżką to męka. - Chodzi również o względy bezpieczeństwa. Nie dojedzie do mnie karetka, straż pożarna. Nawet nikt się nie chce podjąć remontu, bo nie dojedzie tu żaden sprzęt - wylicza starsza pani i zwraca uwagę na wątek finansowy. - Proszę też pomyśleć, ile jest wart dom bez dojazdu.

Wśród sąsiadów wszyscy żałują staruszki. Wspominają, że do karetki ratownicy przenosili ją na krześle, bo nie można było dojechać, a zmarłego męża trzeba było nieść w worku.

Nie znaczy to bynajmniej, że staruszka jest jedyną poszkodowaną. Żeby wybudować jej drogę, innym trzeba zabrać działki. - Konkretnie chodzi o cztery rodziny. To przez ich tereny miałaby przebiegać droga - wyjaśnia Paweł Noworolnik, reprezentujący je prawnik. - Poszkodowani właściciele wskutek wywłaszczenia zostaną w praktyce pozbawieni ogrodów. Diametralnie obniży to też wartość ich działek .

Paradoks sytuacji polega na tym, że droga, która miałaby powstać na prywatnych działkach ma mieć charakter drogi publicznej. - Pierwotnie była mowa o 6 metrach z pasami ruchu w obie strony. Po co, skoro to dojazd tylko do jednej posesji - pyta Małgorzata Rościszewska, której ogród ma być przeznaczony na drogę. Dodaje, że ostatecznie po wielu prośbach i pismach w planie zapisano 4 m, ale to i tak zbyt dużo. ZDM odpowiada krótko: robimy tak, jak zapisane jest w miejscowym planie zagospodarowania. - Jako jednostka miejska jesteśmy zobowiązani do realizacji tego planu - odpowiada zdecydowanie Dorota Wesołowska, rzeczniczka ZDM.
Mieszkańcy niezależnie od reprezentowanych interesów, są w jednym zgodni. Przekonują, że winni zamieszania są urzędnicy. To oni popełnili błędy przy podziale działek oraz błąd zaniechania - w latach 70. budowę drogi miał skutecznie blokować mieszkający tam wówczas jeden z radnych. - Teraz miasto chce się wybielić naszym kosztem, zabierając nam działki, a wielkość odszkodowania jest niewspółmierna do szkody - mówi Rościszewska.

Urząd Miasta kilkakrotnie próbował wywłaszczyć mieszkańców. Ostatnio za pomocą specustawy. Mieszkańcy się odwołali, a sprawa trafiła do NSA. - Sąd orzekł, że korzystanie ze specustawy jest zasadne przy budowie autostrad, ale nie drogi dojazdowej do posesji i uznał próbę wywłaszczenia za nieskuteczną - tłumaczy mec. Noworolnik.

Problem ma również właściciel pustej działki tuż za posesją Kazimiery Marcinkowskiej. Jego działka to zarośnięta drzewami i otoczona z każdej strony domami wyspa. Nie wierząc w skuteczność urzędu, postanowił wystąpić na drogę cywilną z wnioskiem o ustanowienie służebności przejazdu przez inną działkę. - Prowadzimy działalność gospodarczą, dla nas utrata gruntu to poważna strata - tłumaczy Piotr Krakowski, przez którego działkę miałby przejeżdżać sąsiad z "działką-wyspą".

- Rozwiązaniem sprawy powinno być usunięcie z planu ul. Kłeckiej jako drogi publicznej. Służebnością powinna być obciążona działka, na której jest ścieżka, z której korzysta właśnie pani Marcinkowska - uważa mec. Noworolnik.

To rozwiązanie jednak nie zadowoli wszystkich.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

U
Użytkownik serwisu

Przecież ustanowienie służebności drogi koniecznej to wystarczający środek zakończenia tej sytuacji. Sytuacji podobnej do tej opisanej są tysiące. Państwo nie ma obowiązku podejmować działań - to sprawa pomiędzy właścicielami. Dochodziłoby do paradoksu - dla celów zapewnienia dostępu do jednej działki, Państwo miałoby wywłaszczać innych. A zatem pozbawiać ich prawa własności za publiczne, czy nasze pieniądze. Wywłaszczenie może mieć bowiem miejsce za wynagrodzeniem i tylko na cel publiczny, co jest zagwarantowane w Konstytucji.

Starszej Pani może być żal, ale winę za całą sytuację ponosi ona. Może problemem było to, że ustanowienie służebności wiązałoby się dla niej z koniecznością zapłaty wynagrodzenia na rzecz innych właścicieli za możliwość korzystania z ich gruntu? Bo Pani podkreśla, niby ubocznie, jedną rzecz - spadek wartości jej nieruchomości z uwagi na brak dostępu do drogi. Jak widać aspekt finansowy jest dla niej ważny. Ale zapłacić innym już nie chce za to, że droga konieczna ingerowałaby w ich nieruchomość. Uważa z kolei, że jak najbardziej fair jest to, że to Państwo - czyli my - mamy ponieść ten koszt, a przy okazji wywłaszczyć innych właścicieli.

p
petent teraz klient

prezydent podzielił teren ,to niech teraz obywatelom wypłaci rekompensaty za szkody wyrządzone wszystkim. Ciągłość władzy,jakaś odpowiedzialność musi być.

B
Bob Budowniczy

Doprawdy zadziwiające jak ZDM walczy o prywatny interes szacownej starszej Pani. Mam nadzieję, że nie zabraknie im zapału do dalszego budowania i remontowania dróg. Ja w takim poproszę o asfalt na ul. Łebskiej na Smochowicach ;)

K
Kinomaniak

Nie czasu ale pieniędzy potrzeba. Jak są pieniądze to i czas się znajdzie. Od szanownej emerytki miasto powinno wykupić dom lub zamienić na jakiś lokal mieszkalny. Wtedy droga nikomu nie będzie potrzebna, wszyscy będą zadowoleni.

p
poznaniak

ile czasu potrzeba, żeby to wreszcie uporządkować?

k
kowalski

Są różne dziwadła. Często z błędami(?), a raczej korupcją urzędników. Np z tyłu na jednej z działek przy ulicy Wiece przed laty postawiono drugi dom. Ponieważ nie było dojazdu do ulicy Wiece (z przodu działka na całej szerokości była zabudowana) zrobiono dojazd przez sąsiednią działkę należącą do Akademii Rolniczej - bo dojazd być musi. Powierzchnia dojazdu porównywalna jest do powierzchni działki do której prowadzi dojazd(!).

Sytuacja na Słupeckiej jest analogiczna. Dom pani emerytki postawiono z tyłu działki bez dojazdu - prawie na 100% ze złamaniem prawa, albo prawo złamano dzieląc działkę na dwie.
(A by bardziej rozczulić czytelników, warto przypomnieć w jaki okolicznościach powstał dom szacownej emerytki i dalszą historię nieruchomości).

Dlaczego sąsiedzi mają płacić za złamanie prawa przez sąsiada choćby miało to miejsce ze 40 lat temu??
Dlaczego ma płacić za to społeczeństwo (wywłaszczenie i budowa drogi)??

PS. Całą sytuację pięknie można zobaczyć na googlemaps.

Dodaj ogłoszenie