Kłopoty z pamięcią o bohaterze

    Kłopoty z pamięcią o bohaterze

    Krzysztof M. Kaźmierczak

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Aleksander Studniarski, który w wieku 20 lat zmarł w stalinowskim więzieniu z powodu odmowy udzielenia mu pomocy medycznej, nie doczekał się jeszcze sądowej rehabilitacji. Na problemy napotykają osoby, które starają się upamiętnić bohatera.
    W styczniu w Sądzie Okręgowy w Poznaniu zapewniano, że uznanie wyroku za nieważny nie powinno zająć więcej niż kwartał. Wcześniej zrehabilitowano już trzech członków organizacji niepodległościowej, którą dowodził Studniarski do czasu aresztowania w 1952 roku. - Niestety, po złożeniu wniosku nie dostałam do dzisiaj żadnej odpowiedzi - martwi się Izabela Kaseja, siostra Studniarskiego. Nieoficjalnie powiedziano nam, że na przedłużanie sprawy wpływ ma obciążenie procesami o odszkodowania dla internowanych.

    Na problemy natknęła się grupa poznaniaków (prosili o niepodawanie ich nazwisk), która wystąpiła z inicjatywą uczczenia ofiary stalinowskiego systemu.
    Pomysł podchwycił duchowny z parafii, do której należał Studniarski (chłopak, jak można sądzić z jego listów, był głęboko religijny). Początkowo planowano umieścić w świątyni lub na jej elewacji niewielką tablicę pamięci 20-latka. Pomysły te nie spotkały się z akceptacją urzędników poznańskiej kurii decydujących o wystroju obiektów sakralnych. Trwają dalsze rozmowy, od których wyniku zależy, czy Olek zostanie upamiętniony w swojej parafii.

    Studniarskiego skazano za kierowanie antykomunistyczną Krajową Armią Wyzwoleńczą na 8 lat więzienia. Maltretowany podczas śledztwa poważnie zachorował. Zagrażająca życiu choroba wymagała specjalistycznego leczenie szpitalnego. Mimo takich wskazań medyków sędziowie odrzucali wszystkie prośby skazanego i jego rodziny o zgodę na hospitalizację. Świadomy, że umiera, chłopak pisał dramatyczne listy do swoich bliskich.

    Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Poznaniu prowadzi wszczęte po naszych publikacjach śledztwo w sprawie znęcania się nad członkami poznańskiej organizacji. - Przesłuchałem bliskich zmarłego i przeanalizowałem zachowane akta. Obecnie trwa ustalanie, czy żyją, a jeśli tak, to gdzie zamieszkują sędziowie, prokuratorzy, funkcjonariuszy UB i służb więziennych związani z tą sprawą - mówi prokurator Mirosław Więckowiak.

    Potwierdzono już nasze ustalenia, że nie żyje jeden ze stalinowskich śledczych, którzy maltretowali nastolatków, Henryk Knychała (do 1975 roku był szefem SB w Wągrowcu).

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    wyrok

    Widukind (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3 / 5

    Hańba i tyle.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo