Mariusz Gil: Polacy pokochali maratony MTB, bo każdy w nich może poczuć się zwycięzcą!

Radosław Patroniak
Mariusz Gil po letnim sezonie startów w maratonach MTB od kilku dni uczestniczy w wyścigach przełajowców
Mariusz Gil po letnim sezonie startów w maratonach MTB od kilku dni uczestniczy w wyścigach przełajowców Fot. Archiwum Agrochestu Team
Udostępnij:
Rozmowa z Mariuszem Gilem, byłym wicemistrzem świata młodzieżowców w kolarstwie przełajowym i zawodnikiem MTB z Agrochest Team Kostrzyn.

Czy łatwo łączyć starty w maratonach MTB z wyścigami w kolarstwie przełajowym?
Dla mnie to nie jest trudne, bo wychowałem się jako przełajowiec, a w ostatnich latach polubiłem MTB. Poza tym zaangażowanie w obie konkurencje wyznaczają pory roku. Zimą na przełajach zarabiam na chleb, a wiosną i latem startuję bez nadmiernej presji w wyścigach kolarzy górskich, głównie z udziałem amatorów. Przesiadka z roweru na rower też nie jest wielkim wyzwaniem. Nie wolno tylko do rywalizacji w MTB przystąpić z marszu.Dlatego marzec to zawsze taki miesiąc, w którym unikam roweru. Wcześniej przez pięć miesięcy startuję w wyścigach przełajowych w Belgii, Francji i Holandii. Trudno przebić się na podium, gdy za rywali ma się zawodowców z krwi i kości, ale zdarzały mi się miejsca w pierwszej dziesiątce. Za zwycięstwo w takim wyścigu można zarobić 1 tys. euro, a za zajęcie 20. miejsca – 50 euro.

Kolarstwo przełajowe w Polsce straciło jednak rację bytu. Nawet już kadry nie mamy, a przecież warunki do jazdy w błocie są u nas chyba nie gorsze niż w Belgii?
Sam sobie często zadaję to pytanie, a odpowiedzi nie znajduję. Pewne jest to, że przełaje nie są u nas w modzie, choć są niezwykle widowiskowe. Wyścig trwa godzinę plus jedno okrążenie. Wszystko trwa krócej niż na trasie MTB, ale też jest dużo bardziej intensywne.Walka na łokcie trwa od początku do końca. Część kolarzy wybiera latem starty w cross country, ale dla mnie jest to niebezpieczne, bo są to wyścigi ekstremalne, w których łatwo złapać kontuzję. Dlatego od dwóch lat przygotowuję się do sezonu poprzez starty w maratonach MTB i to tych krótszych.

Te ostatnie imprezy rodzą się w Polsce jak grzyby po deszczu, a ich organizatorzy nie mają problemów z frekwencją. Jak wytłumaczyć fenomen kolarstwa górskiego w naszym kraju?
Przede wszystkim w maratonie MTB może wystartować praktycznie każdy, bez względu na wiek i obycie z rowerem. Poza tym w tych wyścigach nie ma presji. Nikt nie jedzie z tyłu, nikt nie jest dublowany, więc każdy może poczuć się w pewnym sensie zwycięzcą, jeśli tylko dotrze do mety. Maraton wreszcie nie jest ponad siły nowicjuszy i można w nim łączyć zawodowców z zupełnymi amatorami, czego przykładem jest też moja grupa, czyli Agrochest Team Kostrzyn. Starty w jej barwach traktuję z wielką przyjemnością, bo podczas wyścigów nie czuję w ogóle presji. Jadę sobie z radosną miną i pewnie, że nie daje się wyprzedzać rywalom, ale też łatwiej o podium wtedy, kiedy człowiek nie myśli w kategoriach „być albo nie być”. Wiadomo przecież, że presja nie pomaga, tylko paraliżuje.

Czy w Polskim Związku Kolarskim ktoś jeszcze w ogóle pamięta o przełajowcach?

Śmiem wątpić, bo od kilku lat nie ma ani kadry, ani obozów, ani fachowców od tej konkurencji. W tym roku nikt z Polski nie pojechał na MŚ, bo odbywały się one w USA. W przyszłym zostaną one zorganizowane w Czechach, więc pewnie będziemy mieli swoich przedstawicieli. Zresztą sam myślę o zgłoszeniu się do tej imprezy, ale nie mam złudzeń, że będę to musiał zrobić na własny koszt.

W kolarstwie szosowym powoli jednak stajemy się potęgą. Zwycięstwa Rafała Majki w Tour de France i mistrzostwo świata Michała Kwiatkowskiego to chyba ogromny impuls dla całej dyscypliny?
Od wielu lat nie mieliśmy w kolarstwie tak wielkich sukcesów jak w tym roku. Nie tylko Majka i Kwiatkowski, ale również Przemysław Niemiec pokazał kibicom na całym świecie, że istnieje kolarstwo zawodowe w Polsce. Myślę, że ta seria spektakularnych występów zainspiruje młodych ludzi. Być może nawet wrócą te czasy, kiedy młodzież na podwórku naśladowała Ryszarda Szurkowskiego i Stanisława Szozdę, z tą różnicą, że teraz jej idolami będą Majka i Kwiatkowski.

Chcesz skontaktować się z autorem informacji? [email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie