Metallica - koncert na festiwalu Sonisphere

Agnieszka Świderska
Czym różni się koncert Metalliki od reszty koncertów? Przed tymi drugimi przed bramami stoją osobnicy z kartonikami "Sprzedam bilet". Przed bramami festiwalu Sonisphere na warszawskim lotnisku Bemowo przynajmniej kilkadziesiąt osób trzymało kartki z dramatycznym apelem: "Kupię bilet".

Na pytanie przechodzącej starszej pani "Jaki to koncert, że tylu ludzi na czarno?" ktoś krzyknął "Koncert czarnej legendy!". Nie mogło być większego magnesu dla kilku pokoleń wychowanych na Metallice. Obawy, że polscy fani nie mieli wystarczająco dużo czasu, by stęsknić się za Jamesem i resztą, którzy grali w tym samym miejscu dokładnie dwa lata temu, okazały się nieuzasadnione.


Czytaj także:
Metallica zagra w czwartek "Czarny album". Pamiętacie? [FILMY]
Adele, Metallica, Rihanna? Kto zagra w Poznaniu? [ZDJĘCIA, FILMY]

Bemowo zalała prawdziwa czarna ludzka fala. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi chciało usłyszeć i przeżyć jeszcze raz ekscytację jaka towarzyszyła wydaniu przed ponad 20 laty płyty "Metallica", z racji koloru okładki zwanej "czarną". Koncert rozpoczął się jednak utworem znacznie wcześniejszym "Hit the Lights", po którym rozbrzmiał "Master of Puppets". Kiedy po trzech kolejnych numerach na telebimie pojawiły się archiwalne nagrania studia One On One dla wszystkich było już jasne, że nadchodzi czas na kultowy album w wersji na żywo.

Na pierwszy ogień poszło "The Struggle Within". Z każdym kolejnym numerem ciśnienie rosło, potrzeba było jednak "Enter Sadman", by sięgnęło zenitu. To był ten prawdziwy "czarny hymn", który w wykonaniu nie tylko Metalliki, ale także publiczności słychać było przynajmniej w promieniu kilku kilometrów. Był to już ostatni akcent ze wspomnianej płyty, ale nie ostatni tego koncertu. Nie byłby to wciąż koncert Metalliki, gdyby nie "One", jak zawsze w oprawie ognia, a tym razem także laserów. Dopiero kiedy wybrzmiały ostatnie dźwięki "Seek and Destroy" - jednego z najlepszych numerów tego koncertu, naprawdę był już koniec.

Dla tych, którzy pierwszy raz usłyszeli Metallikę nie mogło być piękniej. W tych, którzy przeżyli już niejeden, pozostał pewien niedosyt. Dwa lata temu nawet ci, którzy wyznają wyższość Slayera nad Metalliką, i to właśnie dla niego pojawili się na Bemowie, pokornie pochylili głowy przed bogami. To był koncert przekraczający wszelkie znane do tej pory granice perfekcji dźwięku, jakiego nigdy wcześniej ani później nie mieli już usłyszeć. Czwartkowy koncert był dziełem mistrzów, ale już nie bogów. Mógł oczarować, mógł wzruszyć, ale nie spowodował już trzęsienia ziemi.

O to, czy Metallika przydarzy się polskim fanom jeszcze raz, można być jednak spokojnym. James, który publicznie wyznaje im miłość, I chociaż festiwal Sonisphere nie był koncertem tylko jednego zespołu, to przyćmił jednak pozostałe gwiazdy jak Machine Head i Black Label Society. Z tych pomniejszych warto odnotować rewelacyjny występ grupy Gojira.

Nie zabrakło także dźwięków made in Wielkopolska. Niestety, Luxtorpeda miała zbyt mało czasu, by udowodnić swoją siłę rażenia, dała jednak odczuć, że na przyszłość warto przeznaczyć dla nich tego czasu więcej. Acid Drinkers zagrali swoje i to było "dobre swoje".

Z takich właśnie dobrych koncertów ułożył się festiwal, który jeszcze tej samej nocy przeszedł do legendy.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

F
FanNr1

Cytuję''Czwartkowy koncert był dziełem mistrzów, ale już nie bogów. Mógł oczarować, mógł wzruszyć, ale nie spowodował już trzęsienia ziemi. '' = no chyba kogoś pogrzało! i to mocno!

Dodaj ogłoszenie