OBI pobierała opłatę "półkową". Sąd nakazał oddać pieniądze

Agnieszka Świderska
OBI pobierała opłatę "półkową". Sąd nakazał oddać pieniądze
OBI pobierała opłatę "półkową". Sąd nakazał oddać pieniądze Grzegorz Dembinski
Producent lamp spod Poznania zapłacił Obi ponad milion złotych "półkowego". Było ukryte w umowach na promocję, która ocierała się o fikcję. Sąd nakazał sieci zwrot pieniędzy.

Ponad milion złotych półkowego haraczu sieć Obi ściągnęła w ciągu pięciu lat od producenta lamp spod Poznania. Dostawca odwołał się do sądu, który uznał, że sieć złamała prawo i musi zwrócić mu pieniądze.

"Półkowe" to termin dobrze znany dostawcom dużych sieci, nie tylko Obi. Muszą płacić za to, że ich towar znajdzie się na półce w hipermarkecie, choć prawo zabrania sieciom pobierania innych opłat niż zwykła marża handlowa. Oficjalnie "półkowego" nie ma - jego mniej oficjalne nazwy to opłaty promocyjne i marketingowe. Takie jak ...99-procentowy rabat, jakiego Obi żądało od producenta lamp za towar, który miał trafić na ekspozycję.

Zobacz też: Telefony i laptopy mogą podrożeć... Bo artyści chcą zarobić

Wszystko odbywało się na pozór legalnie: dostawca podpisał w końcu umowę na świadczenie przez sieć usług promocyjno-marketingowych. Że był to cyrograf zorientował się, kiedy jego zyski były coraz mniejsze, a zyski Obi coraz większe. W dodatku płacił za promocję towaru, który nie był już jego własnością. I jeżeli nawet jakaś akcja promocyjna się opłaciła, to na pewno nie jemu.

- Lampy stawały się własnością sieci już w momencie przyjęcia towaru. Oznacza to, że sieć żądała opłat za promocję towarów, które w czasie promocji były już jej własnością i tylko jej mogła przynieść korzyść - mówi radca prawny Mirosław Babiaczyk, który reprezentował przedsiębiorcę przed sądem.

Sprawdź: Internetowy troll stanie przed sądem

Osobna sprawa, że dostawca płacił najczęściej za fikcję. Miały być reklamy w mediach, ulotki, katalogi, gazetki, hostessy, gadżety, badania rynku. Było zaledwie kilkanaście promocji trwających tylko przez dwa tygodnie, a na 100 gazetek promocyjnych jego produkty, ale już bez jego logo, pojawiły się zaledwie w kilku. I to zawsze pod koniec roku, kiedy lampy sprzedają się same.

Że promocja byłaby bardziej potrzebna latem? Dostawca miał tylko płacić, a nie decydować. Za miesiące, w których nie działo się nic, też musiał płacić.

- Te usługi marketingowo-promocyjne były iluzoryczne, a pobierane za nie wynagrodzenie było w rzeczywistością opłatą za przyjęcie towaru do sprzedaży, podobnie jak obowiązkowe rabaty - twierdzi radca prawny Bogumiła Opielewicz z kancelarii "Babiaczyk, Skrocki i Wspólnicy". - Dostawca bardzo często był zobowiązany do sprzedaży towarów po zaniżonej cenie.

Zarzuty pod adresem Obi potwierdził także warszawski Sąd Okręgowy. Kwota ponad miliona złotych, którą sieć potrąciła dostawcy z należności za towar, była zwykłym haraczem.

- Korzyść ta została uzyskana bez podstawy prawnej, ponieważ nastąpiło to wskutek popełnienia czynu nieuczciwej konkurencji - uzasadniała wyrok sędzia Marta Sadowska.

Wyrok nie jest jeszcze w całości prawomocny. Andrzej Dalkowski, dyrektor marketingu sieci Obi, poproszony o komentarz nie udzielił żadnej odpowiedzi.

Na walkę o zwrot swojego półkowego inni dostawcy mają trzy lata. Tylko trzy lata. Po tym czasie roszczenia wobec sieci się przedawniają.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
paty

...tak to robi!

Dodaj ogłoszenie