Robimy sztukę prowokacyjną - Olaf Lubaszenko o singlach i korporacjach [ROZMOWA, ZDJĘCIA]

Marcin Kostaszuk
Marcin Kostaszuk
Olaf Lubaszenko reżyseruje sztukę "Single i remiksy"
Olaf Lubaszenko reżyseruje sztukę "Single i remiksy" Mateusz Bodio
Do czego mogą nas zmusić korporacje? To pytanie zadaje nie do końca satyryczna sztuka Marcina Szczygielskiego "Single i remiksy". O tym, jak balansować w życiu osobistym i pracy Marcinowi Kostaszukowi opowiada reżyser spektaklu Olaf Lubaszenko.

Reżyseruje Pan spektakl, będący satyrą na życie w korporacji. Zetknął się Pan z takim życiem osobiście?
Olaf Lubaszenko: Korporacje to dziś istotny temat społeczny, pracuje w nich dużo ludzi. W moim życiu również zdarzyło się, że przez krótki czas intensywnie współpracowałem z korporacją medialną, przez co opisane w sztuce mechanizmy i mnie dotknęły.

Jakie uczucia wywołują te wspomnienia?
Olaf Lubaszenko: Mieszane. Bardzo chciałbym, żeby nie był to spektakl wyłącznie traktujący o tym jednym zagadnieniu, ani też wyłącznie przeznaczony dla ludzi, którzy byli lub są związani z korporacjami w swoim życiu. Wydaje mi się, że to szersze zagadnienie. W dzisiejszym świecie wszystkich nas - a najbardziej ludzi w korporacjach - dotyka pytanie: jak bardzo mamy siebie poświęcać sukcesowi, życiu zawodowemu, pracy, budowaniu pozycji zawodowej, kariery pozycji ekonomicznej, a jak bardzo ważne jest dla nas życie rodzinne, sprawy prywatne, relacje z innymi ludźmi. rodzina, dzieci, dom?

Rozumiem, że sam przeszedł Pan przez różne etapy odpowiedzi na to pytanie.
Olaf Lubaszenko: Bardzo różne, jak każdy. Obecnie jestem zdecydowanie po "rodzinnej" stronie barykady. Rzeczywiście przez jakieś 20 lat pracowałem bardzo, bardzo intensywnie, ale teraz jestem na etapie szukania równowagi, harmonii. I bardziej skłaniam się ku temu drugiemu biegunowi.

Wyrazicielem, tej filozofii jest grany przez Wojciecha Medyńskiego Nirek - emisariusz nowego wydawcy pisma "Siingiel w wielkim mieście".
Olaf Lubaszenko: Jest nośnikiem pewnych fajnych idei i światopoglądu: Hindus, buddysta i fan piłki nożnej.

Niespotykane połączenie. Pan to wymyślił?
Olaf Lubaszenko: Nie, nie, to wszystko pomysły Marcina Szczygielskiego, autora sztuki. Zaletą jego tekstu jest nie tylko humor. Choć można go traktować jako sztukę o zabarwieniu satyrycznym, jest też mocno osadzony w polskich realiach. To wszystko mogło się wydarzyć, choć oczywiście w scenariuszu mamy fikcyjną gazetę i wydawnictwo. Ale myślę, ze takie rzeczy się dzieją.

Ze scenariusza wynika coś w stylu: zespół "CKM" ma nagle stworzyć "Poradnik Domowy".
Olaf Lubaszenko: Na przykład. Ale to tylko punkt wyjścia, pretekst. Ważniejsze są relacje międzyludzkie, obserwacja, jaka zmiana dokonuje się w ludziach pod wpływem zmiany "korporacyjnej". Dla mnie interesujący jest nie tyle sam fakt, że wydawnictwo przechodzi z jednej korporacji do drugiej i w związku z tym diametralnie zmienia się polityka nastawienie wobec pracowników. Istotniejsza jest reakcja pracowników i zmiana w ich światopoglądzie.

Sposób prezentacji tej sztuki jest trochę jak trasa koncertowa po Polsce: zaczęliście w Kielcach, niebawem Warszawa i Poznań - w sumie kilkadziesiąt miejscowości w całym kraju. To tak, jakby zabrał Pan w trasę koncertową zespół złożony z samych indywidualności: Anna Mucha, Weronika Książkiewicz, Lesław Żurek. Czy z tą grupą łatwo jest pracować?
Olaf Lubaszenko: Najważniejsze jest nastawienie każdej z tych osób i tu jestem pełnej pozytywnych wrażeń - nie bez powodu każde z nich odniosło sukces w swej pracy, bo stoi za nimi poważne, podejście, talent, ambicja i chęć do pracy. Z takimi ludźmi się dobrze tworzy.

Zobaczymy między innymi, jak próbują udawać osoby nierodzinne - to trochę test dla widzów, czy i oni tkwią w korporacji równie głęboko?
Olaf Lubaszenko: Robimy sztukę trochę prowokacyjną, bo pokazujemy nie tylko ludzi, którzy się zachowują fajnie, ale też takich, którzy robią świństewka w imię kariery. Mam nadzieję, że widzowie wyciągną wnioski z tego tekstu i może też pojawi się ich refleksja na temat własnego życia.

U Pana się pojawiła?
Olaf Lubaszenko: Oczywiście, ale ten tekst jest doskonale wpisany w mój obecny światopogląd i dlatego nie musiałem się specjalnie do niego naginać.

Możesz wiedzieć więcej! Kliknij i zarejestruj się: www.gloswielkopolski.pl/piano

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
joe
Byłem na tym przedstawieniu i strasznie się rozczarowałem.
Jeśli największe salwy śmiechu wzbudzały słowa na "k" wypowiadane przez aktorów to świadczy to o poziomie przedstawienia albo widzów, albo jednego u drugiego.
Powiem tak, jeśli liczysz na błyskotliwe dialogi, nagłe zwroty akcji, ciekawe zakończenie to na pewno tego nie znajdziesz na tej sztuce lepiej wydaj te pieniądze na kolacje z dziewczyna lub idz na inna sztukę.
Jeśli natomiast śmieszą Cie słowa na 'k', myślenie sprawia Ci trudność i lubisz jak coś kończy sie nie wiadomo dlaczego to idź na to przedstawienie - uśmiejesz sie po pachy.
Dodaj ogłoszenie