"Szkolenie do pracy w szpitalu tymczasowym trwało 8 minut" - mówi skierowana przez wojewodę studentka. Jak wygląda praca w szpitalu na MTP?

Hubert Ossowski
Hubert Ossowski
Skierowani do pracy studenci uważają, że są traktowani inaczej niż pozostali medycy. Łukasz Gdak
Studentki i studenci rozpoczęli pracę w szpitalu tymczasowym na Międzynarodowych Targach Poznańskich. Do pracy skierował ich wojewoda wielkopolski Michał Zieliński, który łącznie zmobilizował 200 osób. Studenci skarżą się na niejasne zasady zatrudnienia.

Pod koniec marca do 120 studentek i studentów trafił nakaz natychmiastowego podjęcia pracy w szpitalu tymczasowym na MTP. Jedną z powołanych jest Anna, pielęgniarka po studiach licencjackich i egzaminie zawodowym. 1 kwietnia stawiła się do pracy na Targach. Niedługo później, podczas Wielkanocy, miała 12-godzinny dyżur. Studenci przed podjęciem pracy mieli przeprowadzone szkolenia.

- Trwało 8 minut. Były zasady BHP, jak unikać pożarów, jak nie rozpylać ognia. Później pokazali nam, jak ubrać kombinezon. Reszty uczyliśmy się sami, na bieżąco

– opowiada.

Jak zapisać się na szczepienia w Poznaniu?

Dyżur w szpitalu tymczasowym MTP

Każdy dzień pracy w szpitalu tymczasowym wygląda tak samo. Składa się z 12 godzin, między 7.00 a 19.00 lub 19.00 a 7.00. Personel medyczny podzielony jest na dwie zmiany. Pierwsza spędza trzy godziny w tzw. strefie brudnej, gdzie przebywają zakażeni pacjenci. Zakłada się wówczas kombinezon i zapomina się o jakichkolwiek swoich potrzebach. Nie ma przerwy na jedzenie, picie czy toaletę. W tym samym czasie druga zmiana wypełnia dokumenty.

- Tak naprawdę panują tam warunki jak w szpitalu polowym. Można tam wejść, rozejrzeć się, usiąść i zapłakać. Pielęgniarka nie może rozłożyć rąk, gdy czegoś jej brakuje. Nie zostawi wtedy pacjenta, tylko jest z nim przez całą dobę. Czasami jak ktoś zachoruje z naszej zmiany, wchodzi się pojedynczo lub parami na kilkadziesiąt pacjentów. Wtedy modlimy się w duchu, żeby nie było żadnego zatrzymania. A one są. Praktycznie codziennie. Walczymy o pacjenta, jak tylko potrafimy

– opowiada Ania.

Dyżur składa się ze stresu, strachu i dyskomfortu. Pojawia się zmęczenie fizyczne i psychiczne. Trzeba być w ciągłej gotowości, by nieść pomoc potrzebującym. Pacjenci są różni. Mają cukrzycę, nadciśnienie i choroby wielonarządowe. Inni potrzebują całkowitej opieki, są przykuci do łóżka. Pozostali są samodzielni, mogą chodzić.

- Posiadam prawo wykonywania zawodu, więc na Targach robię wszystkie rzeczy, do których jestem uprawniona. Wykonuję zlecenia, przygotowuję i podaję leki. Robię to wszystko, co robi personel zatrudniony dobrowolnie, na korzystniejszych warunkach. Pracy jest dużo. Nie ma czasu na oddech, a pot leje się po plecach zamkniętych w kombinezonie. To, że szpital funkcjonuje, jest wyłączną zasługą personelu medycznego

– dodaje Ania.

Studenci zatrudnieni na niejasnych warunkach

Studentki i studenci, którzy zostali skierowani do pracy w szpitalu tymczasowym, musieli wziąć bezpłatny urlop w swoich miejscach pracy. Oprócz tego mają zajęcia seminaryjne, wykłady, zaliczenia i egzaminy.

- Grafik na Targach nie jest koncertem życzeń. Jesteśmy wpisywani tam, gdzie brakuje rąk do pracy. Mam dyżur wtedy, gdy powinnam być na zajęciach. Uczelnia udaje, że wcale tak nie jest. Jesteśmy wykończeni psychicznie i fizycznie, a każdy przerzuca się odpowiedzialnością. Wojewoda twierdzi, że decyzja była konieczna, a uczelnia udaje, że o niczym nie wiedziała. Mało tego, musimy wyrobić 160 godzin, a już zapowiadają nadgodziny, bo wciąż brakuje personelu

– przyznaje Ania.

Skierowani do pracy studenci uważają, że są traktowani inaczej niż pozostali medycy.

- Podczas weekendu na dniówkę miały przyjść cztery osoby, a przyszły dwie. Podczas nocki też miały być cztery osoby, a przyszła jedna. Osoby zatrudnione dobrowolnie, które mają umowę zlecenie i stawkę nieporównywalną z naszą, są na umowie, która nie zobowiązuje ich do tego samego stopnia co nas. Te osoby nie przychodzą do szpitala. Wtedy musimy pracować za nich, choć nie wiemy, na jakim oddziale i co tam zastaniemy. Zdarzają się sytuacje, gdy oddziałowa prosi o pozostanie personelu przez całą dobę

– wyjaśnia studentka.

Powołany personel pracuje z zakażonymi pacjentami. Niektórzy studenci nadal mieszkają z domownikami, którzy nie zostali zaszczepieni. Boją się, że ich zarażą.

- Oczywiście, że jest strach. Nie jesteśmy w stanie słuchać tych wszystkich wypowiedzi, że sytuacja wcale tak nie wygląda. Rozumiem, że mamy sytuację wyjątkową, na którą nikt nie mógł się przygotować. Mamy kompetencje, by wesprzeć działania w szpitalu tymczasowym i to jest normalna kolej rzeczy, ale chcielibyśmy pracować na jasnych zasadach i być traktowani jak wszyscy

– dodaje.

* imię bohaterki zostało zmienione

Tych leków nie powinniśmy stosować bezpośrednio przed i po s...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie