Wróciły stare demony w Lechu Poznań. Kolejorz znowu niweczy cały trud w samej końcówce, dostając cios od Legii Warszawa w ostatniej minucie

Dawid Dobrasz
Dawid Dobrasz
Lech Poznań znowu wyłożył się na ostatniej prostej.
Lech Poznań znowu wyłożył się na ostatniej prostej. Szymon Starnawski
„8 listopada 2020 roku zakończyliśmy walkę o mistrzostwo Polski” - napisał na popularnym serwisie Twitter jeden z aktywnych kibiców Kolejorza. Trudno się z nim nie zgodzić, bo strata do Legii wynosi w tym momencie 10 punktów, a do Rakowa 11 i przed ekipą Dariusza Żurawia w lidze jest Warta Poznań, która co prawda ma jeden mecz rozegrany więcej, ale zanotowała w tym sezonie więcej zwycięstw (3) niż Lech (2).

A miało być tak pięknie...

To mógł być taki piękny tydzień dla Lecha Poznań. Kolejorz rozpoczął go od wygranej w rezerwowym składzie ze Zniczem Pruszków 3:2. Było nerwowo, ale awans był. Później kluczowe spotkanie w Lidze Europy, bo tam porażka zakończyłaby marzenia o awansie do play-off. Plan wykonano, Lech zachwycił piłkarską Polskę i błysnął w Europie. Do zwieńczenia tego fantastycznego tygodnia została tylko wygrana (albo chociaż nie przegrana)z Legią i długo wydawało się, że jest na to szansa, ale skończyło się jak przed rokiem. Tylko że boleśniej, bo ciosem w ostatniej minucie. Kolejorz prowadził, ale znowu w poniedziałek po kolejce obudzi się z wielkim kacem, bo sytuacja w lidze jest dramatyczna.

Jacek Zieliński: "Lech Poznań przegrał na własne życzenie"

Po raz kolejny kibice zostali niesamowicie doświadczeni, bo drużyna znowu zrobiła to samo. Pociągnęła ich za nos, że jest szansa na zwycięstwo z Legią, a potem obuchem w łeb i punkty zabiera skuteczny mistrz Polski. Trener Dariusz Żuraw po meczu mówił, że jego drużyna przy bramkach zachowała się „naiwnie”, a nawet „frajersko”. Pewnie ma rację, ale należy zadać pytanie, dlaczego w niedzielę zobaczyliśmy innego Lecha niż w europejskich pucharach?

Kolejorz miał tym razem większość argumentów w swoich rękach, aby pokonać Legię, a ta znowu okazała się od niego w Warszawie lepsza. Szkoda, że w Poznaniu znowu kibicom przychodzi przełykać gorycz porażki i to w takim stylu. Zegar od 2016 roku bije i była to szósta porażka z rzędu przy Łazienkowskiej.

Lech Poznań w hicie kolejki przy Łazienkowskiej miał podtrzymać dobrą passę z ostatnich spotkań. Długo wydawało się, że tak będzie, bo poznaniacy prowadzili po pierwszej połowie i mieli szanse na podwyższenie prowadzenia. Niestety przespali ostatnie 25 min i przegrali po golu w ostatniej akcji meczu. W tej sytuacji nie popisali się stoperzy i bramkarz Kolejorza. Sprawdź, jak oceniliśmy piłkarzy Lecha po porażce 1:2. Noty piłkarzy w skali od 1 do 10.Czytaj dalej --->

Oceniamy piłkarzy Lecha Poznań w meczu z Legią Warszawa (1:2...

Internet po meczu zalała fala złości, nie tyle na samą grę czy analizę poszczególnych fragmentów meczu, a na to, że to znowu się stało. Że znowu Lech prowadził, a przegrał. Najstarsi kibice pamiętają, kiedy Lech zrobił odwrotnie. Przegrywał, a wygrał. Tylko czekać na komentarze ze strony Legii, że ten mecz zbudował ekipę Michniewicza. Przed rokiem było tak samo, kiedy po błędach Muhara i van der Harta Legia odrobiła wynik i Vuković sam przyznawał, że ten mecz był kluczowy w budowie drużyny na mistrza. Lech znowu „podał” pomocną dłoń trenerowi z Łazienkowskiej.

Żeby problemów było mało, to odnowiła się kontuzja mięśniowa u Kuby Kamińskiego i ten nie spełni swojego marzenia, czyli nie pojedzie na zgrupowanie reprezentacji. Z powodu urazu musiał zejść przedwcześnie Ishak, ale na szczęście nie jest to groźna kontuzja.

Czytaj też: Niewiarygodne! Kolejorz stracił decydującego gola w ostatniej sekundzie meczu

Winni znowu ci sami

Po meczu kibice szybko znaleźli winnych. To prezesi Lecha, którzy jeszcze niedawno byli mocno chwaleni za postępy w Europie, ale gdy wraca ligowa szarówka, zaczyna się klasyka gatunku, czyli wywalanie z klubu Karola Klimczaka i Piotra Rutkowskiego.
Wydaje się, że problem jest ten „gen przegrywania”, który Lech niewątpliwie ma i objawia się on zbyt często.

W niedzielę Kolejorz wyszedł na Legię najmocniejszym składem. Ciężko mówić, że piłkarzy zjadła presja, bo przecież lechici wychodzą na spotkania z Rangers czy Benfiką i grają jak równy z równym. Może problem leży w psychice, bo w Lidze Europy widzimy inną ekipę. Zespół, który dąży po kolejną bramkę, a nie drży przed rywalem. Nawet tak wielkim, jak Benfica. Kolejorz w tym sezonie zagrał w pucharach siedem meczów i praktycznie tylko w meczu z Rangersami wypadł słabo. W lidze natomiast zagrał osiem i tak naprawdę tylko jeden - wygrany na wyjeździe 4:1 z Piastem, był meczem godnym ekipy chcącej być „czarnym koniem” Ligi Europy. Za dużo rzeczy tu się nie zgadza.

Dojście do ściany

Być może Lech doszedł do ściany. Marzenia o mistrzostwie, przy tak grającym Rakowie czy niemającej rywalizacji w Europie Legii, trzeba odłożyć na bok i skupić się na Fortuna Pucharze Polski. W Poznaniu kolejny sezon bez trofeum nie przejdzie. Nie ma takiej opcji i nie zrewanżuje tego nawet awans z fazy grupowej w Europie. Lech musi być konsekwentny i czasem nawet zagrać okrutnie pragmatycznie, ale wygrać. W Poznaniu teraz ciężkie i bolesne dwa tygodnie i pozostało tylko „wrócić silniejszym”. A po przerwie na kadrę mecz absolutnie ostatniej ligowej szansy z Rakowem, żeby zaraz Lech nie musiał drżeć o występ w pucharach w przyszłym sezonie, gdzie walka pozostanie już tylko o Conference League. To jest absolutnym obowiązkiem.

Sprawdź też:

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie