Cytadelowcy - bohaterowie, którym nie dano wyboru

Grzegorz Okoński
Jeden z marszów propagandowych na ulicy Św. Marcina. Rosjanie wielokrotnie pędzili ulicami miasta kolumny niemieckich jeńców. Fotografia, kolaż starego zdjęcia ze współczesnym archwium
W lutym 1945 roku poznaniacy wiedzieli, że dni niemieckiego okupanta w Poznaniu są policzone i chcieli tylko doczekać ich końca. Teraz jednak, albo otrzymywali broń i szturmowali Cytadelę, odpłacając za lata okupacji, albo mieli obserwować jej koniec z niewdzięcznej perspektywy mięsa armatniego...

Nie ulegało wątpliwości, że niemiecki garnizon Poznania nie był w stanie zatrzymać idącej na zachód Armii Czerwonej. Mimo to Niemcy chcieli opóźnić jej marsz - w efekcie walki uliczne z użyciem artylerii, granatów i miotaczy ognia, powodowały bardzo duże zniszczenia i śmierć mieszkańców, którzy chcąc nie chcąc, zostali włączeni w bitwę o Poznań…

Zobacz również: Na Cytadeli trwały walki, a życie wracało już do ruin [ZDJĘCIA]

Część poznaniaków świadomie ryzykowała życiem, byle przyczynić się do zniszczenia okupacyjnego garnizonu i wskazywała słabe miejsca w obronie. To dzięki nim udało się przełamać pozycje żołnierzy niemieckich broniących podejść do Starego Miasta, a zadających szturmującym Rosjanom duże straty ogniem z synagogi na Wronieckiej, sąsiednich barykad i budynków. Grupa chłopców poprowadziła bowiem Rosjan piwnicami i przebitymi w fundamentach budynków przejściami w bezpośrednie sąsiedztwo dawnej świątyni, dzięki czemu ci mogli wychodząc spod ziemi, opanować ją i jej otoczenie, wybijając do nogi obrońców.

Macie broń - walczcie!
Gdy już prawie opanowano miasto, ostatnie walki toczyły się w rejonie bastionów i fortów Cytadeli Poznańskiej. W niedzielę, 18 lutego Rosjanie rozpoczęli szturm Cytadeli, ponieśli jednak bardzo duże straty. Pułkownik Nikołaj Smirnow, wojenny komendant Poznania, nakazał więc sformowanie spośród polskich milicjantów (bo w mieście od końca stycznia była już milicja) dwóch plutonów uderzeniowych, a przemawiając do nich, podkreślił, że po to otrzymali broń, by uczestniczyć w wyzwalaniu swego miasta. Rosjanie werbowali też poznaniaków do budowy mostu przez fosę - płk Smirnow zarządził, że w generalnym szturmie mają wziąć udział cywile do pomocy saperom - mężczyźni w wieku do 60 lat, którzy po prostu mieli budować przeprawy przez fosę, lub za pomocą drabin i ropy oraz benzyny wlewanej do strzelnic bunkrów, dławić punkty oporu. Smirnow podkreślił: mobilizacja ma być prowadzona w nocy, a werbować mają milicjanci. Wg Tadeusza Świtały, od 20 do 21 lutego, do akcji przeciwko okupantom zgłosiło się co najmniej 1300 poznaniaków, a 21 lutego drugą mobilizacją objęto 1200 osób ze śródmieścia i Wildy.

Sprawdź też: Poznań w 1945 roku: Spacer śladami wojny na Wildzie [ZDJĘCIA, MAPA]

Marian Fraszewski powiadomiony przez milicjantów o obowiązku mobilizacji w komisariacie przy ul. Ratajczaka, wspominał - "po zarejestrowaniu nas odmaszerowaliśmy w liczbie około stu osób na ul. św. Wojciecha, gdzie mieściła się Komenda Wojsk Radzieckich (…) spisano nas tutaj ponownie, zapytując równocześnie, kogo należy zawiadomić na wypadek śmierci. Nerwy zaczęły działać. Wiedzieliśmy już bowiem, że pójdziemy w bój o Cytadelę". Tego samego dnia Polacy wraz z żołnierzami pułku rosyjskiego dokonali włamania na dziedziniec koszarowy przy dawnej dużej śluzie, a 22 lutego - zdobywali dziedziniec reduty koszarowej. W pierwszym rzucie walczących wzięło udział około 150 poznaniaków, w tym około 80 milicjantów z dwóch plutonów, których wcielono do 236 Pułku Gwardii.

- W trakcie walki dużo żołnierzy radzieckich poległo, i trzeba było ich zastąpić - wspominał Henryk Jarocki, uczestnik walk o Poznań. - W patrolach milicyjnych, z Rosjanami, chodziliśmy od domu do domu i zbieraliśmy ochotników do walki, w wieku 20-40 lat…

- 20 lutego w czasie mobilizacji zgłosiłem się i przydzielono mnie do grupy, która miała iść na Cytadelę - mówił Edmund Springer. - Tworzono 3 grupy: bojową, sanitarną i saperską.

Polacy w oblężeniu
Stefan Krzyżański z Kiekrza, rocznik 1922, znalazł się w ogniu walk… z drugiej strony.

- Pracował u niemieckiego rzeźnika w Kiekrzu i w gospodarstwie niemieckim w Jelonku - mówi Jacek Krzyżański, syn Stefana. - Tam został fałszywie oskarżony o uderzenie konia batem w oko. Trafił do budynku gestapo, do dziś istniejącego domu na rogu ul. Obornickiej i Jaroczyńskiego, gdzie sprowadzono go do piwnicy i bito prawie do nieprzytomności. Do dotychczasowej pracy nie mógł już wrócić, jednak w urzędzie akurat szukano kogoś do pracy na Cytadeli. I tak tam trafił jeszcze przed walkami.

- Było nas tam sześciu Polaków, skierowanych do prac przymusowych w batalionie gospodarczym nr 312 - opowiadał Stefan Krzyżański. - Jeździłem na pocztę, do rzeźni, ale też po rannych i zabitych.

Gdy rozpoczęły się walki o Poznań, Stefan Krzyżański wraz z innymi Polakami - w sumie około trzydziestoma - został zatrzymany w Cytadeli i przeżył jej oblężenie.

- Bunkry miały grubą czapę ziemi nad betonową pokrywą, i słyszeliśmy, jak trafiają w nią pociski, jednak krzywdy siedzącym w środku nie mogły zrobić. 23 lutego siedzący z nami Niemiec pożegnał się i powiedział, że on już musi iść do poddania się. Później zobaczyłem Rosjan i oni mnie też zobaczyli: przymierzyli w moją stronę karabin, więc podniosłem ręce do góry i wołam, że tu Polacy.

Wówczas doszło do dziwnej sytuacji: Rosjanie wyszli z jednym z Polaków, o nazwisku Przybylski. Słychać było niespodziewany strzał i żołnierze zawołali Stefana Krzyżańskiego, by zabrał kolegę, bo ten został ranny. Kto go postrzelił - czy Niemcy, czy Rosjanie - nie wiadomo; Stefan Krzyżański odprowadził rannego do sanitariuszy przed Cytadelą, a ci zabrali go do szpitala. Po kilku dniach pan Stefan dowiedział, się, że kolega zmarł.

Zostali ochotnikami
Cytadelowcami zostali nie tylko ci, którzy biegli do szturmu z bronią w ręku, lecz także mężczyźni wyciągani siłą z piwnic i zmuszani do zasypywania fosy kamieniami, belkami, gruzem, drewnem. We wspomnieniach przewija się jedno - strach tych ludzi przed pociskami lecącymi z niemieckich strzelnic, i od tyłu - z rosyjskich karabinów i dział. Byli ponadto wycieńczeni fizycznie i psychicznie, wegetując w piwnicach w czasie oblężenia. W sumie w czasie walk o Cytadelę zginęło 96 poznaniaków - w tym 11 z ran już po 23 lutego, a ponad trzy razy tyle odniosło rany.

Warto wiedzieć, że...
W czasie walk o Cytadelę, w Poznaniu byli już żołnierze regularnych jednostek Wojska Polskiego. 28 stycznia do Poznania wjechał bowiem niewielki, kilkuosobowy oddział żołnierzy, stanowiących eskortę przedstawiciela rządu, pod dowództwem ppor. Tadeusza Sokołowskiego, a 19 lutego zajęli stanowiska żołnierze 79 Pułku Artylerii Przeciwlotniczej WP, mający za zadanie ochronę mostu kolejowego i stacji kolejowej na Starołęce.

Budynek gestapo przy ul. Obornickiej stoi do dziś - ma tablicę "Miejsce uświęcone krwią męczeńską", jest w kiepskim stanie, bo właścicieli nie stać np. na naprawę dachu. Ale to nadal świadek historii…

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
gość

Ten dziurawy mur i te działo to tereny rzeżni a nie góra przemysława

Dodaj ogłoszenie