Facebookowy happener przyciąga tłumy

Jacek Sobczyński
Skoro nie możemy zmienić wyglądu miasta, zmieńmy nasze podejście do niego - apeluje Franek Sterczewski, najpopularniejszy poznański happener. W sobotę stał na czele Pogrzebu Zimy nad Wartą, ale marzy o tym, by... jego wydarzenia wymyślały się same.

W sobotę oficjalnie pogrzebałeś zimę. Zadowolony?

Franek Sterczewski: Jestem współautorem Pogrzebu Zimy, ale to nie do końca mój pomysł. Rok temu pierwszy pogrzeb odbył się w Bazie Wilda a zrobili go muzycy zespołu Tsigunz. Teraz Baza już nie działa, więc przyjęliśmy szerszą formułę, żeby orszak przeszedł główną arterią miasta. Szliśmy przez plac Wolności, Stary Rynek. To był nasz wspólny projekt, ale rzeczywiście ja byłem w niego najbardziej zaangażowany.

Kiedy zobaczyłem pochód na Starym Rynku od razu przypomniały mi się pełne przepychu orszaki z kina Felliniego.

Franek Sterczewski: Formuła była bardzo ogólna: my rzuciliśmy pomysł pod hasłem "Pogrzeb Zimy" i w sumie sami byliśmy ciekawi, jak to się rozwinie. Wiesz, bez przerwy słyszymy o tragediach, przeróżnych żałobach, ważne święta w Polsce są z reguły nacechowane smutkiem - np. Zaduszki. A to jest śmierć, która dotyczy wszystkich, niezależnie od tego kim są i jakie mają poglądy. I moim zdaniem to jest temat wart czczenia, a ponieważ brakuje nam takiej tradycji świąt… Ale pogrzeb to tylko idea, która miała sprowokować poznaniaków do wspólnego wyjścia z domu, pobycia na świeżym powietrzu i ożywienia przestrzeni publicznej.

Poprzednie happeningi Franka: piknik na Placu Wolności...
...Silent Disco w nobliwym Wielkopolskim Muzeum Wojskowym...
...i wreszcie sobotni pogrzeb zimy w Warcie

Przypominam sobie Twoje wcześniejsze happeningi: piknik na Placu Wolności, Silent Disco w Wielkopolskim Muzeum Wojskowym... Skąd te pomysły przychodzą Ci do głowy?

Franek Sterczewski: Chyba z uczucia przywiązania, współodpowiedzialności za miejsce, w którym się mieszka. Widzę, co się dzieje w innych miastach. Weź choćby Berlin czy Warszawę: tam nawet w chłodniejsze dni ludzie korzystają z parków, deptaków, siedzą w kawiarniach czy nawet na krawężnikach i piją sobie kawę. W Poznaniu aktywne uczestnictwo w życiu miasta jest po prostu słabsze.

Dlaczego?

Franek Sterczewski: Ludzie osiedlają się na obrzeżach miasta - nawet największy akademicki kampus znajduje się hen, na przedmieściach a studenci z wygody szukają mieszkań w pobliżu. Ale to nie tak istotne jak ogólna mentalność poznaniaków. Wiesz dobrze, że kiedy nad Poznaniem pojawi się choćby mała chmurka, ludzie wolą zostać w domu. Ja nie zajmuję się broń Boże organizowaniem im czasu, ale dorzucam te wydarzenia, by powierzyć ich realizację uczestnikom. Dla mnie stworzenie pojedynczego wydarzenia na Facebooku to 5 minut, zrobienie plakatu, zaproszenie wszystkich i powiadomienie mediów - godzina. Ważne, że jest potrzeba w ludziach angażowania się w życie tego miasta. Zima jest w końcu też symbolem siedzenia w domu i ta zima to nie tylko temperatura, ale i kwestia podejścia.

Jak udaje Ci się w takim razie ciągnąć za sobą tłumy?

Franek Sterczewski: Każde wydarzenie w mieście, czy to spektakl czy koncert, jest skierowane do konkretnej grupy ludzi. A użytkowanie przestrzeni publicznej dotyczy wszystkich. Brakuje w Poznaniu dyskusji o tym, żeby były ławki, żeby był skrawek zieleni. Żeby plac Wolności nie był tylko miejscem, obok którego przechodzimy. O to walczę, to takie moje hobby.

No tak, w końcu rozmawiam z studentem architektury…

Franek Sterczewski: No właśnie. Jako student nie mam mocy tworzenia nowej architektury. Ale jako odbiorca i osoba wrażliwa na jej punkcie staram się zmienić nastawienie do miasta. Więc jeśli nie możemy nic zmienić w architekturze Poznania to chociaż zmieńmy coś w myśleniu na jego temat, używajmy tego miasta, bo to nasza własność. Ja np. za dwa lata kończę studia i nie chciałbym stawać przed stałym dylematem młodych poznańskich absolwentów: czy wyjechać na zachód do Berlina czy na wschód do Warszawy. Wolę, żeby do tego czasu Poznań stał się naprawdę przyjaznym miejscem do życia. Pytałeś o tłumy - wydaje mi się, że ludzie ciągną do rzeczy bez ideologii bo wydarzeniami o silnym, ideologicznym nacechowaniu są już po zmęczeni. Mam marzenie - żeby poznaniacy nie potrzebowali konkretnego wydarzenia na Facebooku, tylko sami wykształcali w sobie podejście na zasadzie "jest weekend, może pójdę na plac Wolności z kawą i książką".

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Aga

Brawo dla Ciebie , ze Ci się chce!!!Oby jak najwięcej osób pozytywnie wpływających na i zmieniających otoczenie!! Poznań może być fajny ale musimy działać wszyscy- a Urzędnicy nie mogą w tym przeszkadzać tylko pomagać i wspomagać oddolne inicjatywy- skoro sami nie potrafią nic sensownego wymyślić!!

W ogóle mam wrażenie że Prezydent i rada- mieszka w jakiejś Nibylandii albo na Marsie bo na pewno nei w Poznaniu ! Wprowadziłabym obowiązkowe przechadzki po mieście - raz w tygodniu- może wówczas zobaczyli by jak wygląda miasto- brak koszy na śmieci, ławek, krzywe chodniki, brak zadbanych skwerów, pełno psich kup, niewykorzystane tereny gdzie można by rekreacyjnie spędzać czas ( plac wolności, tereny nad Warta).....

Dodaj ogłoszenie