Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Felieton Waligóry: Czekając na spadochroniarzy i nagle zainteresowanych

Leszek Waligóra
Leszek Waligóra
fot. Łukasz Gdak
Nie czuję, żeby Poznań był przez nich poważnie traktowany. Pisząc te słowa nie mogę nawet wskazać dokładnie adresatów moich słów. Bo? Bo na 2 miesiące przed wyborami samorządowymi, najważniejszymi w Polsce, w takim Poznaniu znamy dwóch kandydatów na prezydenta. Pozostali nadal się nie objawili. Partie wskażą. Szczerze? Już samo to powinno być dyskwalifikujące dla przyszłych kandydatów.

Oczywiście wiem, jak każdy, że nie sposób być kandydatem bez poparcia. Że jak jest się w jakiejś partii, to ona ostatecznie wybiera kogo poprzeć, kogo wesprzeć gigantycznym funduszem wyborczym. I bardzo, ale to bardzo niewielkie szanse na wygraną w wyborach ma ten, kto takiego poparcia nie ma. Ale wyjątki się zdarzają. Ale gdzie odwaga? Gdzie przede wszystkim - wykazywane ciągle zainteresowanie domeną, którą ma się rządzić? I gdzie, na Boga, samodzielność? Jak ktoś chce rządzić półmilionowym miastem, budżetem liczonym w miliardach i wpływać na poprawę losu tylu ludzi, a nie potrafi powiedzieć: tak, chcę to robić? A jak już partia mówić pozwoli, to co? To nagle, dwa miesiące przed wyborami, ogłosi jak to zawsze i z całego serca kochał stolicę Wielkopolski, kibicował Lechowi, nie zapominając o Warcie, chodził na Olimpię, słuchał Eleni w Arenie, jadał rogale z Merkurego, a pączki - no wiadomo, że nie od Bliklego?

Oczywiście, wiadomo: spece od wizerunku i PR gotowi wysmażyć zagorzałego poznaniaka i z kogoś, kto od młodości miłuje się w Legii. Jak go przygotują to i wartko opowie, że w antrejce na ryczce stały pyry w tytce. I bez problemu przejdzie z Za Bramki na Kurząnogę. Zdobędzie określony procent głosów miłośników partii, kilka za to, że ładnie na plakatach wygląda, a kilka pewnie w proteście przeciwko dotychczasowemu prezydentowi.

To tragiczne. Do tej pory w Poznaniu objawiło się dwóch kandydatów, którym autentycznego zainteresowania miastem odmówić nie sposób. Prezydenta Jacka Jaśkowiaka przedstawiać nie trzeba i nie sposób mu odmówić zainteresowania miastem. Tomasz Hejna, prowadzący swój autorski projekt Gemela Poznańska, zainteresowanie miastem udowadnia od lat. I będąc w tym starciu maluczkim, raczej nie stawia na zwycięstwo, a na poszerzenie kręgu ludzi zainteresowanych Poznaniem widzianym z innej perspektywy.

I teraz każdy obserwator tego naszego małego grajdołka musi się zastanowić: czy wśród przedstawicieli partii z lewa i prawa, jest ktoś, kto przez ostatnie miesiące, już nie mówię: lata, wykazywał się podobnym zainteresowaniem miastem, jak ci dwaj wyżej? Poza radnymi, którzy z reguły są zbyt „mali” aby kandydować, chyba będzie problem znaleźć taką postać. A wystarczyło aby zaczęła starać się wcześniej.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Sukces Neuralink - pacjent steruje komputerem siłą myśli

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gloswielkopolski.pl Głos Wielkopolski