Felieton Waligóry: Nie, wcale nie jest cieplej. Rzekła żaba gotowana na wolnym ogniu

Leszek Waligóra
Leszek Waligóra
Leszek Waligóra, zastępca redaktora naczelnego Głosu Wielkopolskiego.
Leszek Waligóra, zastępca redaktora naczelnego Głosu Wielkopolskiego. Łukasz Gdak
Przeczytałem ubiegłotygodniowy komentarz Andrzej Budy, fizyka, według którego globalne ocieplenie nie istnieje, jest tylko lokalne. Resztka włosów mi posiwiała, oko zbielało, krew się zagotowała. Jak fizyk może pisać takie bzdury?

Ale po kolei. Aby obalić „tezę” o globalnym ociepleniu komentator przytacza argumenty, opierając się na fizyce statystycznej. I podaje przykład lodowca w Patagonii, który rzekomo od wielu lat rośnie. I tu już kłania się logika. Globalnego ocieplenie nie ma, jest tylko lokalne, bo gdzieś – lokalnie – rośnie lodowiec? Nie jestem fizykiem, ale wiem, że na przyrost lodowców nie ma wpływu zmiana temperatur – o ile tylko utrzymują się one poniżej temperatury zamarzania wody – a intensywność opadów. Innymi słowy: jeśli temperatura z -20 stopni Celsjusza wzrośnie do -5 – to dla lodu nie oznacza jeszcze nic, albo niewiele. Jeśli jednak lodowiec przestanie być zasilany opadami, to w końcu zacznie znikać. Ten w Patagonii, póki co, zasilany jest lodem z Andów. Ale jak długo?

„W Polsce bardzo często można odnieść wrażenie, że osobami kwestionującymi dokonania fizyków atmosfery są naukowcy, którzy na co dzień nie zajmują się klimatem. Są to często osoby z tytułami profesorskimi, które jednak nigdy nie opublikowały artykułu na temat klimatu w poważnym czasopiśmie naukowym. Niestety pokutuje przekonanie, że na klimacie zna się każdy, bo tego doświadcza na własnej skórze. Śledzę zmiany klimatu mniej więcej od 30 lat i zawsze tak było. Na początku ludzie byli podejrzliwi wobec twierdzenia, że klimat w ogóle się ociepla. Pamiętam tę dyskusję, to był koniec lat 90. Dane wyraźnie pokazywały, że temperatura zaczyna coraz szybciej rosnąć i w tym czasie było pewnie nawet więcej niż 3 proc. twierdzących, że te dane są błędne. Dlaczego? Padały np. takie argumenty, że temperatura wzrosła, bo wokół jakiejś stacji pomiarowej rozbudowało się miasto, a wiadomo – w mieście jest cieplej. Krążyły też inne niestworzone historie o manipulacji danymi pomiarowymi, o ukrywaniu faktów itd.”

To co wyżej, to nie są moje słowa. Powiedział je Krzysztof Markowicz dr hab. nauk fizycznych, z Zakładu Fizyki Atmosfery Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego w arcyciekawej rozmowie, jaką dla Dziennika Gazety Prawnej przeprowadziła Julita Żylińska.

Rozmawiali w marcu, grubo przez opublikowaniem katastrofalnego raportu ONZ, który mówi, że nasz czas na Ziemi się kończy.

Ja tu wciąż cytuję fizyków. A od lat grzmią też biolodzy: jesteśmy w środku kolejnego wymierania gatunków. Bo klimat wpływa na wiele środowisk. W jednym miejscu spada zasolenie morza – i giną organizmy. W innym morze się ociepla, morze się zanieczyszcza, w morzu zamierają prądy – i giną. Te zmiany zachodzą wszędzie. Grzmią organizacje społeczne, nie tylko ekologiczne. Podczas, gdy coraz gwałtowniej przebiegające zjawiska pogodowe zalewają niektóre miejsca wodą, w coraz większej części Ziemi wody zaczyna brakować. Tam, gdzie brakuje wody, rodzą się konflikty. Niektórzy myślą, że wszelkie wojny Afryki czy Bliskiego Wschodu, mają podłoże religijne czy ekonomiczne. A tam to trwa już kilkadziesiąt lat. I często zaczyna się od spraw podstawowych: wody i jedzenia. Gdzie nie ma wody, nie ma upraw i hodowli. Nie ma upraw i hodowli, jest exodus. Jest exodus – jest wojna.

Jeśli więc pan Andrzej Buda pisze, że ocieplenie klimatu jest narzędziem manipulacji Unii Europejskiej w walce z polskim przemysłem opartym na węglu, to doradzam wyjrzeć za róg. Aż chciałoby się powiedzieć: a pal pan w piecu tym węglem, pal pan pięć razy więcej. Bez kozery powiem: pińćset!

Tylko, szanowny Panie, dzięki temu umrzemy odrobinę szybciej. Phi, co nas obchodzi co będzie za 30 lat? A może zamiast kwestionować koniec świata i wpadać w panikę, gdy nadejdzie, gdy za parę lat będziemy na zmianę: dusić się w smogu, palić na słońcu, tonąć w powodzi lub stać na drodze trzydziestego piątego w miesiącu tornada – zadbać o przyszłość, odmawiając sobie czegoś? Czy ta przyszłość jest nieważna, bo wszyscy pójdziemy do nieba? A to nie lepiej zostać na Ziemi? Takie piękne piekło z niej robimy.

Ćwiczenia WOT w pasie przygranicznym z Białorusią

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie