Jak zginęła dziennikarka Ania Karbowniczak? Prawnik męża Ani zgłasza wątpliwości wobec opinii biegłych zleconej przez poznańską prokuraturę

Łukasz Cieśla
Łukasz Cieśla
Do wypadku doszło na początku września pod Budzyniem. Kierowca i jego pasażerowie uciekli z miejsca zdarzenia. Biegł uznał później, że to rowerzystka ponosi winę za wypadek. Wobec jego opinii jest jednak sporo niejasności.
We wrześniu, w tragicznym wypadku pod Budzyniem, zginęła nasza dziennikarka z Chodzieży Anna Karbowniczak. Kierowca opla i jego pasażerowie uciekli z miejsca zdarzenia. Jednak prokuratura uznała później, opierając się opinii biegłych, że to Ania ponosi winę za wypadek. Rowerem miała wyjechać niemalże „na czołówkę” z busem. - Ta opinia, na której oparła się prokuratura, jest co najmniej niepełna. Z jej lektury wynika zbyt dużo niejasności co do przebiegu wypadku. Dlatego domagamy się jej uzupełnienia w zakresie rekonstrukcji zdarzeń – zaznacza radca prawny Michał Krok, pełnomocnik męża tragicznie zmarłej Ani.

Na początku września ubiegłego roku Ania Karbowniczak wyjechała na trening rowerowy. Pod Budzyniem została potrącona przez busa. 24-letni kierowca Maciej N., wraz z dwoma pasażerami uciekł z miejsca zdarzenia. Został odnaleziony następnego dnia, wraz z bratem i znajomym mechanikiem. Uszkodzony bus był już w trakcie naprawy, a kierowca-uciekinier w chwili zatrzymania znajdował się pod wpływem amfetaminy.

We wrześniu poznański sąd aresztował trzech z pięciu podejrzanych ws. wypadku Ani. Potem ich wypuszczono. Zobacz film:

Podczas przesłuchania kierowca tłumaczył, że uciekł z miejsca wypadku, bo nie miał prawa jazdy. A czy kierował busem pod wpływem amfetaminy?

- Niestety, nie możemy tego ustalić. Został zatrzymany dzień po wypadku. W tym przypadku badania retrospektywne nie wykażą, czy w dniu zdarzenia także był pod wpływem środków odurzających

– mówi „Głosowi Wielkopolskiemu” prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik poznańskiej Prokuratury Okręgowej.

Kulisy policyjnej obławy na kierowcę-uciekiniera

Prokuratura oparła się na opinii biegłego, który uznał, że to Ania ponosi winę za wypadek. "Ta opinia jest niepełna, nie wiemy, jak wyglądał wypadek"

Kierowca Maciej N. we wrześniu trafił do aresztu, między innymi pod zarzutem spowodowania wypadku śmiertelnego. Później jednak doszło do zwrotu w sprawie. W grudniu prokuratura zwolniła go do domu. Powodem była opinia biegłych, która powstała na zlecenie poznańskiej Prokuratury Okręgowej. Z niej wynikało, że to dziennikarka Ania Karbowniczak ponosi winę za wypadek.

Czytaj też: Czy na tragiczny wypadek Ani wpłynęły groźby, które otrzymywała tuż przed śmiercią?

Zdaniem biegłego Ania wjechała na skrzyżowanie z drogi podporządkowanej, wprost pod nadjeżdżającego busa. Czy jednak kierowca jechał z dozwoloną prędkością? Tego biegły nie wskazał. Czy kierowca hamował przed skrzyżowaniem? To kolejna niejasność. Na drodze sfotografowano ślady hamowania, ale nie wiadomo czy był to ślad po oplu vivaro prowadzonym przez Macieja N.

Czytaj też: Zdaniem opinii biegłego powołanego przez poznańską prokurature Ania wymusiła pierwszeństwo

Opinia biegłych, która powstała na zlecenie poznańskiej prokuratury i ma kluczowe znaczenie dla sprawy, została przygotowana przez medyka sądowego oraz eksperta od wypadków drogowych. Zapoznał się z nią radca prawny Michał Krok, pełnomocnik męża tragicznie zmarłej Ani.

- Treść tej opinii szczegółowo analizowałem i skonsultowałem z innym ekspertem. Wnioski są takie, że opinia jest co najmniej niepełna w części inżynierskiej odnoszącej się do rekonstrukcji zdarzenia. Wymaga uzupełnienia. Wciąż nie wiemy, jak wyglądał ten wypadek

– zaznacza radca prawny Michał Krok.

Rower miał się zderzyć się z busem, ale uszkodzenia roweru są kosmetyczne. Biegły ma wyjaśnić pojawiające się wątpliwości

W Chodzieży odwiedziliśmy męża tragicznie zmarłej Ani Karbowniczak. W ich mieszkaniu stoi rower, którym Ania poruszała się w dniu tragedii. Na pierwszy rzut oka rower nie ma większych uszkodzeń. Nie wygląda na to, że miał niemalże czołowo zderzyć się z nadjeżdżającym busem. Owszem, przednie koło jest skrzywione, ale lekko.

Na ten fakt zwraca również uwagę Michał Krok.

- Same uszkodzenia roweru, które są przecież widoczne, powodują wątpliwości co do przebiegu wypadku, w którym wskutek silnego zderzenia z samochodem śmierć poniosła rowerzystka. Chcę, aby autorzy opinii wyjaśnili poszczególne niejasności

– mówi nam pełnomocnik męża Ani Karbowniczak.

Czytaj też: W Chodzieży działa fabryka anonimów. Dostawała je Ania Karbowniczak oraz inni mieszkańcy miasta. Niektórzy już od lat 70.

Radca prawny Michał Krok złożył w poznańskiej prokuraturze zastrzeżenia do treści opinii.

- Liczymy, że biegli odpowiedzą na nasze pytania. Jedną z kluczowych kwestii jest właśnie to, że trudno wytłumaczyć kosmetyczne uszkodzenia roweru z twierdzeniem, że Ania wyjechała z drogi podporządkowanej niemalże wprost na busa.

Zobacz zdjęcia anonimów. Dostawała je przed śmiercią Ania Karbowniczak, ale także inni mieszkańcy Chodzieży:

Chodzież czeka na katharsis. Anonimowy hejter groził Ani Kar...

Teraz ruch jest po stronie śledczych. Postępowanie w sprawie wypadku wciąż trwa.

- W związku z pismem prawnika, prokurator prowadząca śledztwo zleciła już biegłemu uzupełniającą opinię. Ekspert, który już wcześniej wypowiedział się ws. wypadku, ma teraz odpowiedzieć na zadane pytania

– podkreśla prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Śmiertelne potrącenie Anny Karbowniczak, dziennikarki "Głosu...

Sprawdź też:

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie