Czy groźby wobec dziennikarki Ani Karbowniczak wpłynęły na jej tragiczny wypadek? Adwokat z Chodzieży: jest związek przyczynowo-skutkowy

Łukasz Cieśla
Łukasz Cieśla
Ania Karbowniczak zginęła w wypadku pod Budzyniem. Zdaniem prokuratury to ona wymusiła pierwszeństwo kierowcy, który uciekł z miejsca zdarzenia wraz ze swoimi pasażarami. Nasza dziennikarka tuż przed śmiercią dostawała groźby. Była kolejną hejtera, który od wielu terroryzuje anonimami mieszkańców Chodzieży.
Nasza dziennikarka Ania Karbowniczak, tuż przed tragicznym wypadkiem na rowerze, dostawała wulgarne groźby. Wyczytała w nich, że może zostać zgwałcona. Jak się okazuje, była kolejną ofiarą hejtera z Chodzieży, który od lat terroryzuje anonimami mieszkańców miasta. Czy groźby wobec Ani miały wpływ na jej tragiczny wypadek? - Widzę związek przyczynowo-skutkowy między nękaniem, a stanem psychicznym ofiary takich gróźb. Ania mogła być nieostrożna i popełnić błąd właśnie dlatego, że żyła wówczas w dużym stresie. Jeśli uda się złapać autora tych anonimów, będzie trudno o zarzut, że swoimi groźbami przyczynił się do wypadku. Grożą mu jednak inne konsekwencje – komentuje adwokat i publicysta Artur Nowak, mieszkaniec Chodzieży.

W 2019 roku do redakcji „Chodzieżanina”, w którym pracowała Ania Karbowniczak, wpłynął pierwszy anonim. Naszą dziennikarkę pomawiano o branie łapówek. W sierpniu 2020 roku anonimy się powtórzyły. Z jednym z pism znowu dyskredytowano Anię. W drugim wprost jej grożono. Dziennikarka wyczytała z anonimu, że może zostać zgwałcona i coś może jej się złamać.

Kamera nagrała autora anonimów z Chodzieży? Zobacz film

Autor anonimu kazał jej zostawić temat zaniedbań chodzieskiej policji i prokuratury w kontekście śmierci 2-letniego Marcela z Chodzieży. Ania podejrzewała, że autorem anonimu może być ktoś z miejscowej policji lub prokuratury. Dlatego 2 września skierowała zawiadomienie do poznańskiej Prokuratury Okręgowej. Być może jednak autorem anonimów był ktoś inny. Policja zainteresowała się potem dwoma chodzieskimi emerytami.

Czytaj też: Artykuł Anny Karbowniczak ws. chodzieskiej policji i prokuratury, po którym dostała pogróżki

Dzień po złożeniu zawiadomienia, Ania nie żyła. Zginęła w wypadku, potrącił ją bus. Poznańska prokuratura uznała później, że to Ania wymusiła pierwszeństwo wyjeżdżając z drogi podporządkowanej. Kierowca busa uciekł z miejsca zdarzenia. Wciąż trwa ustalanie czy był pod wpływem amfetaminy.

Czytaj też: W Chodzieży działa fabryka anonimów. Mieszkańcy dostają je od lat 70. Mają podejrzania, kto stoi za tym hejtem

Adwokat Artur Nowak: Ania mogła zachować się nieostrożnie na drodze, anonimy miały wpływ na jej kondycję psychiczną i koncentrację

Jeśli przyjąć za słuszną wersję prokuratury, że Ania wymusiła pierwszeństwo, należy postawić pytanie. Stawiają je sobie mieszkańcy Chodzieży: dlaczego tak wytrawnej kolarce przydarzył się taki błąd? Dlaczego miałaby wjechać wprost pod busa? Ania bardzo często jeździła na rowerze. Pokonywała setki kilometrów. Miała opinię ostrożnej, spokojnej osoby.

- Słyszałem od osób, które lepiej ją znały, że rower był dla niej resetem od codzienności. Ale tamtego dnia, biorąc pod uwagę, że dopiero co zawiadomiła prokuraturę o wulgarnych groźbach, mogła być zdekoncentrowana, tkwić w chmurze złych myśli. Mogła więc zachować się nieostrożnie. To jeszcze nie oznacza, że autorowi anonimów można by przypisać przyczynienie się do wypadku. Na pewno jednak, jeśli zostanie ustalony, powinien usłyszeć zarzuty zniesławienia, zniewagi, a być może także stalkingu. W grę wchodzą również roszczenia cywilne o naruszenie dóbr osobistych

– komentuje chodzieski adwokat Artur Nowak.

We wrześniu poznański sąd aresztował trzech z pięciu podejrzanych ws. wypadku Ani. Potem ich wypuszczono. Zobacz film:

Czy autora anonimów uda się ustalić? W piątkowym „Głosie Wielkopolskim” ujawniliśmy, że Ania Karbowniczak nie była jedyną ofiarą nękania. Wielu innych mieszkańców Chodzieży od dawna, niektórzy od lat 70., są terroryzowani wulgarnymi anonimami i donosami. Podejrzenia prowadzą do miejscowego emeryta, który u niektórych osób ma opinię pieniacza oraz człowieka być może związanego z miejscowymi organami ścigania. Do domu emeryta, krótko po śmierci Ani, weszli policjanci z Poznania. Zabrali mu komputery i drukarki. Policja zabrała sprzęt jeszcze jednemu mieszkańcowi Chodzieży.

Zobacz zdjęcia anonimów, które dostawali mieszkańcy Chodzieży:

Chodzież czeka na katharsis. Anonimowy hejter groził Ani Kar...

W Chodzieży mieszkają pieniacze, którzy zasypują pismami różne instytucje. - Ale nie można tak uogólniać - zaznacza chodzieski adwokat

O groźbach oraz o tym, że wielu mieszkańców Chodzieży od lat dostawało anonimowe groźby, często podobne w formie i treści, słyszał również adw. Artur Nowak.

- Ta historia nadaje się na dobry film fabularny. Pokazuje historię człowieka, który od lat zatruwa życie ludziom i rozpętał piekło w wielu rodzinach oraz firmach. Konfliktował małżonków zarzucając im w anonimach wzajemne zdradzanie siebie. Ci ludzie byli wobec tego bezradni, zdarzały się próby samobójcze. Nasyłał też kontrole na różne spółki - komentuje prawnik z Chodzieży.

Adwokat nie zgadza się jednak z opinią niektórych ofiar anonimów. Twierdzą one, że Chodzież jest specyficznym miejscem, grajdołkiem pełnym zawistnych ludzi. Między innymi tym tłumaczą działalność miejscowego hejtera.

- To spore uproszczenie. Mieszkam w Chodzieży od ok. 10 lat. Oczywiście jest grupa pieniaczy, którzy wstają rano i idą do starostwa lub prokuratury. Sprawdzają, co się dzieje z ich donosami. Ci ludzi mają zawalone swoje kalendarze różnymi rozprawami. Trudniej sędziom ustalić z nimi termin rozprawy niż z wziętym adwokatem. To są jednak pewne wyjątki. Mieszkańców miasta, jeśli miałbym uogólnić, bardziej postrzegam jako osoby konserwatywne. W tym sensie, że nie lubią wikłać się w procesy i spory sądowe, mimo że mieliby dużą szansę na wygraną. Są w tym pragmatyczni, bo często uznają, że szkoda czasu na kłótnie z osobami, które wręcz podnieca generowanie problemów

– mówi Artur Nowak.

Czytaj też: Poznańska prokuratura, opierając się na opinii biegłego, stwierdziła, że to Ania wymusiła pierwszeństwo. Czy opinia biegłego wyjaśnia wszystkie wątpliwości?

Z rozmów z ofiarami anonimowych gróźb wynika, że takie listy od lat 70. dostawało kilka, a może i kilkanaście rodzin rodzin z Chodzieży. Wiemy o dwóch osobach, które zawiadamiały prokuraturę. Uznawały, że nęka ich ówczesny budowlaniec, obecnie emeryt. Ten sam, który jest podejrzewany o pisanie gróźb wobec Ani Karbowniczak. Tamte stare sprawy umarzano.

Wątek gróźb wobec Ani Karbowniczak wyjaśnia konińska prokuratura. Do tej pory nie odpowiedziała, co ustaliła w sprawie anonimów. Nie odpowiedziała nam, co wynika z opinii biegłych, którzy badali zawartość komputerów obu chodzieskich emerytów. Nie wiadomo nawet, czy opinia jest już gotowa. Sprawa jest prowadzona od września. Wszczęto ją tuż po tragicznej śmierci Ani, do której doszło na drodze pod Budzyniem.

Śmiertelne potrącenie Anny Karbowniczak, dziennikarki "Głosu...

Sprawdź też:

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie