Prokuratura przesłucha kilkuset inwestorów w sprawie piramidy finansowej z Kalisza. Do śledczych od osób z całego kraju napływa wiele zapytań i sporo krytycznych uwag. Duet kaliskich przedsiębiorców winny jest inwestorom z całego kraju co najmniej 50 milionów złotych. Poszkodowanych jest ponad 600 osób. Ludzie ci zasypują prowadzącą śledztwo prokuraturę pismami, mailami i telefonami. Jedni martwią się o swoje pieniądze, inni mają zastrzeżenia do działań śledczych.

Na początku maja Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim poinformowała o zatrzymaniu dwóch  mieszkańców powiatu kaliskiego w wieku 40 i 46 lat. Zarzucono im stworzenie „programu partnerskiego”, który w istocie stanowił typową piramidę finansową. Ich ofiarą padło ponad 600 osób z całego kraju. Sprawa odbiła się tak szerokim echem, że śledczy postanowili zwołać specjalną konferencję prasową.

- Wszystkie nasze czynności są ukierunkowane na przerwanie działalności przestępczej.

Głosy, że ktoś poniósł straty z powodu naszego śledztwa są nieprawdziwe. W naszej ocenie uchroniliśmy dalszych potencjalnych inwestorów. Czy nasze działania były spóźnione? Nie, ponieważ musieliśmy postępować zgodnie z prawem i zdobyć dowody w śledztwie - zapewnia prokurator Agata Kobiela - Kurczaba.

Poinformowano, że na poczet kar zabezpieczono mienie warte 1 mln zł. To wszystko, co w maju było na koncie firmy i na kontach oskarżonych. Co ciekawe, jeszcze w lutym znajdowały się tam 4 miliony. Śledczy nie zdołali zająć żadnych nieruchomości, gdyż  zatrzymani ich nie mają.


- Pojawiło się wiele pytań, co z wpłatami, które wpłynęły na konto firmy już po jego zajęciu przez prokuraturę? Wiele osób wpłaca bowiem nadal, nie mając świadomości toczącego się śledztwa. Pragniemy uspokoić, że te środki będą oddane. Podkreślam jednak, że chodzi o kwoty wpłacone po 12 maja - podkreśliła prokurator Kobiela-Kurczaba.

Na przełomie maja i czerwca Sąd Okręgowy w Kaliszu odrzucił wniosek o zwolnienie podejrzanych z aresztu. Wziął pod uwagę obawę matactwa i surową karę grzywny grożącą mężczyznom.

Prowadzący bezpośrednio śledztwo prokurator Artur Cajdler przypomniał, że postępowanie rozpoczęło się w marcu 2014 roku, a już dwa miesiące później na stronie Komisji Nadzoru Finansowego pojawiło się ostrzeżenie dotyczące firmy.

- Sprawa była szeroko dyskutowana na forum inwestorów, a pomimo to kolejne osoby nadal udzielały pożyczek firmie. Cel, który był im przedstawiany, czyli działalność reklamowa, nie był realizowany, bo pieniądze szły na potrzeby osób prowadzących firmę. Wpłaty wynosiły od drobnych kwot do nawet kilkuset tysięcy złotych - informuje prokurator Cajdler.

Według śledczych ponad 100 osób było beneficjentami systemu, bo więcej wypłaciły niż wpłaciły. Pieniądze dla nich pochodziły jednak z bieżących wpłat nowych osób, werbowanych głównie przez internet. Kluczowe było zatem napędzanie machiny i dopływ „świeżej krwi”. Nie wszyscy swoje zyski odbierali. Wielu je reinwestowało, bo perspektywa oprocentowania wynoszącego w skali roku średnio 60 procent była bardzo kusząca.

W dniu wydania opinii przez biegłych sam kapitał, czyli realne wpłaty inwestorów wyniosły 20 mln zł. Do tego doliczono 30 mln zł odsetek. Razem firma zobowiązywała się do wypłaty 50 mln zł. W toku śledztwa kwota ta może się zwiększyć, podobnie jak i liczba pokrzywdzonych.

Śledczy zapowiadają przesłuchania i poszukiwania majątku, który można byłoby jeszcze zabezpieczyć. Obaj mężczyźni skorzystali z przysługującego prawa i odmówili składania wyjaśnień.

STREFA BIZNESU NA FACEBOOKU. POLUB NAS!