Maria ma 22 lata, wychowała się w Gnieźnie i… nie ma żadnych praw. Matka Rumunka porzuciła ją w szpitalu

Hanna Komorowska
Hanna Komorowska
Maria spędziła dzieciństwo w Polsce, w Gnieźnie. Przez jej matkę, nie ma żadnego obywatelstwa. Jest bezpaństwowcem.„Bardzo proszę swoich znajomych o udostępnienie mojej historii” – tak brzmiał apel młodej kobiety, który zamieściła na swojej facebookowej stronie. W wyniku zdarzeń z 1999 roku jest bezpaństwowcem. Nie ma obywatelstwa, nie ma ubezpieczenia, nie może pracować legalnie, czy wziąć ślubu. Dlaczego? Jej historia jest wstrząsająca. fot. archiwum prywatne
„Bardzo proszę swoich znajomych o udostępnienie mojej historii” – tak brzmiał apel młodej kobiety, który zamieściła na swojej facebookowej stronie. W wyniku zdarzeń z 1999 roku jest bezpaństwowcem. Nie ma obywatelstwa, nie ma ubezpieczenia, nie może pracować legalnie, czy wziąć ślubu. Dlaczego? Jej historia jest wstrząsająca.

28 października 1999 roku, w szpitalu przy ul. Polnej w Poznaniu, na świat przyszła piękna dziewczyna o dużych, ciemnych oczach. Nazwano ją: Maria Domitru i prawdopodobnie tak samo nazywała się jej matka. Dlaczego prawdopodobnie? Kobieta po porodzie uciekła ze szpitala, zostawiając córkę. Pozostał do niej jedynie niewyraźny skan paszportu.

Coraz więcej cudzoziemców zgłaszanych do ubezpieczeń

Dziecko przetransportowano do Domu Małego Dziecka w Gnieźnie. Szybko okazało się, że mała istota pilnie potrzebuje matczynego ciepła. Znalazła się rodzina, która ją stworzyła dla małej Marysi prawdziwy dom.

- Zostałam wychowana w polskiej kulturze, nie byłam nigdy w Rumunii i nie znam języka rumuńskiego. Moja mama zastępcza chciała mnie adoptować, ale nie było to możliwe

– mówi 22-latka.

Gnieźnieńscy opiekunowie, tworzący rodzinę zastępczą bardzo chcieli sformalizować opiekę nad córką. Nie było to jednak możliwe. Matka biologiczna Marii nie zrzekła się praw rodzicielskich. Nie była więc możliwa adopcja przez zastępczych rodziców. W szpitalu przy ulicy Polnej w Poznaniu pozostał jedynie skan dokumentu Rumunki. A to dopiero początek problemów młodej Marii.

Maria: czuje się Polką, ale nie mam żadnych praw

Jak się okazało, dziewczyna otrzymała tylko polski numer PESEL. Oficjalnie, w jej dokumentach widnieje informacja o jej rumuńskiej matce. Maria nie ma dowodu osobistego, nie może podjąć legalnej pracy, wziąć ślubu, nie ma nawet karty pobytu ani ubezpieczenia!

- W zasadzie, to ja nic nie mogę, jestem Pani XX. Nawet, gdy poszłam do urzędu kończąc 18 lat i tak jak normalny obywatel złożyłam podanie o dowód osobisty, odmówiono mi. Przepis mówi, że aby mieć dowód, trzeba mieć polskie obywatelstwo. A takiego nie mam

– wspomina ze smutkiem kobieta.

Mimo że włada tylko językiem polskim, nigdy nie była w Rumunii i jak mówi, jest związana z polską kulturą i tradycją, oficjalnie nie ma żadnych praw – jest bezpaństwowcem. Jedyne co wie o swojej biologicznej matce, to to, że 20 lat temu była zameldowany w samym sercu Poznania – przy ul. Św. Marcin.

Trudna droga do polskiego obywatelstwa

Młoda kobieta nieustannie stara się zdobyć polskie dokumenty. Próbowała uzyskać pomoc w Urzędzie Wojewódzkim, u Rzecznika Praw Obywatelskich, a nawet u Prezydenta RP. Nieskutecznie.

- Gdzie jest nasza demokracja i kiedy będę mogła żyć jako prawowity obywatel Polski?

- pyta retorycznie kobieta.

Urząd Wojewódzki w Poznaniu, w odpowiedzi na zapytanie prasowe dotyczące sytuacji Marii Domitru podkreśla: sprawa wracała do nich kilkukrotnie. Pierwszy wniosek o nadanie obywatelstwa wpłynął w 2003 roku. Został przekazany do MSWiA, oraz do Kancelarii Prezydenta RP.

- Obywatelstwo polskie nie zostało nadane z uwagi na brak zgody władz Rumunii na nadanie obywatelstwa polskiego Pani Marii Domitru

– napisał Tomasz Stube, kierownik oddziału Mediów i Komunikacji Społecznej poznańskiego UW.

Wniosek o pobyt stały i czasowy pojawił się w 2017 i 2018. Złożyła go sama zainteresowana. Nie uzyskała zezwolenia ze względu na niedostarczenie aktualnego dokumentu podróży lub tożsamości.

- W pierwszej kolejności Pani Maria Domitru, która jest obecnie osobą pełnoletnią, winna wystąpić do Ambasady Rumunii w Warszawie o wydanie dokumentu tożsamości/paszportu, który stanowi podstawę do zalegalizowania pobytu w Polsce i następnie ubiegania się o obywatelstwo polskie

– można przeczytać w komunikacie UW.

Kilka lat temu, matka zastępcza w imieniu Marii zwróciła się do Ambasady Rumunii z prośbą o o nadanie obywatelstwa polskiego. Odmówiono jej. Jak relacjonuje młoda kobieta pracownicy ambasady mieli zasugerować, że jeśli będzie nadal starała się o obywatelstwo i dokumenty dla dziecka, to w celu bezpieczeństwa, zostanie wykonana repatriacja. Gdy Maria skończyła 18 lat, samodzielnie starała się o obywatelstwo w ambasadzie. Tam również odmówiono jej, sugerując, że dokumenty jej rodzicielki są fałszywe. Urząd Wojewódzki z kolei rozłożył ręce.

– Jestem jedynym takim przypadkiem w całym kraju – dodaje Domitru, która nie posiada po swojej matce nic. Wszystko, co ma, to skan paszportu. Jak się okazuje, fałszywego.

Jej życie to gotowy scenariusz na thriller

Najprostszy sposób, aby uzyskać kartę stałego pobytu jest odnalezienie rodzicielki młodej Marii i poznanie jej realnych danych.

- Chciałabym odnaleźć kobietę, która mnie urodziła bo tylko dzięki temu zacznę normalnie żyć w Państwie

– mówi Maria.

Nie jest to jednak łatwe zadanie. Ambasada Rumunii w Polsce podjęła już pewne kroki aby odszukać uciekinierkę ze szpitala. Ustalono adres kobiety z paszportu i podjęto próby kontaktu z nią. Nie odpowiedziała jednak na żadne zawiadomienie.

Po opublikowaniu przez młodą Marię apelu na facebookowych grupach, pojawił się mężczyzna, który zaproponował jej pomoc. Nawiązał kontakt z Rumunem mieszkającym w pobliżu miasta Blajel, które widniało w paszporcie porzucającej Marię w szpitalu kobiety.

Chłopak z Rumunii kojarzył ten dom i pamiętał, że mieszkali tam bardzo bogaci ludzie. Pojechał tam z kolegą i zastał starsze kobiety. Okazało się, że to wielki i szykowny dom wielorodzinny w którym między innymi, mieszkają Romowie.

Na jaw wyszło, że rodzina, od której niedawno odkupili dom, była bardzo zamożna. Nikt nie słyszał o nazwisku „Domitru”. Wszystko wskazuje na to, że kobieta sfałszowała dokumenty i celowo przyjechała do Polski, aby urodzić dziecko i je tutaj porzucić. Dlaczego? Scenariuszy jest kilka. Młody Rumun, który pomógł Marii twierdzi, że Romowie, w tamtych czasach nie akceptowali niezamężnych panien lub dzieci ze związków z „obcymi”. Kobieta uzyskała paszport będąc w piątym miesiącu ciąży. Jadąc do Polski musiała więc wiedzieć, że jest w ciąży. Sprawa wygląda tak, jakby zamożni rodzice załatwili kobiecie fałszywe dokumenty i wynajęli mieszkanie w centrum Poznania po to, aby pozbyć się „problemu” – noworodka. Kim więc jest realnie matka Marii mieszkającej w Poznaniu? Nie wiadomo. Z pewnością, aby uzyskać polskie obywatelstwo, czeka ją długa droga.

Czy Maria chciałaby poznać swoją matkę?

- Nic nie czuję do tej kobiety, nie mam do niej żalu. Walczę o obywatelstwo, bo chcę tylko zacząć normalnie żyć

– odpowiada.

Sprawdź też:

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

I co tam panie jaśkowiak? Jak tam podlegli urzędnicy?? dwie lewe rączki?? nikt nic niemoże nikt za nic nie odpowiada?? wielkie nawowyłanie do równego traktowania- tolerancji, zrozumienia a tutaj mamy przykład tej tolerancji! kpiny

G
Gość

Tak oto państwo zmusza ludzi do kombinowania. A potem na TVP1 lament, że ludzie wolą szarą strefę. Tyle hajsu idzie na urzędy - a oni nie potrafią rozwiązać sprawy przez ponad 20 lat.

Dodaj ogłoszenie