"Musiałam zwolnić moją córkę. Partner dowozi dania rowerem". Restauratorzy mają dość i otwierają lokale w Wielkopolsce

Błażej Dąbkowski
Błażej Dąbkowski
Lokale gastronomiczne od końca października pozostają zamknięte, serwując jedynie dania na wynos. Wiele z nich z powodu problemów finansowych może nie przetrwać do ponownego otwarcia. Łukasz Gdak
Właściciele lokali gastronomicznych z Poznania i Wielkopolski mają już dość rządowych obostrzeń, które zaczynają powodować falę bankructw. Jedni już teraz postanowili otworzyć je w nieco zmienionej formule, inni zapowiadają, że zrobią to wraz z początkiem lutego.

Lokale gastronomiczne od końca października pozostają zamknięte, serwując jedynie dania na wynos. Wiele z nich, z powodu problemów finansowych, może nie przetrwać do ponownego otwarcia.

Ich właściciele mają już dość, dlatego zapowiadają, że w najbliższych dniach w Wielkopolsce część z nich zacznie normalnie funkcjonować.

Konferencja Konfederacji w sprawie obostrzeń pandemicznych:

W sobotę o godzinie 13 w Nowym Tomyślu jako pierwsza otworzy się się restauracja "Smaczne Jadło". – Znajduję się już u kresu wytrzymałości. Nie tylko ja zresztą, wielu moim klientom też zawalił się świat i zaczęli tracić pracę – mówi Bogusława Prosół, właścicielka lokalu. – Otworzę lokal, bo wierzę w to, co robię i kocham swoją pracę – dodaje.

Sprawdź również: Top 20 restauracji w Poznaniu. Tu warto zjeść według internautów!

Od pierwszego lockdownu spowodowanego pandemią koronawirusa pani Bogusława musiała zwolnić nawet własną córkę, która pomagała jej w prowadzeniu "Smacznego Jadła". – Zostałam ja i mój partner, który rowerem dowozi dania do klientów – zaznacza. Właścicielka tłumaczy, że nie oczekuje już na żadną pomoc od rządu PiS, bo i tak w ostatnim czasie jej nie otrzymała.

– Mam dwie zdrowe ręce i pasję. Rozumiem, że są osoby bardziej potrzebujące i nie mam nic przeciwko, by otrzymywały wsparcie. Ja chcę tylko pracować, nic więcej

– tłumaczy.

Do tej pory Bogusława Prosół miała dwie rozmowy z pracownikami sanepidu, którzy odwiedzili jej lokal w asyście policji. – Nie wiem, czy skończą się karami, nie mam zresztą do nich pretensji, bo przecież wykonują swoją pracę – wyjaśnia.

Czytaj więcej: Poznańska kawiarnia postanowiła się otworzyć. Jak to możliwe?

W Poznaniu część właścicieli lokali postanowiło podejść kreatywnie do obowiązujących obostrzeń, zmieniając nieco ich profil. W ten sposób działa od środy kawiarnia Jaglana, który zamieniała się w przestrzeń coworkingową. W kawiarni powstały cztery miejsca do pracy. Do dyspozycji klientów są skaner, drukarka, wi-fi oraz toaleta. Każdy może skorzystać z trzech dostępnych pakietów. Jedna godzina pracy dla jednej osoby to koszt 15 zł, dwie godziny - 25 zł, a trzy - 45 zł. Wartość pakietu możesz wykorzystać na usługę cateringową.

Z kolei 1 lutego swoje lokale chcą otworzyć przedsiębiorcy, którzy zgromadzili się wokół akcji #otwieraMy. Przystąpiła do niej również Poznańska Izba Gastronomii.

Sprawdź też:

– Trudno dziś oszacować, ile lokali otworzy się w przyszłym miesiącu, ponieważ wielu właścicieli nadal wierzy w paski emitowane w TVP. Dlatego w weekend wypuścimy kilka grup w miasto, które będą rozdawać ulotki z rzetelną informacją dla restauratorów

– tłumaczy Piotr Częstochowski z Poznańskiej Izby Gastronomicznej.

- To nie przedsiębiorcy łamią prawo w tym momencie, oni pokazują, jak prawo powinno wyglądać, a rząd jest w tej sytuacji rebeliantem. Tarcza nie działa, a oszczędności się kończą. Wiele osób ma tymczasem sprzęt gastronomiczny czy samochody dostawcze w leasingu. Jeśli restauratorzy nie będą mieli obrotów, nie będą w stanie ich spłacać. W tym momencie zgodnie z prawem może przyjść windykator, żeby zabrać im majątek życia - zwraca uwagę Robert Mędlewski z poznańskich struktur Konfederacji.

Top 20 restauracji w Poznaniu. Tu warto zjeść według interna...

Sprawdź też:

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
poppers
14 stycznia, 18:43, Daras:

Trzeba jakoś funkcjonować. Ten wirus na pewno jest ostrzejszy od innych, ale jeść trzeba. Wolę zejść na koronę niż z umierać głodu.

Jasne...jasne...

Przecież, większość z knajp dowozi, jak czytamy w artykule. Jaki problem zamówić? Nie ma potrzeby umierać z głodu.

Inaczej, kraje pozamykały knajpy bo zdecydowanie, mimo deklaracji właścicieli, żadne reżimy sanitarne nie zagrały jak należy a klienci zarażali się swobodnie.

Problem w tym, że inne kraje albo wprowadziły stany wyjątkowe albo znacznie dopłacają właścicielom.

W Polsce rząd nie chce stanu wyjątkowe bo pieniądze idą do Torunia, do Jacka Kurskiego albo ORLEN robi miliardowe zakupy gazet lokalnych dla PIS.

Nie ma tragicznie pieniędzy na nic innego.

Po ludzku należy rozumieć restauratorów choć z innej strony, na co wydawali swoje 250% marży gastronomicznej przez lata?

Inna rzecz, czy otwarcie coś da bo klientów jak na lekarstwo w trybie wysyłkowej gastronomii. To co, teraz raptem obrodzą?

D
Daras

Trzeba jakoś funkcjonować. Ten wirus na pewno jest ostrzejszy od innych, ale jeść trzeba. Wolę zejść na koronę niż z umierać głodu.

Dodaj ogłoszenie