Poznań: Sześciolatki mogą zostać w "Majsterklepce"

Marta Żbikowska
Ojciec przedszkolaka Jarosław Pytak z synem
Ojciec przedszkolaka Jarosław Pytak z synem Fot. Grzegorz Dembiński
Sześciolatki z przedszkola "Majsterklepka" na os. Przyjaźni w Poznaniu mogą zostać w placówce - zapewnia wydział oświaty Urzędu Miasta.

O sprawie "Majsterklepki" pisaliśmy w sobotę. Tydzień przed zakończeniem naboru do przedszkoli i zerówek dyrektorka placówki zorganizowała zebranie i poinformowała zdumionych rodziców sześciolatków, że nie zorganizuje grupy dla ich dzieci. Chęć pozostania w przedszkolu zadeklarowało 15 rodziców starszaków.

PRZECZYTAJ TAKŻE:
Poznań: Sześciolatki wyrzucone z przedszkola
Sześciolatki do szkół... z dobrymi warunkami
Sześciolatki zaczną naukę dwa lata później. U nas szkoły czekają
Poznań: Sześciolatki z indeksem UAM

- Pani dyrektor się pośpieszyła - mówi Piotr Mróz, zastępca dyrektora wydziału oświaty UM. - Nie organizuje się takich zebrań przed zakończeniem rekrutacji. Wszyscy dyrektorzy czekają na koniec naboru i potem podejmują decyzje. Będziemy wyjaśniać, dlaczego w tym przypadku dyrektor postanowiła wyjść przed szereg.

Rodzice przedszkolaków z "Majsterklepki" stanęli po dwóch stronach barykady. Opiekunowie starszaków czują się oszukani przez panią dyrektor, rodzice maluchów bronią jej decyzji. W przypadku pozostania sześciolatków w przedszkolu musiałyby powstać grupy mieszane. Wymiana zdań na naszym forum internetowym przebiegała bardzo burzliwie, momentami przekraczając granicę kultury i dobrego smaku.

W podobnej atmosferze przebiegało zebranie zorganizowane w przedszkolu, na którym rodzice mieli głosować nad pozostawieniem lub wyrzuceniem z placówki grupy dzieci sześcioletnich.

- Nie miałam innego wyjścia, byłam postawiona pod murem - tłumaczyła w piątek Krystyna Pawlik, dyrektorka przedszkola "Majsterklepka". - To nie ja zdecydowałam, tylko cała społeczność - mówiła o decyzji zlikwidowania grupy starszaków.

- Za organizację pracy w przedszkolu odpowiada dyrektor, nie rodzice - tłumaczy Elżbieta Przybylak z wydziału oświaty UM. - Dla nas najważniejsze jest dziecko i potrzeba zapewnienia mu opieki, a nie prywatne sympatie i antypatie ich rodziców.

W poniedziałek rodzice zaniepokojeni losem swoich dzieci uczęszczających do "Majsterklepki" pojawili się w wydziale oświaty.
- Uspokoiłam rodziców i powiedziałam, że znajdziemy takie wyjście z sytuacji, że wszyscy powinni być zadowoleni - zapewnia Elżbieta Przybylak. - Uważam, że nie ma takich problemów, których nie można rozwiązać.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Murgrabia
tym układem i innymi. Układami rodem z filmów Barei. Od lat 80 zeszłego wieku niewiele się zmieniło w tych sprawach. Dyrektorami placówek publicznych są osoby z nadania a nie osoby kompetentne na te stanowiska. Osoby które, w razie nawet najgorszej skuchy czeka jedynie przejęcie innej placówki lub awans do urzędu wyżej. Zupełnie jak w przypadku słynnego stróża Anioła z serialu Barei pt. "Alternatywy 4", kiedy to ten po całkowitym blamażu awansował z kierownika bloku na kierownika osiedla. Do tego dyrektorzy instytucji publicznych zarządzają podległymi im placówki jak swoją prywatną własną firmą - zupełnie jak filmowy stróż Anioł. Pozdrowienia dla towarzyszy trzymających władzę lokalną oraz ich rodzin, znajomych, pociotków i partnerów "biznesowych".
p
poznaniak
Nazwisko dyrektora mówi samo za siebie. ta pani na Winogradach a radny na Ratajach - likwidować, usuwac i przesuwać. Najpierw radni polikwidowali przedszkola, teraz gimnazja a już za rok licea. Pani dyrektor wykonywała tylko polecenia p. Tomczaka z wydziały Oświaty, nieprawdaż ? Nie udało się bo Glos się wmieszał. Oj, niedobry dziennikarz... Teraz ten dobry Mróz zadba o tych sponiewieranych rodziców i biedne dzieci - taki dobry urzędniczyna.... Szlag by was trafił - czy niczego dbrego ten wydzial nie potrafi zrobić sami tylko pod presją dziennikarzy ?! Dość już waszej niekompetencji - zróbcie miejsce normalnie myslącym, państwo dyrektorzy!
Wróć na gloswielkopolski.pl Głos Wielkopolski
Dodaj ogłoszenie