reklama

Profesor Andrzej Kwilecki był wyjątkowym człowiekiem i wizjonerem. W piątek jego pogrzeb w Kwilczu

Marek ZaradniakZaktualizowano 
Profesor Andrzej Kwilecki wraz z żoną prof. Ireną Kwilecką na uroczystości kilka lat temu
Profesor Andrzej Kwilecki wraz z żoną prof. Ireną Kwilecką na uroczystości kilka lat temu Archiwum Polsapress
Na cmentarzu parafialnym w Kwilczu pożegnany zostanie w piątek profesor Andrzej Kwilecki. Wybitny polski socjolog zmarł w miniony poniedziałek w wieku 90 lat po długiej chorobie.

Na cmentarzu parafialnym w Kwilczu pożegnany zostanie dziś profesor Andrzej Kwilecki. Wybitny polski socjolog zmarł w miniony poniedziałek w wieku 90 lat po długiej chorobie. Uczony przez wiele lat związany był z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W latach 1982-84 był prorektorem tej uczelni.

Andrzej Kwilecki urodził się 23 października 1928 roku w Kwilczu koło Międzychodu, w rodzinie hrabiego Dobiesława Kwileckiego herbu Śreniawa. Jego matką była Zofia Helena z Załuskich herbu Junosza. Znaczący wpływ na jego życie miały wojna i reforma rolna, które spowodowały rozproszenie rodziny, zubożenie i konieczność wczesnego usamodzielnienia się. Po zdaniu matury w roku 1948 w Krakowie Andrzej Kwilecki studiował na ówczesnym Uniwersytecie Poznańskim. W 1952 roku ukończył studia prawnicze, a w 1953 socjologiczne. Na tej samej uczelni (wtedy już Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza) w 1964 uzyskał stopień doktora, a w roku 1969 doktora habilitowanego. W 1976 roku został profesorem nauk humanistycznych. Przez kilkanaście lat pracował w Instytucie Zachodnim. W latach 1972-1981 był dyrektorem Instytutu Socjologii UAM, a w latach 1982-84 był prorektorem tej uczelni. W latach 1986-1988 prof. Andrzej Kwilecki kierował Zakładem Historii Socjologii. Był także wykładowcą francuskiej Ecole des Hautes Etudes en Sciences Sociales i przewodniczącym Komitetu Nauk Socjologicznych Polskiej Akademii Nauk. Pracował w Zakładzie Badań Narodowościowych PAN oraz w ówczesnej Wyższej Szkole Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu. Współpracował z redakcjami „Studiów Socjologicznych” oraz „Ruchu Prawniczego, Ekonomicznego i Socjologicznego”. Zajmował się między innymi migracjami i osadnictwem na ziemiach zachodnich, problematyką mniejszości narodowych i historią socjologii polskiej. W uznaniu jego działalności w 2011 roku uhonorowany został Nagrodą Pracy Organicznej „Głosu Wielkopolskiego”. Otrzymał także przyznawaną przez marszałka województwa wielkopolskiego Nagrodę im. R. Kapuścińskiego.

Nauka, muzyka, szachy i rady greckiego mędrca

Pasjami profesora Andrzeja Kwileckiego była nie tylko nauka, ale także szachy i muzyka operowa. W latach 1948/49 był mistrzem Poznania w szachach, a w latach 1949 oraz 1952/54 finalistą Mistrzostw Polski. Czas wolny lubił spędzać na lekturze czasopism, śledził życie polityczne. Lubił też spacerować. Cenił zdolność współdziałania dla osiągnięcia konstruktywnych celów. Wolał współpracę zamiast konfliktów. Nie lubił mówić o planach na przyszłość zgodnie z radą greckiego mędrca: Nie opowiadaj o swych planach, bo jeśli się nie udadzą, będziesz wyśmiany.

Do najważniejszych publikacji profesora należały: „Pamiętniki osadników ziem zachodnich” z roku 1963, których był współredaktorem razem z Zygmuntem Dulczewskim, „Idea zjednoczonej Europy” z roku 1969, „Łemkowie” z roku 1974, „Szachy w Poznaniu. 150 lat” z roku 1990, „Załuscy w Iwoniczu” z roku 1993, „Ziemiaństwo wielkopolskie” z roku 1998, „Ziemiaństwo wielkopolskie między wsią a miastem” z roku 2001, „Wielkopolskie rody ziemiańskie” z roku 2010 i „Z Kwilcza rodem” z roku 2012.
Profesor Ryszard Cichocki z Wydziału Socjologii UAM tak wspomina profesora Andrzeja Kwileckiego:
- Przez kilka lat miałem przyjemność być w zakładzie profesora Kwileckiego. Był promotorem mojej pracy magisterskiej. Był człowiekiem, który wprowadzał nas w wielkie studium Floriana Znanieckiego i Williama Thomasa „Chłop polski w Europie i Ameryce”. Pamiętam pierwszy kontakt z profesorem - niezwykły wykład na temat tej książki, ale mówiący nie o książce, lecz bardziej o jej kontekstach społecznych. O Ameryce, o Polakach w Ameryce. Pamiętam, że była to jedna z bardziej fascynujących podróży, jakie odbyłem w ciągu tego jednego semestru.

Każda rozmowa z profesorem była przyjemnością

Profesor Cichocki cenił prof. Kwileckiego za wiele rzeczy, najistotniejsze były jednak badania i umiejętność patrzenia w przyszłość. - Istotny był format badań, którymi się zajmował. Szczególnie dwie dziedziny badań były ważne. Po pierwsze, profesor razem z Zygmuntem Dolczewskim zredagowali „Pamiętniki osadników ziem zachodnich”, ale powiedzmy sobie jasno, były to jedne z pierwszych, bardziej innowacyjnych, odkrywczych badań. Dokonał się wielki proces migracyjny i oni jako pierwsi spróbowali uchwycić starymi metodami, metodami Znanieckiego skutki społeczne tego procesu. Pamiętam, że było to bardzo ożywcze i że ta lektura zrobiła na mnie ogromne wrażenie - wspomina prof. Cichocki i dodaje: - Druga rzecz, którą ceniłem u profesora, to umiejętność patrzenia w przyszłość. W 1969 roku profesor opublikował ładne studium o integracji europejskiej. Ile to lat? Wyszedł od pewnych badań Znanieckiego jak „Upadek cywilizacji zachodniej”. Troszeczkę się tym inspirował, ale napisał coś, co wówczas przekraczało nasz horyzont czasowy. Kto wtedy wierzył, że się socjalizm rozpadnie? Kto wtedy wierzył, że granic prawie nie będzie i że będzie wspólna waluta, a biorąc samochód, mogę pojechać do Lizbony i nikt mnie nie będzie na żadnej granicy zatrzymywał? W wyobrażeniach profesora to się mieściło. W naszych na pewno nie. Z jednej strony wizjonerstwo, z drugiej wielka klasa badawcza, a z trzeciej był naprawdę niezwykłym człowiekiem. Każda rozmowa z nim, a myślę o rozmowach związanych z pracą magisterską trwała trzy, cztery godziny. Profesor miał zwyczaj zapraszania indywidualnie swoich magistrantów. Miał ich niewielu. Jednego, dwóch, ale poświęcał im dużo czasu. Przyznam, że te rozmowy to była jedna z największych przyjemności, jakie spotkały mnie podczas całej kariery uniwersyteckiej. Profesor był człowiekiem niezwykłym o dużych horyzontach, świetnie osadzonym społecznie, rozumiejącym historię znacznie bardziej niż wtedy ja to rozumiałem. Myślę, że mogę go zaliczyć do trzech, może czterech osób, które miały na mnie największy wpływ podczas studiów.

Marian Marek Przybylski, były prezes Oficyny Wydawniczej „Głos Wielkopolski, tak wspomina profesora Andrzeja Kwileckiego: - Z punktu widzenia gazety, którą kierowałem, ceniłem sobie przede wszystkim profesora Kwileckiego za to, że znalazł czas dla nas i współpracował, gdy organizowaliśmy fantastyczną rywalizację, jaką był plebiscyt na najbardziej wpływowego Wielkopolanina. Jak pamiętamy, po każdym takim finale profesor Kwilecki razem z profesorem Markiem Ziółkowskim przygotowywali felietony podsumowujące rywalizację, wyjaśniające, kto to jest człowiek wpływowy i dlaczego jest wpływowy z punktu widzenia socjologicznego. Teksty profesora Kwileckiego były na najwyższym poziomie przerastającym potrzeby dziennika. To bardzo podnosiło prestiż tego przedsięwzięcia. Oczywiście profesor bywał też na uroczystościach kończących te plebiscyty czy to w ratuszu, czy to w Pałacu Działyńskich i osobiście zabierał głos, co sobie bardzo ceniłem. Miałem też przyjemność współpracować z profesorem, jako założyciel Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa (aktualnie Collegium da Vinci). Profesor był wykładowcą na tej uczelni. Zdarzało się, że czasami, kiedy u nas był, zaciągałem go do siebie na kawę, aby trochę porozmawiać. Korzystałem z wielu jego rad zawsze spotykając się z jego niebywałą kulturą, sposobem rozmawiania i argumentowania. Muszę powiedzieć, że na koniec, gdy profesor żegnał się już z nami ze względu na wiek, zmęczenie i może inne plany życiowe, napisał do mnie fantastyczny list w stylu, który trudno teraz uświadczyć, w stylu listów Andrzeja Wajdy. Były dwa takie listy, które najwyżej sobie ceniłem. Profesor Andrzej Kwilecki prezentował najwyższy rodzaj kultury, ogromną wiedzę i niewiarygodną skromność, a do tego znajomość rodzin arystokratycznych nie do pozazdroszczenia. Nie ma takiej drugiej osoby. Był osobą kompletnie wyjątkową.

Z jednej strony wizjoner, z drugiej wielka klasa badacza, a z trzeciej był naprawdę niezwykłym człowiekiem.

Sprawdź też:

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3