Riverside: Więcej woli walki, mniej kulenia się w kącie [ROZMOWA]

Cyprian Łakomy
Cyprian Łakomy
Riverside: Michał Łapaj, Piotr Kozieradzki, Mariusz Duda
Riverside: Michał Łapaj, Piotr Kozieradzki, Mariusz Duda Materiały zespołu
Przed sobotnim koncertem w Poznaniu, Mariusz Duda, lider Riverside opowiada o powrocie grupy na scenę oraz o zmianach, które przyniosła ze sobą śmierć wieloletniego gitarzysty zespołu, Piotra Grudzińskiego. Zdradza też plany artystyczne na najbliższą przyszłość.

Jakiś czas temu napisałeś na Facebooku, że jeśli jest w muzyce Riverside coś polskiego, to zapewne melancholia. Nie uciekniemy od tego, co wydarzyło się ponad rok temu. Czym zatem po śmierci Piotra Grudzińskiego ta melancholia jest wartością, za którą nadal podążasz, czy raczej chcesz się jej pozbyć?

Mariusz Duda: Myślę, że przez lata wyspecjalizowałem się w robieniu muzyki, którą można nazwać rockiem melancholijnym. Czasem przyjmuje ona postać mocniejszą, jak w Riverside, innym razem ascetyczną – jak ma to miejsce w przypadku Lunatic Soul. Ten typ muzyki najmocniej trafia do człowieka w chwilach zadumy, refleksji, a te często towarzyszą nam, gdy dzieją się niedobre rzeczy.

Cały czas utwierdzam się w przekonaniu, że jest to właśnie ta muzyka, którą chcę tworzyć. Pomaga mi – choć mam wrażenie, że nie tylko mi – jakoś przetrwać. Ten styl wiąże się z czymś dla mnie ważnym, czymś co ma znaczenie. Zauważyłem, że paradoksalnie dopiero po śmierci Piotrka, wielu ludzi zrozumiało, o co naprawdę chodzi w muzyce Riverside. Liczę na to, że będzie ona postrzegana w inny sposób niż dotychczas, ale bez konieczności przeżywania kolejnych ekstremalnych sytuacji. W swoich muzycznych założeniach będę konsekwentny, choć mam nadzieję, że będzie w nich więcej woli walki i chęci zmian, a mniej opuszczania głowy i kulenia się w kącie.

Odkąd nie ma Piotra, pracujecie jako trio, bez stałego gitarzysty w składzie. To doraźna decyzja czy raczej permanentna zmiana zasad funkcjonowania zespołu?

Tego jeszcze nie wiem. Na tę chwilę nie wyobrażaliśmy sobie innej konfiguracji niż trio. Nie robiliśmy castingu na gitarzystę, bo nie czuliśmy potrzeby przyjmowania nikogo pod nasze skrzydła już teraz z dwóch powodów. Po pierwsze Piotr był członkiem naszej rodziny. Po drugie, obecny układ odpowiada nam o tyle, że jako główny kompozytor w Riverside czuję, że we trzech damy radę. Nie potrzebujemy dodatkowej osoby, która będzie nam pomagała w komponowaniu. Myślę raczej, że gdy nowe utwory będą już gotowe, po prostu zaprosimy do nich gości. Koncerty jednak chcemy grac we czterech, z gitarzystą.

Niczego jednak nie wykluczamy. Jeśli uda się nam w przyszłości spotkać kogoś, z kim będziemy w stanie stworzyć rodzinę, to powrócimy do grania we czterech. Ale na to jest, póki co, za wcześnie, chociaż skład koncertowy już nam się ładnie zaczął klarować.

Wszystkie koncerty w tym roku zagra z wami Maciej Meller, znany m.in. z gry w zespole Quidam. Dlaczego kredytu zaufania udzieliliście akurat jemu?

Z Maćkiem od lat mamy specyficzny wspólny muzyczny przelot. Znamy się jeszcze z początku lat 90., gdy ja miałem zespół Xanadu, a on grał w Deep River, który dopiero po jakimś czasie przerodził się w Quidam. Być może to kwestia jakiegoś powrotu do źródeł, który dokonał się gdzieś we mnie, ale Maciek był chyba jedyną osobą, którą brałem pod uwagę w obecnej sytuacji. Bardzo dobrze się dogadujemy, szanujemy jako muzycy, a tym co szczególnie mi u niego odpowiada, jest ogromna pokora i dystans do siebie. Fakt, że współpracowaliśmy zarówno w ramach Lunatic Soul, jak i projektu Meller/Gołyźniak/Duda, tylko przemawiał na jego korzyść. Nie sztuką jest znaleźć gitarzystę, który zagra wszystko. Ta wspomniana pokora i dystans do siebie samego ważna jest w Riverside o tyle, że na scenę wychodzimy jako zespół i tak chcemy być postrzegani. Nie chodziło nam o kogoś, kto wyjdzie z nami na tę scenę i przyćmi swoją personą już od pierwszych dźwięków, ale o kogoś kto będzie na równych prawach i razem z nami stworzy specyficzny monolit. Zawsze graliśmy zespołowo i kogoś z tym samym podejściem potrzebujemy w naszych szeregach. Maciek okazuje się idealny, co potwierdziły już pierwsze wspólne próby. Ma zupełnie inny styl gry niż Piotrek, ale nasza tożsamość zostaje z nim w pełni zachowana.

Niedługo miną dwa miesiące od waszych powrotnych koncertów w warszawskiej Progresji. Jak wspominasz tamte wieczory dziś, gdy emocje już okrzepły?

To były z jednej strony ogromne przeżycia, z drugiej nerwy, bo krótko przed koncertami nabawiłem się kontuzji. Pamiętam, że wchodziłem na scenę oklejony taśmami kinesio, niczym Agnieszka Radwańska na kort. (śmiech) Pierwszy z koncertów zapamiętam jako najważniejszy w historii Riverside. Emocje były tak intensywne, że można było dosłownie powietrze ciąć. Duża w tym zasługa ludzi, którzy tego wieczoru zjechali do Warszawy ze wszystkich stron świata. Następnego wieczoru byłem już nieco spokojniejszy. Nie ma jednak czemu się dziwić – pewien balon, który rósł przez poprzedzające miesiące został wreszcie przekłuty. Dzięki temu możemy dziś zrobić kolejny krok: pojechać w regularną trasę koncertową.

W jej ramach gracie dziewięć koncertów w Polsce i dziewiętnaście na zachodzie Europy. To jednak wyzwanie innego kalibru niż najbardziej intensywny, pojedynczy koncert. Jakie nadzieje, a jakie obawy towarzyszą ci w związku z tym tournée?

Chcemy przede wszystkim pokazać, że zespół Riverside wciąż istnieje, ale również – że bardzo się zmienił. Nie chodzi nawet aż tak bardzo o ekstremalną sytuację w postaci śmierci Piotra. Ona w zasadzie zawiesiła proces zmian, który rozpoczęliśmy już wcześniej. Chcemy teraz pokazać, że Riverside to nie jest zespół, który łatwo można wrzucić do worka z napisem „rock progresywny” w stylu tych wszystkich grup, które były popularne dziesięć i więcej lat temu. Wielu chyba wciąż się wydaje, że jesteśmy zespołym grającym progmetal, a ja naprawdę nie lubię tego stylu, z całym szacunkiem dla wszystkich progmetalowych kapel. Myślę, że obecny dobór repertuaru Riverside uzmysłowi fanom skalę tych zmian. To już nie są zabawy metrum, rytmiczne połamańce, ani muzyka dla samej muzyki. Jak nigdy przedtem słychać, że jesteśmy zespołem z pewnym przesłaniem. Że jest w nas pewna wartość dodana i ta wartość ma kilka głębi, które chcemy uwypuklić. Jest oczywiście pewien strach związany z tym, czy publiczność tę naszą nową odsłonę zaakceptuje, choć szczerze powiedziawszy bardziej martwię się o to, czy damy radę kondycyjnie. (śmiech)

Zeszły rok zamknęliście, mimo poważnych turbulencji, z tarczą. Premierę miały kompilacja nagrań „Eye of the Soundscape” oraz książkowa biografia Riverside. Jak bardzo powstawanie „Snu w wysokiej rozdzielczości” różniło się od zwyczajnego wywiadu?

Różniło się bardzo. Przede wszystkim mieliśmy mnóstwo materiału do czytania. Maurycy (Nowakowski, autor książki – przyp. red.) przyjeżdżał do nas i przeprowadzał wywiady, po czym przysyłał gotowe rozdziały. Musieliśmy na bieżąco sprawdzać, czy wszystko się zgadza. Z uwagi na dość krótkie terminy, było chwilami bardzo gorąco. W międzyczasie konsultowaliśmy między sobą kto, z kim, co i kiedy. Nie wszystko udało się wyłapać. Z wydanej już książki dowiedziałem się np. że graliśmy kiedyś w Zawierciu – choć nie graliśmy wcale - a przed laty byłem fanem zespołu Anthraks (poprawna nazwa to Anthrax – przyp. red.). (śmiech) Najcięższy moment prac nad biografią to oczywiście miesiące, gdy nie było już z nami Piotrka. Udało się je jednak szczęśliwie doprowadzić do końca. I rzeczywiście, uważam za pewien sukces to, że dzięki tej książce i „Eye of the Soundscape” byliśmy mimo wszystko aktywni.

Na trasę przygotowaliście koncertowy album „Lost'n'Found” z zapisem występu z Tilburga. Lubisz płyty koncertowe? Nie czujesz, że w czasach, gdy wielu artystów wydaje DVD i bluraye, ten format nieco traci rację bytu?

Nigdy nie byłem fanem rejestrowania i wydawania koncertów na DVD, o czym świadczy choćby liczba tego typu wydawnictw w naszym dorobku. Uważam, że na koncerty trzeba chadzać a nie oglądać z kanapy. Wydawnictwa koncertowe powinny ukazywać się w momencie, gdy w karierze artysty dzieje się coś ważnego. Tak było w przypadku np. „Celebration Day” Led Zeppelin. „Lost'n'Found” to zapis występu Riverside na jednej z ostatnich tras z udziałem Piotrka Grudzińskiego. Chcieliśmy mieć z tego momentu pamiątkę. Przygotowaliśmy tę płytę jako ekskluzywne wydawnictwo na wiosenną trasę. Być może kiedyś pomyślimy o jego oficjalnym wydaniu, choć na razie będzie dostępne tylko na naszych koncertach. Mieliśmy też propozycję sfilmowania naszych powrotnych koncertów w Warszawie. Nie wyobrażałem sobie jednak, bym w trakcie tak doniosłych wydarzeń miał uważać na to, czy nie wpadnę na któregoś z kamerzystów na scenie.

Dużo rozmawiamy o zmianach w Riverside. Wiem też, że masz w zanadrzu nowe wydawnictwo Lunatic Soul. Czy i tu czekają nas zaskoczenia?

To nie będzie już orientalna muzyka ambient. Wydaje mi się, że zarówno debiut, jak i płyta „Walking on a Flashlight Beam” wyczerpały pewną formułę. Ten ostatni album zawierał sporo elementów elektroniki i w tę stronę będę zmierzał. To część mojego życia, której dałem również wyraz na „Eye of the Soundscape”. Nowy album Lunatic Soul będzie z jednej strony najbardziej przystępnym dziełem w dotychczasowej działalności, z drugiej najbardziej ekperymentalnym, ale jednocześnie spójnym albumem. Tytuł „Fractured”, czyli „popękany” nawiązuje do stanu umysłu, który towarzyszył mi przez większą część ubiegłego roku.

Powstają już nowe utwory Riverside?

Chcę się za nie zabrać dopiero po ukończeniu prac nad albumem Lunatic Soul. Po drodze szykują się jeszcze koncerty. Po zagraniu najbliższej trasy szykuje się jeszcze druga odsłona jesienią. Zagramy m.in. w Skandynawii, wrócimy na Wschód. A kiedy powrócimy z wojaży, zabierzemy się za komponowanie. Do studia planujemy wejść pod koniec roku.

Riverside wystąpi w Poznaniu w sobotę 22 kwietnia. Koncert odbędzie się w klubie B17 (ul. Bułgarska 17). Zagrają też Lion Shepherd i Sounds Like The End of The World. Start o 19.30, bilety kosztują 80 zł.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie