Skierowanie z pogotowia nie pomogło w przyjęciu do szpitala

Tomasz Nyczka
Danuta Domagała pomoc znalazła dopiero w szpitalu imienia Franciszka Raszei. Tam przyjęto ją natychmiast.
Danuta Domagała pomoc znalazła dopiero w szpitalu imienia Franciszka Raszei. Tam przyjęto ją natychmiast. Grzegorz Dembiński
Udostępnij:
Lekarz pogotowia ratunkowego wystawił pacjentce skierowanie do szpitala. Podejrzewał zapalenie płuc. W szpitalu przy ul. Lutyckiej pani Danuta nie została jednak przyjęta.

Danuta Domagała kilkanaście dni temu zaczęła brać antybiotyk. Leczenie nie pomagało. Czuła się coraz gorzej. Do tego stopnia, że pojechała do stacji pogotowia ratunkowego. Tam dostała skierowanie do szpitala. Lekarz podejrzewał, że to zapalenie płuc. Nie chciał ryzykować, tym bardziej że 1,5 roku temu pacjentka chorowała na nowotwór. Pani Danuta trafiła ze skierowaniem do szpitala przy ulicy Lutyckiej. I nie została przyjęta na oddział. Dlaczego? Pacjentka twierdzi, że zignorowano skierowanie. Lekarka z izby przyjęć mówi z kolei, że kobieta się awanturowała i była opryskliwa.

Czytaj także:
NFZ dla pacjenta, nie pacjent dla urzędnika
Leszno: Zmarł im pacjent - staną przed sądem

Jak to się zaczęło? W ostatnim tygodniu czerwca D. Domagała zachorowała. Dusiła się, co przy astmie oskrzelowej może być niebezpieczne dla życia. Od lekarza dostała antybiotyki. Ten napisał na karcie: "w razie pogorszenia stanu, zalecany jest natychmiastowy kontakt ze stacją pogotowia ratunkowego".

- Antybiotyk jednak nie pomagał, czułam się coraz gorzej. Na kolejnej, czwartkowej kontroli, w rejonowej przychodni przy ulicy Nowowiejskiego, dostałam inny - relacjonuje D. Domagała.

Ale poprawy nie było. Wciąż mocny kaszel, duszności i promieniujący ból ucha. Po kolejnych czterech dniach pani Danuta pojawiła się w stacji pogotowia ratunkowego. A tam usłyszała diagnozę: podejrzenie zapalenia płuc. Dostała skierowanie do szpitala przy Lutyckiej i polecenie, by natychmiast zgłosiła się w izbie przyjęć. - Pojechałam do Szpitala Wojewódzkiego. I przeżyłam szok. Od lekarki, z którą rozmawiałam, usłyszałam, że nie interesuje jej to, co jest na skierowaniu i że ona wcale nie musi przyjąć mnie na oddział - bulwersuje się Danuta Domagała. - Odmówiono mi też wykonania zdjęcia rentgenowskiego płuc.
Pacjentka poszła do przełożonego lekarki, ale nic nie wskórała. Wróciła więc do stacji pogotowia ratunkowego przy Al. Solidarności. A tu dostała... kolejne dwa skierowania. Jedno do Szpitala Wojskowego, drugie do Szpitala imienia F. Raszei.

- W tej drugiej lecznicy okazało się, że nie ma żadnych problemów. Rejestratorka skierowała mnie do lekarza, a ten od razu wziął mnie na oddział. Dostałam zastrzyk, zrobiono mi badanie krwi, rentgen płuc i założono maskę tlenową - relacjonuje D. Domagała.

Wtedy poczuła się lepiej. Na karcie wypisu ze szpitala im. Raszei czytamy: "rozpoznanie: zaostrzone POCHP (rozedma płuc - przyp. red.). Wskazane leczenie w poradni pulmonologicznej".
A co na to pani doktor, która odmówiła pacjentce przyjęcia na oddział przy Lutyckiej?

- Problem w tym, że ta pani od początku była wzburzona. Powiedziałam, że nie interesuje mnie to, co jest na skierowaniu, bo chcę się tego dowiedzieć od niej. To standardowy element wywiadu. Pacjentka nie wyglądała też jakby miała duszności - tłumaczy dr Anna Szumna-Frąckowiak ze Szpitala Wojewódzkiego przy Lutyckiej.

I dodaje: - Powiedziałam, że skoro uważa, że jest źle obsługiwana, to powinna szukać pomocy w innym szpitalu. Wtedy pacjentka opuściła izbę przyjęć. Krótko mówiąc, w ogóle z nami nie współpracowała, rzuciła skierowaniem na stół i była podenerwowana. Nie było tak, że nie chcieliśmy udzielić jej pomocy.

D. Domagała twierdzi jednak, że w izbie przyjęć nie spotkała się ze zrozumieniem lekarza.

- W szpitalu im. Raszei nie robiono mi żadnych problemów. Dlaczego więc przy Lutyckiej zostałam uznana za awanturnicę? - pyta.

Lekarz, który kierował pacjentkę do szpitala, nie chce zajmować stanowiska w sprawie wydarzeń w izbie przyjęć. Na kolejnych dwóch skierowaniach, które wręczył pacjentce, podtrzymał jednak opinię, że powinna ona trafić do szpitala.

- Nie wiem, jak wyglądała sytuacja w szpitalu, znam ją tylko z relacji - mówi dr Olgierd Pietkiewicz ze stacji pogotowia ratunkowego przy Alei Solidarności. - Ale w mojej opinii na pewno nie powinno być tak, że odsyła się pacjenta, który ma skierowanie do szpitala, bez wcześniejszego wykonania mu badań.

Wideo

Komentarze 27

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

d
d.d
mam prawo jak każdy do leczenia czy to w przychodni czy w szpitalu , nie chciałam się położyć w szpitalu ,chodziło tylko o rtg płuc (bo było podejrzenie o zapalenie płuc ) to tak trudno zrozumieć ,ciekawe czy jakby dotyczyło to Pana/PANI czy tak samo by Pan/Pani pisał/a o sobie chyba nie
d
d.
zgadzam się z Panem ,żadnej dokumentacji nie ma bo Pani lekarka nie zdążyła nic napisać ,jedynie napisała całe zajście w raporcie we wtorek idę do DYREKTORA SZPITALA NA UL.Lutyckiej . jak szłam do szpitala przede mną szła jakaś Pani też do szpitala i przy okienku do rejestracji powiedziała do mnie tak (widzę że Pani się żle czuje i ,chciała mnie przepuścić żebym sie zarejestrowała przed nią bo widziała i słyszała jak się męczyłam i odpoczywałam idąc do szpitala ,działo się to na terenie szpitala )ale gdzie ja znajdę teraz tą panią ,jedynie szpital ma dane tej Pani.
G
Gość
Pani Danuto

Jan (gość) 19.08.11, 10:35:59
Pani Danuto, niech Pani to opisze i złoży pismo do Ministra Zdrowia, Prezesa NFZ, Prezesa Naczelne Izby Lekarskiej i wniosek o ściganie karne do Prokuratury Rejonowej w związku z narażeniem Pani na utratę życia lub zdrowia. Po Pani przejściach nowotworowych ma Pani prawo być zdenerwowana każdą wizytą w szpitalu, a jeśli by się Pani awanturowała to powinien personel wezwać ochronę szpitala lub Policje. Teraz takie gadki szmatki są tylko wymysłem. Proszę tez zażądać kopii dokumentacji medycznej i odnieść się do wyczynionych tam zapewne pisanych kłamliwą ręką lekarki wpisów. Warto wpisać do prokuratura wniosek o przesłuchanie innych obecnych wtedy chorych, aby obalić kłamstwo Pani awanturnictwa. Należy tępić, jak wszy i szczury takie zachowania lekarzy!
J
Jan
Pani Danuto, niech Pani to opisze i złoży pismo do Ministra Zdrowia, Prezesa NFZ, Prezesa Naczelne Izby Lekarskiej i wniosek o ściganie karne do Prokuratury Rejonowej w związku z narażeniem Pani na utratę życia lub zdrowia. Po Pani przejściach nowotworowych ma Pani prawo być zdenerwowana każdą wizytą w szpitalu, a jeśli by się Pani awanturowała to powinien personel wezwać ochronę szpitala lub Policje. Teraz takie gadki szmatki są tylko wymysłem. Proszę tez zażądać kopii dokumentacji medycznej i odnieść się do wyczynionych tam zapewne pisanych kłamliwą ręką lekarki wpisów. Warto wpisać do prokuratura wniosek o przesłuchanie innych obecnych wtedy chorych, aby obalić kłamstwo Pani awanturnictwa. Należy tępić, jak wszy i szczury takie zachowania lekarzy!
j
jan
Ten cynizm jest nie na miejscu
U
Urszula Jaskowska
Z podobną sytuacja na lutyckiej spotkałam się 2.06.2006 roku. Ze skierowaniem od dr Lewandowskiej z zakładu hematologii na ul. szamarzewskiego z ilością płytek krwi zagrażających życiu odmówiono mi przyjęcia do szpitala. Dopiero na wyraźne moje żądanie o potwierdzenie tej decyzji na piśmie zmieniono zdanie i łaskawie mnie przyjęto do szpitala.
D
DANUTA DOMAGAŁA
NIE ROZUMIEM TEGO CO PAN PISZE PRZECIEŻ JAK JUŻ NAPISAŁAM POSZŁAM PO POMOC ŻADNEJ AWANTURY NIE BYŁO ŻEBY WZYWAC POLICJĘ , WYDAJE MI SIĘ ZE WYBIEGA PAN TROCHĘ ZA MOCNO DO PRZODU Z TYM CO PAN PISZE
D
DANUTA DOMAGAŁA
JEŻELI JEST PAN LEKARZEM TO JEŻLI PRZYCHODZI PACJENT ZE SKIEROWANIEM DO PANA TO PAN NIE CZYTA TEGO SKIEROWANIA TAK JAK PANI LEKARKA NA LUTYCKIEJ KTÓREJ NIE INTERESOWAŁO CO JAKIS TAM LEKARZ NAPISAŁM ,
D
DANUTA DOMAGAŁA
MOŻE Lutycka CHCIAŁA ZAROBIĆ ALE NIE KOSZTEM PACJENTA ,JA NIE NALEŻĘ DO OSÓB KTÓRE SIĘ BOJĄ ODEZWAĆ GDY JEST COŚ NIE TAK A PRZYNAJMNIEJ W TAKIM PRZYPADKU TRAKTOWANIE PRZEZ NIE KTÓRYCH LEKARZY ,JA TAM POSZŁAM PO POMOC A NIE AWANTUROWAĆ SIĘ I MYŚLEC O TYM KTO DOSTANIE PIENIĄDZE
D
DANUTA DOMAGAŁA
JESZCZE JEDNO WIADOMO ZE LEKARZ BĘDZIE BRONIŁ LEKARZA A NIE PACJENTA ,W SUMIE LECZĘ SIĘ OD DAWNA MIĘDZY INNYMI W SZPITALU NA UL. LUTYCKIEJ ,NA ONKOLOGI .NA PRZYBYSZEWSKIEGO I NIKOMU NIE PRZESZKADZAŁO ŻE GŁOŚNO MÓWIŁAM ALE Z TAKIM ZACHOWANIEM LEKARZA SPOTKAŁAM SIĘ PIERWSZY RAZ I MYŚLĘ ZE OSTATNI
D
DANUTA DOMAGAŁA
A PRZEDE WSZYSTKIM JAK PANI LEKARKA NAZWAŁA LEKARZA Z POGOTOWIA OD KTÓREGO MIAŁAM SKIEROWANIE DO SZPITALA (MNIE NIE INTERESUJE CO JAKIŚ TAM LEKARZ NAPISAŁ ),CO TO ZNACZY JAKIŚ TAM LEKARZ TAKI SAM LEKARZ JAK PANI LEKARKA BO JESZCZE NIE PANI DOKTOR ,
D
DANUTA DOMAGAŁA
NIE MA ODDZIAŁU RATUNKOWEGO ALE JEST IZBA PRZYJĘĆ INTERNISTYCZNA I TAM WŁAŚNIE ZOSTAŁAM PRZYJĘTA OD RAZU PRZEZ PANA DOKTORA .
D
DANUTA DOMAGAŁA
BARDZO PRZEPRASZAM PO WEJŚCIU NA SOR POWIEDZIAŁAM PANI DOKTOR ZE PO DRUGIM ANTYBIOTYKU SIĘ GORZEJ CZUJĘ I POWIEDZIAŁAM ŻE TU MAM SKIEROWANIE Z POGOTOWIA I PAN DOKTOR NAPISAŁ O CO CHODZI A PANI DOKTOR ODPOWIEDZIAŁ ZE JĄ TO NIE INTERESUJE CO JAKIŚ LEKARZ TAM NAPISAŁ ,MYŚLAŁAM ŻE PO TO MIAŁAM SKIEROWANIE ŻEBY JE POKAZAĆ LEKARZOWI W SZPITALU WYSZŁO INACZEJ ,NIKOGO NIE OBRAŻAŁAM (JEŻELI GŁOŚNO MÓWIŁAM TO NIE MOJA WINA ,JESTEM PO OPERACJI NOWOTWORU ZŁOŚLIWEGO TARCZYCY I MAM ZMIENIONY GŁOS ALE TO CHYBA NIE UPOWAŻNIAŁO PANI DOKTOR DO TAKIEGO ZACHOWANIA
D
DANUTA DOMAGAŁA
nie zapalenie płuc tylko podejrzenie o zapalenie płuc bo tak było napisane przez lekarza z pogotowia który skierował mnie do szpitala ponieważ po 8 dniach brania antybiotyku nie było poprawy a ja byłam tylko pacjentem ,P O Ch P leczę od 10 lat u pulmonologa i wiem co to jest za choroba .myślę ze każdy po usłyszenie przez lekarza że nie musi mnie przyjąć zdenerwował by się ,ja po usłyszeniu tych słów od pani doktor poprosiłam o nazwisko i wyszłam ,w RASZEI PAN DOKTOR NAJPIERW PRZECZYTAŁ SKIEROWANIE A POTEM PYTAŁ CO SIĘ DZIEJE ALE OD RAZU PODAŁ LEK I POJĄŁ LECZENIE
..
Powinna wejść na odział wyrzucić innego pacjent i położyć się na jego miejscu. Przecież ma prawo do leczenia w szpitalu. Oczywiście od razu zadzwonić do TVN-u i Polsatu ze skarga że jest chora
Dodaj ogłoszenie