WYBORY W PZPN. Podlaski Duch Puszczy nocą raczej nie wyparuje. Utrzyma się do głosowania, a i potem nikt nie będzie wybrzydzał [ROZMOWA]

Adam Godlewski
Adam Godlewski
Kazimierz Greń wygrywał wybory w PZPN dla Michała Listkiewicza, Grzegorza Laty i Zbigniewa Bońka. Teraz przestrzega nowe władze przed zaniechaniem audytu i przyznaniem tytułu prezesa honorowego Zibiemu. Prognozuje, że Boniek szybciej niż później zechce wrócić na fotel prezesa związku...
Kazimierz Greń wygrywał wybory w PZPN dla Michała Listkiewicza, Grzegorza Laty i Zbigniewa Bońka. Teraz przestrzega nowe władze przed zaniechaniem audytu i przyznaniem tytułu prezesa honorowego Zibiemu. Prognozuje, że Boniek szybciej niż później zechce wrócić na fotel prezesa związku... fot. wojciech barczynski/polska press
Kazimierz Greń wygrywał wybory w PZPN dla Michała Listkiewicza, Grzegorza Laty i Zbigniewa Bońka. Teraz ocenia kończącą się kampanię. I nie pozostawia wątpliwości, że Marek Koźmiński zachowywał się tak, jakby wybory miały wygrać się same. Nie ukrywa przy tym, że o tajniki strategii dopytywał go - zresztą już pięć lat temu, w dniu poprzedniej elekcji - Cezary Kulesza. Były podkarpacki baron przypomina poprzednie batalie o prezesurę, doradza nowemu prezesowi; namawia do audytu, przestrzega natomiast przed przyznaniem Zbigniewowi Bońkowi tytułu prezesa honorowego. I zapowiada wydanie książki o tajemnicach wyborów i zakulisowej historii PZPN.

Jak pan ocenia kampanię przed wyborami w PZPN?

Była wyjątkowo spokojna, zresztą wysiłki Marka Koźmińskiego, aby zostać prezesem związku trudno było dostrzec. Zatem albo był tak dyskretny, albo sądził, że wybory wygrają się same. Z kolei ta Cezarego Kuleszy wydaje się przeprowadzona bezbłędnie. Do tego stopnia, że już przed weekendem spotkali się z nim Radosław Michalski i Eugeniusz „Łukaszenka” Nowak, a więc wojewódzcy baronowie, który stanowili matecznik Koźmińskiego. I skoro zadeklarowali chęć współpracy z Kuleszą w nowym zarządzie PZPN, to oznacza, że konkurent wywiesił białą flagę już kilka dni przed zjazdem.

Kiedy Kulesza rozpoczął swą - jak się wydaje - zwycięską kampanię?

Oceniam, że w dniu wyboru Zbigniewa Bońka na drugą kadencję, w październiku 2016 roku. Czarek zadzwonił wówczas do mnie, i zdał szczegółową relację z przebiegu zjazdu. Nie omieszkał wspomnieć, że ustępujący teraz prezes miał wręcz toczyć pianę z tego powodu, że Kuleszę poparło aż 103 ze 107 głosujących, a jego tylko 99 ze 115. Czyli wyraźniej mniej. Myślę, że to właśnie wówczas - gdy ja byłem w Barcelonie na urlopie, - podjął decyzję o kandydowaniu. Gdyż już wówczas zwietrzył szansę. Gadaliśmy prawie godzinę. Bynajmniej nie o Wiśle i przemyśle. Dopytywał, gdzie i od czego zaczynałem kampanię Grzegorza Laty, i co jest istotne w walce o głosy. Muszę powiedzieć, że pamięć musi mieć nie od parady; przyglądając się z boku jego poczynaniom w ostatnich latach, widziałem sporo, naprawdę dużo… nawiązań do tamtej rozmowy.

Kulesza zmienił się od czasu, gdy 13 lat temu zabiegał pan o jego głos dla Laty?

Na pewno dojrzał, zbudował pozycję, wyciągnął wiele wniosków. O ile dobrze pamiętam, Kulesza wsparł wówczas Grzegorza nie tylko dobrym słowem i głosami Jagiellonii, ale także finansowo. OK., pobiesiadowali wówczas konkretnie, w pewnym momencie mieli nawet pomysł, że urządzą… wyścig na 60 metrów, aby przekonać się, kto jest szybszy, ale już wówczas widziałem, że Czarek ma pomysł na siebie. Wówczas chciał odgrywać jedną z kluczowych ról w naszej piłce klubowej i miał plan doprowadzenia Jagi do sukcesów. O PZPN jeszcze nawet nie myślał. Skoncentrował się na pracy w białostockim klubie, z którym osiągnął sukcesy. Prawda jest taka, że jako współwłaściciel klubu osiągnął z pięć razy więcej - pracując w małym ośrodku bez dużych tradycji - niż Boniek i Koźmiński w takich rolach razem wzięci. A przecież Widzew i Górnik Zabrze, którymi władali, to wielkie marki.

Sugeruje pan, że może być także lepszym prezesem PZPN od Bońka?

Najpierw musi wygrać, z oficjalnym ogłoszeniem zwycięzcy wyborów poczekajmy do środy. A gdy już to osiągnie - musi wreszcie pokazać ekipę, z którą zechce zmieniać polski futbol. I pomysł na reformy. Boniek był despotą, rządził związkiem autorytarnie, kilkukrotnie na początku pierwszej kadencji - której beze mnie nie udałoby mu się rozpocząć, bo nie wygrałby wyborów - musiałem go upominać na zarządach, że podczas głosowań powinien zadawać pytanie, nie tylko kto jest za, ale też kto się wstrzymał i jest przeciw. Notorycznie bowiem o tym zapominał. Zarząd nie miał nic do gadania, spodziewam się zatem, że u pracowników związku także zabijał kreatywność. Zatem mądrość nowego prezesa będzie polegała nie tylko na tym, żeby otoczyć się fachowcami i czerpać z ich potencjału, ale także zrobić generalny przegląd obecnych kadr. Spodziewam się, że w PZPN jest teraz sporo ludzi z grupy BMW, to znaczy biernych, miernych, ale wiernych, którzy mogą nie być lojalni wobec nowego szefa. Zresztą, nie zapominajmy o tym, że kiedy szliśmy z Bońkiem po wygraną w 2012 roku, na sztandarach mieliśmy wypisane hasło walki z nepotyzmem. A potem w związku zatrudnienie znalazł brat Janusza Basałaja, zaś w pewnym momencie jednym z podstawowych kooperantów PZPN stała się firma Mikrotel należąca do Romualda Bońka. Takie i podobne sprawy trzeba powyjaśniać i poczyścić. Piłkarska federacja wreszcie powinna zacząć działać transparentnie. Kiedy pytałem Bońka w latach 2012-14 kogo desygnował do komisji UEFA, niezmiennie odpowiadał pytaniem: - A co cię to obchodzi? Mam nadzieję, że wraz z nim takie podejście zniknie ze związku. Na zawsze.

Od czego powinien zacząć nowy prezes?

Od audytu! Zresztą, jeśli chce dotrwać na stanowisku do końca kadencji - nie ma innego wyboru. Przecież nieprzypadko CBA wchodziło aż dwukrotnie do siedziby PZPN i związków regionalnych, w 2020 i 2021 roku. Zatem jeśli nowy prezes nie chce mieć wspólnego z ewentualnymi nieprawidłowościami lub nadużyciami, musi nie tylko zrobić, ale i publicznie pokazać bilans otwarcia. A w zasadzie nie on, tylko biegły rewident, który będzie działał na wniosek nowego przewodniczącego Komisji Rewizyjnej. W tym akurat aspekcie Boniek dał dobry przykład 9 lat temu. Już na dzień dobry zobligował Komisję Rewizyjną do zatrudnienia renomowanego audytora i publicznie pokazywano trupy wypadające z szafy. W sensie - nie osobiście prezes, tylko poszczególne departamenty i komisje. Z miejsca ujawniono, ile jest do posprzątania, a na przykład głośną sprawą zakupu działki przez PZPN zajęły się państwowe służby, przesłuchania objęły kilkadziesiąt osób. A skoro tak, to teraz powinien być to już standard. Otoczenie następcy Bońka nie tylko powinno, ale ma wręcz obowiązek pokazać, ile - i co konkretnie - do posprzątania będzie po Bońku. Z góry zakładam, że może być sporo, przecież stu kilkudziesięciu funkcjonariuszy CBA nie przyszło do siedziby federacji i związków regionalnych na kawę.

Co pan - działacz, który ma w CV wybór aż trzech prezesów PZPN - sprawdzałby w pierwszej kolejności?

Kontrakty reklamowe, te najwyższe. Fajnie, że związek podpisywał wysokie umowy, ale warto, aby opinia publiczna dowiedziała się ile od - na przykład - 20-milionowej umowy wziął pośrednik. I kto nim był, do kogo docelowo trafiły 2, czy 3 miliony prowizji. I jakiego rzędu środki przepływały zwłaszcza w ostatnich dwóch latach, z PZPN poprzez SportFive do Mikrotelu. Zainteresowałbym się również, jak wyglądały przelewy finansowe do mediów, i które tytuły, ewentualnie autorzy, czerpały największe korzyści ze współpracy z największym związkiem sportowym w Polsce. I na jakich zasadach.

Zarząd PZPN podjął uchwałę, aby walne zgromadzenie przyznało Bońkowi tytuł prezesa honorowego…

…co miałoby zakneblować nowego prezesa, ewentualnie odebrać mu ochotę do przeprowadzenia audytu. Na miejscu Kuleszy, który jak zakładam wygra wybory, nie spieszyłbym się z nadawaniem tytułów honorowych. Boniek nigdzie nie ucieka, jest wiceprezydentem UEFA - a w mojej ocenie szybciej niż później zechce wrócić na funkcję prezesa PZPN - więc spokojnie można się wstrzymać z nagrodzeniem go w ten sposób do czasu zamknięcia postępowania przez CBA. Przecież zasług, jeśli takie miał - choć zdania na ten temat są podzielone - nikt Bońkowi nie odbierze, i zawsze będzie można wrócić do tego zagadnienia przy okazji kolejnego walnego zgromadzenia PZPN. Uważam, że nowy prezes związku ma wręcz obowiązek wstrzymać się z nadaniem miana prezesa honorowego swemu poprzednikowi. W przeciwnym wypadku ryzykuje wpędzenie się w wizerunkowe kłopoty.

Które wybory, spośród wygranych przez pana, były najtrudniejsze?

W 2012 roku, z uwagi na mocną ingerencję dwóch zwalczających się frakcji Platformy Obywatelskiej. W 2004 roku załatwiłem Michałowi Listkiewiczowi sprawę jedną rozmową, z Antonim Piechniczkiem. Były selekcjoner dostał propozycję objęcia etatowej posady wiceprezesa ds. szkolenia i porzucił plany rzucenia rękawicy ówczesnemu szefowi związku. W 2008 spory kawał roboty, choć oczywiście niecałą, odwalił za mnie… Hryhorij Surkis, wysłannik szefa UEFA Michela Platiniego, który w tak chamski sposób lansował w kuluarach kandydaturę Bońka, że nawet gdybyśmy nie osiągnęli wcześniej przewagi, a to zrobiliśmy, i tak by go spalił.

Wróćmy zatem do roku 2012. Dlaczego były specyficzne?

Cóż, walczyli Roman Kosecki i Boniek, ale za ich plecami stali ówcześni liderzy PO, to była także rozgrywka między Donaldem Tuskiem i Grzegorzem Schetyną. Jeden z tych dwóch silnych wówczas polityków dzwonił nawet o 2 w nocy do kolegi, z którym prowadziłem kampanię Zibiego. Aby sprawdzić, czy konkurencja, do której zostaliśmy zaproszeni na cygaro o tak nietypowej porze, nie zdołała nas do siebie przekonać. Proszę darować, ale więcej teraz nie ujawnię. Szczegóły i nieznane kulisy czterech kampanii wyborczych do PZPN i czterech kadencji, również dramatyczne, opisałem w książce, która powinna ukazać się przed Bożym Narodzeniem.

Spodziewa się pan, że futbolowi wyborcy nadal mogą być… przewrotni?

- Nie sądzę, żeby w tym roku w noc przedwyborczą cokolwiek miało się zmienić. Co nie oznacza, że nie trzeba uważać, gdyż środowisko piłkarskie jest chwiejne. Nawet mając 80 potencjalnych głosów w portfelu, nie zasypiałbym gruszek w popiele - twierdzi największy w kraju specjalista od wyborów prezesa PZPN Kazimierz Greń, który w CV ma pomoc w uzyskaniu tej funkcji Michałowi Listkiewiczowi (na drugą kadencję), Grzegorzowi Lacie oraz Bońkowi (na pierwszą kadencję). - Pamiętam, że w 2008 roku, gdy prowadziłem zwycięską kampanię Laty, ostatniej nocy uciekło nam około 10 głosów. To znaczy taka była różnica między moimi wyliczeniami a ostatecznym wynikiem pierwszej tury. Zatem tak liczna grupa delegatów mogła od początku grać na dwa fronty albo została przechwycona w ostatnim momencie. Choć wydawało mi się, że panuję nad sytuacją, a w kuluarach pilnowałem naszych interesów do piątej nad ranem.

Był pan świetnym rozgrywającym w kampaniach i zna kulisy przedwyborczych nocy jak pewnie nikt inny. Na temat zachowań delegatów w tym momencie krążą legendy. Spodziewa się pan także w tym roku rozmaitych atrakcji?

- Zakładam, że będzie wesoło, nawet bardzo. Mimo że od moich pierwszych wyborów prezesa PZPN upłynęło 17 lat, a wtedy prowadziłem nawet zjazd, to delegaci nadal przyjeżdżają przede wszystkim po to, żeby popić i pogadać o piłce. Jestem niepijący, już od ponad 20 lat, więc z troszeczkę innej perspektywy niż większość głosujących patrzyłem na te ostatnie przedwyborcze noce. I harce. Już po ćwiartce większość delegatów jest najmądrzejsza i ma najlepsze pomysły na uzdrowienie polskiego futbolu. W tym roku powinno być identycznie. Różnica, jak zakładam, będzie dotyczyła tylko preferowanych trunków. W latach minionych niektórzy krzywili się na białą wódkę, nie brakowało koneserów whisky czy koniaku, natomiast teraz wszystkim powinien smakować podlaski Duch Puszczy. Spodziewam się dostawy całego kontenera i byłbym zdziwiony, gdyby przez najbliższe lata ktokolwiek krzywił się na ten alkoholowy smakołyk. A nawet jeśli, to nie wyobrażam sobie nawet, żeby wspomniany podlaski duch wyparował z delegatów od przedwyborczej nocy do momentu oddania głosów...

Rozmawiał Adam GODLEWSKI

Mistrz Błachowicz liczy na nokaut!

Wideo

Materiał oryginalny: WYBORY W PZPN. Podlaski Duch Puszczy nocą raczej nie wyparuje. Utrzyma się do głosowania, a i potem nikt nie będzie wybrzydzał [ROZMOWA] - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Przekaż Kaźmnierz pozdrowienia Nineczce.
Dodaj ogłoszenie