Nowa odsłona afery gruntowej. Pożyczyli pieniądze i stracili dom. Notariuszka z Trzcianki oskarżona o udział w oszustwie

Monika Kaczyńska
Monika Kaczyńska
Sąd oceni, czy państwo Tecław zostali oszukani i czy notariuszka brała w tym procederze czynny udział.
Sąd oceni, czy państwo Tecław zostali oszukani i czy notariuszka brała w tym procederze czynny udział. Wojciech Matusik/polskapress
Pożyczyli pieniądze i stracili dach nad głową - taki los spotkał co najmniej kilka rodzin z okolic Szamotuł. Sprawa karna udzielającego trefnych „pożyczek” jest w toku. Teraz da sądu trafił akt oskarżenia przeciwko notariuszce z Trzcianki, która brała udział w procederze.

Państwo Krystyna i Jerzy Tecławowie od dziesięciu lat tułają się po wynajmowanych pokojach. Dach nad głową - dom w Kopaninie stracili, bo chcieli pożyczyć 30 tys. między innymi na remont dachu. Nieruchomość warta zgodnie z wyceną rzeczoznawcy blisko 150 tys. zł zmieniła właściciela już w kilka miesięcy po udzieleniu pożyczki. Państwo Tecław nie zobaczyli ani grosza.

Czytaj także

Dobrodziej z ogłoszenia

W 2010 roku, gdy sprawa ma swój początek, państwo Krystyna i Jerzy Tecławowie mieszkali w Kopaninie, w domu odziedziczonym przez panią Krystynę po rodzicach, którzy wcześniej prowadzili tam gospodarstwo. Państwo Tecław stopniowo sprzedawali kolejne, wchodzące w jego skład grunty, imali się także dorywczych zajęć. To wystarczało im na bieżące utrzymanie, jednak w 2010 roku, i oni, i ich dorosły, gospodarujący samodzielnie syn, mieli większe wydatki.

Państwo Tecaław postanowili więc zaciągnąć pod zastaw domu pożyczkę w banku. W tym celu została wykonana wycena nieruchomości przez rzeczoznawcę, opiewająca na 148 tys. zł. Bank jednak pożyczki odmówił. Między innymi dlatego, że Tecławowie mieli już inne długi w różnych instytucjach. - Ogłoszenie o pożyczkach znalazłam w gazecie - mówi Krystyna Tecław. - Zadzwoniłam. Przyjechał pan W. Umówiłam się z nim, że pożyczymy 30 tys. i będziemy spłacać w ratach po 500 zł. Dał mi numer telefonu i kazał zadzwonić, żeby umówić się na podpisanie umowy. Miałam powiedzieć, że umowa ma być na 60 tysięcy - relacjonuje.

Różnica w kwocie, którą miała pożyczyć, a tą, która miała figurować w akcie notarialnym zaniepokoiła kobietę, ale W. wyjaśnił jej, że to jedynie zabezpieczenie na wypadek braku spłaty. Uwierzyła. Do podpisania umowy, w formie aktu notarialnego, doszło w styczniu 2011 roku.

Czytaj także

Tyle, że nie była to umowa pożyczki, zabezpieczonej nieruchomością, a umowa przeniesienia własności. Innymi słowy W. w zamian za przekazanie Tecławom 55 tys. zł został właścicielem ich domu, zobowiązując się jednocześnie, że „odda” im nieruchomość, gdy spłacą wszystkie raty, każda po 2500 zł.

W. twierdzi, że przekazał Tecławom 55 tys. zł - 30 tys. zł w kancelarii notarialnej, kolejne 25 tys. miał przywieźć im do domu. Tecławowie twierdzą, że nic ponad 30 tys. zł nie dostali i mimo zapisów w akcie notarialnym, do końca byli przekonani, że jedyne do czego są zobowiązani to zapłata 30 tys. podzielonych na raty po 500 zł.

Prokuratura uwierzyła w tę wersję. bo zarzuciła W. , że od początku miał zamiar Tecławów oszukać i doprowadził Tecławów do niekorzystnego rozporządzenia mieniem (czyli przekazania mu prawa własności domu), wprowadziwszy ich w błąd co do tego, ile faktycznie wynosi pożyczka. jakie są miesięczne raty, a także jakie są faktycznie skutki prawne aktu notarialnego, który podpisali. Sprawa karna na podstawie tego aktu oskarżenie toczy się przed Sądem Rejonowym w Szamotułach.

Pokrzywdzona nie byłaby w stanie zrozumieć żadnego aktu prawnego, ani gdyby go samodzielnie przeczytała, ani po wysłuchaniu jego treści - napisała w opinii biegła psycholog

Bez dachu nad głową

Tym niemniej w 2011 roku Tecławowie zaczęli spłacać pożyczkę w uzgodnionych wcześniej ratach po 500 zł. Szybko okazało się jednak, że W. oczekuje spłat takich, jak te zapisane w akcie notarialnym. Na to żadną miarą nie było Tecławów stać. Przestali spłacać pożyczkę. Jeszcze w tym samym roku na ich podwórzu pojawił się mężczyzna, który kazał się im wyprowadzić. Zobaczyli go wtedy po raz pierwszy. - Spytałam go z jakiej racji, skoro to moje - opowiada Krystyna Tecław. - On powiedział mi, że nie, że nie spłacaliśmy pożyczki i to teraz jego. Jeśli nie wyniesiemy się dobrowolnie, załatwi to inaczej.

Jak twierdzi mężczyzna nie przedstawił się, nie wylegitymował, nie pokazał żadnych dokumentów. Nie zrobił tego także później, między innymi wtedy, gdy przekazywał im pieniądze na dwumiesięczny wynajem mieszkania.

Kim był tajemniczy mężczyzna? To szwagier W., któremu ten sprzedał dom, z liczącą ponad 1000 m kw. działką za 80 tys. zł. Po doliczeniu do 60 tys. zł pożyczki wraz z odsetkami z aktu oraz 40 proc. kosztów rzekomego odzyskiwania długów nie zostało nic.

Szwagier W. zresztą nigdy w kupionym domu nie zamieszkał. Po kilkunastu miesiącach sprzedał go po cenie rynkowej innym osobom.

Czytaj także

Mimo dramatycznej sytuacji, w jakiej znaleźli się państwo Tecławowie oraz przekonania, że zostali oszukani przez siedem lat nie zwrócili się o pomoc do żadnej instytucji. Nie zawiadomili policji, prokuratury, nie szukali pomocy w gminie czy w parafii. Dopiero w 2017 roku, ich sąsiad, także zresztą ofiara oszustwa, poprosił swojego pełnomocnika, by spróbował Tecławom pomóc. Radca prawny Robert Dakowski złożył doniesienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Dlaczego tak się stało? Bo ani pani Krystynie, ani panu Jerzemu nie przyszło do głowy, żeby szukać pomocy. Co więcej nie wiedzieli w ogóle do kogo mieliby się zwrócić. - Skończyłam tylko osiem klas - mówi pani Krystyna. - Martwiłam się, że wszystko było na mnie, a przecież chciałam dobrze. Pan Jerzy zakończył edukację na 4 klasie szkoły podstawowej. Później został zwolniony z obowiązku szkolnego.

Nieruchomościowa ośmiornica

Badając sprawę, policja i prokuratura odkryły, że w okolicach Szamotuł bliźniaczo podobnych spraw jest co najmniej kilka. W obu powtarzają się dwa nazwiska - pożyczkodawcy W. i notariuszki z Trzcianki.

Jej także prokuratura zdecydowała się postawić zarzuty. W sprawie państwa Tecławów podstawowym problem jest to, że dopuściła do podpisania aktu notarialnego, mimo, że zdaniem biegłych Tecławowie nie byli w stanie zrozumieć jego treści, nie mówiąc już o konsekwencjach. Biegli psychologowie i psychiatrzy podkreślali, że niepełnosprawność intelektualna obojga małżonków, która sprawiła, że faktycznie nie wiedzieli co podpisują i jakie będą tego skutki, rzucała się w oczy.

Czytaj także

„Nie trzeba mieć kompetencji w ani doświadczenia w zawodzie psychologa lub pokrewnych, żeby stwierdzić już w pierwszym kontakcie, że Krystyna Tecław jest osobą naiwną, życiowo nieporadną, ufną o bardzo niskiej świadomości społecznej (...), zasobie wiedzy i niskiej zdolności przewidywania konsekwencji” napisała w opinii biegła psycholog i dodała, że z tych właśnie powodów nie była w stanie zrozumieć żadnego aktu prawnego czy umowy.

- Chcę podkreślić, że gdyby notariuszka rzetelnie wypełniła swoje obowiązki, nie mogłoby dojść do podpisania tego aktu notarialnego, który spowodował, że moi klienci dziś skazani są na tułaczkę - mówi Robert Dakowski, reprezentujący Tecławów. - Liczę, że w końcu sprawiedliwość zatriumfuje.

Sąsiedzi już tacy są... Zobacz najlepsze memy i demotywatory...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie