reklama

Paul McCartney w Polsce. Przeczytaj relację z 2010 roku! [ZDJĘCIA]

Marcin Kostaszuk
Marcin Kostaszuk
Zaktualizowano 
Paul McCartney Archiwum Stanisława Orzechowskiego
Legendarny członek The Beatles wybiera się w trasę koncertową - m.in. po krajach, do których nie zawitał jeszcze nigdy. 22 czerwca Paul McCartney zagra na Stadionie Narodowym w Warszawie. Przeczytaj relację czytelnika "Głosu" z koncertu sprzed trzech lat!

McCartney przyjedzie do Polski w ramach trasy "Out There!". Według zapowiedzi firmy Live Nation zaspiewa i zagra piosenki
z całego okresu swej kariery: od beatlesowskich superhitów, przez zagrania z grupę Wings i kompozycje z albumów solowych.

Bilety pojawią się w sprzedaży w piątek 22 marca o godzinie 10 na portalu www.LiveNation.pl. Ceny: od 242 do 1100 złotych.

Jak Paul McCartney wypada na koncertach? Przeczytaj relację czytelnika "Głosu" Stanisława Orzechowskiego z koncertu, który odbył się w Dublinie 12 kwietnia 2012 roku!

Nigdy nie robię postanowień noworocznych, ale w tym roku było inaczej. Postanowiłem sobie, że jeśli Sir Paul McCartney zagra znów w Europie to ja tam będę i słowa dotrzymałem. Poleciałem do Dublina, gdzie 12 czerwca McCartney rozpoczął europejską część trasy "Up And Coming Tour". Przed wyjazdem było sporo stresu, czy islandzki wulkan nie zniweczy moich planów, ale na szczęście tak się nie stało.

18 czerwca Sir Paul McCartney skończył 68 lat. Niejeden w jego wieku marzy już tylko o ciepłych kapciach i wygodnym fotelu, a on pełen energii corocznie rusza w nową trasę. Granie jak sam mówi, sprawia mu wciąż olbrzymią radość, a my fani jesteśmy mu wdzięczni za te cudowne chwile wzruszeń jakich nam dostarcza. Publiczność zgromadzona na stadionie o urodzinach idola nie zapomniała . "Happy birthday to you" zabrzmiało z tysięcy gardeł.

Po jednym z koncertów przeczytałem w internecie wypowiedź bardzo młodej dziewczyny:

"I ja byłam na koncercie i nie mam zamiaru pisać, że było wspaniale, bo wszyscy to wiedzą. Powiem tylko, że byłam po prostu zahipnotyzowana atmosferą, jaką Paul wokół siebie wytwarza. Nie mogłam oderwać wzroku od innych fanów, bo tak wspaniale było patrzeć na ludzi, którzy są szczęśliwi z tego samego powodu co ja. "

Na koncertach panuje magiczna atmosfera - Paul przenosi słuchaczy w jakiś inny wymiar i potwierdzają to wszyscy, którzy mieli okazję widzieć i słuchać Beatlesa na żywo. Jest radość i jakże często łzy wzruszenia.

Irlandzka RDS Arena pomieściła (jak podała miejscowa prasa) około 40 tysięcy fanów. Byliśmy z Dorotą szczęśliwcami, którzy stali pod samą sceną.
Przed nami była już tylko barierka, 2 metry wolnej przestrzeni, czterech ochroniarzy i pudło sceny. To był mój szósty koncert Sir Paula, ale przecież nic się nie zmieniło - za każdym razem to samo - adrenalina i olbrzymia radość kiedy McCartney wychodzi na scenę.
Jest, już go widzimy. Na stadionie olbrzymi aplauz. Ci co są daleko mogą obserwować koncert na dwóch olbrzymich telebimach - po obu stronach sceny. Paul z uniesioną ręką przechadza się wzdłuż sceny. Pozdrawia publiczność. Rozpoczyna koncert składanką "Venus And Mars", "Rock Show" i "Jet". Tak bardzo czekałem na te dwa pierwsze utwory z mojej ukochanej płyty. Pierwszy raz słyszę je na żywo. Trochę rozprasza mnie aparat, którym filmuję, ale chcę mieć własną pamiątkę z tego koncertu. "Hello Dublin!" - tak Paul wita się z publicznością i przypomina, że ostatnio grał tu w grudniu zeszłego roku. Publiczność bardzo żywiołowo reaguje - każdy utwór jest rozpoznawany po pierwszych taktach. Paul śpiewa i gra, ale równocześnie uważnie obserwuje fanów w pierwszych rzędach. Ma takie wyraziste, ciepłe spojrzenie. W sumie tego wieczoru zagra 37 utworów.

Przewaga to skomponowane przez niego "hiciory" z beatlesowskich czasów, reszta to nie mniej popularne utwory z jego solowej kariery.Wyjątek stanowiły kompozycje kolegów z The Beatles: medley "A Day In The Life / Give Peace A Chance" poświęcony zastrzelonemu Johnowi Lennonowi oraz "Something" dla nieżyjącego George Harrisona.

Paul ma świetny kontakt z publicznością. Pyta nas, czy wiemy, że parę dni temu był w Białym Domu gościem prezydenta Obamy. Stadion mu odpowiada "Oh yes". Sir Paul McCartney jest pierwszym cudzoziemcem, który otrzymał Nagrodę Gershwina przyznawaną przez Bibliotekę Kongresu USA.

Mamy na sobie koncertowe t-shirty, ale wieczór jest dość zimny i zmuszeni jesteśmy ubrać coś cieplejszego. Chłód jest rzeczywiście dość nieprzyjemny, ale pozytywna energia jaka otrzymujemy porcjami z każdą chwilą trwania koncertu pozwala zapomnieć o tej małej niedogodności.

Od 2002 roku Paul ma ten sam zespół towarzyszący. Gitarzyści: Brian Ray i Rusty Anderson, klawiszowiec Paul "Wix: Wickens oraz perkusista Abe Laboriel Jr. Muzycy towarzyszący Paulowi to liga światowa. Wszystko brzmi czysto i perfekcyjnie i oczywiście bardzo, bardzo głośno.

Paul gra miedzy innymi "Band On The Run", "The Long And Winding Road", "Back In The USSR", "Eleanor Rigby", "Let It Be" oraz "Ob-La-Di, Ob-La-Da".Za te ostatnią piosenkę Beatlesi kiedyś przeprosili fanów, że niby nagrali takiego knota. Utwór ma rzeczywiście prościutką linię melodyczną, ale jest bardzo miły i Paul otrzymuje olbrzymią porcję braw. Ja do dziś nie rozumiem, za co wtedy John przepraszał :)

Powoli robi się ciemno, ochroniarze pod sceną wkładają zatyczki do uszu - to znak, że czas na najbardziej widowiskowy utwór. "Live And Let Die" - to wielki przebój skomponowany do jednego z odcinków o Jamesie Bondzie. Scena płonie - autentycznie - co rusz odpalane są olbrzymie słupy ognia, wybuchają petardy i fajerwerki. Paul szaleje na fortepianie, Rusty pada udając trafionego, a publiczność nie może ochłonąć z zachwytu. Paul uśmiechnięty podnosi się za fortepianu gestykulując, że jego serce kiedyś tego nie wytrzyma.
Jakże nieporównywalne są niegdysiejsze występy The Beatles i obecne McCartney'a. Wtedy koncert trwał około 25 minut, a publiczność wyła niemiłosiernie tak, że muzycy na scenie nawzajem się nie słyszeli. Obecne Paul daje prawie 3 godzinny wystep i praktycznie nie schodzi ze sceny.

I pomyśleć, że od rozpadu zespołu The Beatles minęło 40 lat, a beatlemania ma się całkiem dobrze.

Wracajmy na koncert. Teraz czas na "Hey Jude". Na scenie pojawia się magic piano i Paul zaczyna parominutowy utwór. Muzyk wstaje od instrumentu, ale publiczność śpiewa dalej "na, na, na hey Jude". Paul staje na brzegu sceny i dyryguje tym 40-to tysięcznym chórem. "Teraz tylko panie" mówi Paul i rzeczywiście słychać tylko żeńskie głosy, "a teraz panowie" i panowie ochoczo intonują melodię, a potem na komendę Paula znów odzywają się wszyscy, a on dobiega do fortepianu i brawurowo kończy utwór. W tym czasie kamera nie jest skierowana na McCartney'a i pozostałych muzyków, ale na publiczność i olbrzymie telebimy pokazują rozśpiewane twarze. Publiczność nagradza zespół niekończącymi się brawami.

Na ekranie co rusz pojawia się olbrzymie serce z napisem "I love you Paul" i z drugiej "Come to Poland" Cały stadion to widzi, a Paul ze sceny oczywiście przez cały koncert - to sprawka Doroty.

Tu muszę się cofnąć do grudnia zeszłego roku. Pierwszy raz z olbrzymim serduchem Dorota była pod sceną w Berlinie. Paul ją widział i puszczał do niej oczka. Kiedy dwa tygodnie później znów zobaczył ją wychodząc na scenę w Kolonii, na moment przystanął. Tak gdzieś w połowie koncertu powiedział: "Czeszcz. Pod sceną mamy dziewczynę z Polski. Czeszcz, czy ja dobrze wymawiam? To jedyne słowo jakie znam po polsku" I jakby w odpowiedzi na "I love you Paul" zaczął śpiewać "And I Love Her", czyli "I ja ją kocham"

Koncert powoli zbliża się do końca. Paul śpiewa jeszcze "Lady Madonna", "Get Back", "Yesterday", "Helter Skelter". Dorota jest coraz bardziej nerwowa - ma dla Sir Paula pluszowego misia - oczywiście z repliką dużego serca i paroma osobistymi słowami podziękowania za radość jaką czerpie z jego muzyki. Ale jak dostarczyć Paulowi miśka na scenę? Błagalnym wzrokiem patrzy na kogoś z ekipy, kto stoi z boku sceny. Ten pan ją pamięta z wcześniejszych koncertów , rozumie o co prosi i gestem pokazuje O.K.

Paul zaczyna grać ostatnie dwa kawałki - medley "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band /The End" i kiedy kończy - uprzejmy pan z ekipy podchodzi do Doroty, bierze miśka, powoli zbliża się do McCartney'a i rzuca mu maskotkę. Paul z uśmiechem odbiera prezent i ogląda mini serduszko. Już doskonale wie od kogo ten prezent. Unosi miśka wysoko w górę, pokazuje do kamery. A już na drugi dzień zdjęcie obiega wszystkie beatlesowskie portale.

Teraz już tylko czas na pożegnanie. Z ust Paula pada tradycyjne "See you next time" i Paul znika ze sceny. Armatki zasypują nas śniegiem confetti. Nie mija pięć minut jak ekipa techniczna zaczyna demontować sprzęt nagłaśniający, a my nadal nie możemy ochłonąć. Kładziemy się spać dobrze po pierwszej, a o czwartej rano niestety pobudka, bo na piątą mamy zamówioną taksówkę na lotnisko.

To jeszcze nie koniec miłych wspomnień. Dzień przed koncertem poszliśmy na spacer zobaczyć miejsce koncertu. Od jednego z ochroniarzy dowiedzieliśmy się przypadkiem, że Paul przyjedzie wieczorem i zagra soundcheck (próbę koncertową). Czekamy chyba ze 3 godziny, zmarznięci, głodni, ale czekamy. I nagle z zza płotu słyszymy "Coming Up" Paul jest na stadionie - cieszymy się jak dzieci. Słuchamy muzyki i obmyślamy jak go zobaczyć, kiedy będzie opuszczał stadion. Lokalizujemy bramę wyjazdową. Udaje się! Samochód Paula wyjeżdża z bramy stadionu bardzo powoli. Paul macha do nas przez otwarte okno. Nie wierzymy w to co widzimy - od Paula dzielą nas jakieś dwa metry. Stoimy jeszce chwilę i kolejna niespodzianka. Pozostali muzycy Paula wychodzą ze stadionu pieszo. Zatrzymują się, cierpliwie pozwalają na wspólne fotografie. Tajemnica ich spaceru wkrótce się wyjaśnia. Ekskluzywny hotel, w którym mieszkają jest jakieś 100 metrów od bramy stadionu.

To przecież nie sen, to wszystko wydarzyło się naprawdę - zrobione zdjęcia nie kłamią...

Stanisław Orzechowski

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

L
LM

Jak ja Wam zazdroszczę ;)

L
LM

Święte słowa. W końcu to żyjąca legenda.

A
AK

McCartney jest jak Mozart. Nieważne, czy stary, czy młody. To on zawsze jest największą atrakcją. Czy to Olimpiada, czy Diamentowy Jubileusz Brytyjskiej Królowej, to McCartney jest tym, kto zamyka koncert.
beatles.kielce.com.pl

S
Sta

Byłeś na koncercie?
Jeśli nie po się zamknij. Bo ja ostatnio w 2012 i jest dokładnie tak jak w opisanym (moja relacja) artykule powyżej.

M
Madafaka

Teraz na starość przypomniał sobie, że jest taki kraj jak Polska i inne. Dlaczego, bo jest stary i pomału już na zachodzie nie zarobi forsy, więc udaje, że przypomniał sobie o nas. A my temu starcowi już dziękujemy. Mógł przyjechać w czasach PRL-u jak Stonsi.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3