Wilki pod Swarzędzem. Odstrzał bardziej humanitarny niż odłowienie? Wiadomo, że wilki nie mogą dłużej żyć w lasku przy Darzyborskiej

Marta Danielewicz
Marta Danielewicz
Jak to się stało, że niewielki lasek przy ul. Darzyborskiej w Swarzędzu stał się domem wilków, skąd się tam wzięły i dlaczego ich zachowanie tak diametralnie się zmieniło? Odpowiedzi na te pytania przez kilka miesięcy szukali naukowcy i badacze tych zwierząt ze Stowarzyszenia dla Natury „Wilk” pod kierownictwem dr hab. Sabiny Nowak oraz Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Poznaniu. Na zdjęciu wilki z poznańskiego zoo. Łukasz Gdak
Wilki pod Swarzędzem przez kilka lat żyły w spokoju i odosobnieniu. 2020 rok wszystko zmienił. Watahę zaatakował świerzbowiec, las zaczęli tłumnie odwiedzać ludzie, tereny pól zmniejszyły się przez postępującą zabudowę, a dodatkowo po okolicy zaczął grasować także samotny wilk, najprawdopodobniej wychowany przez człowieka. Dziś wydaje się, że dla wilków nie ma ratunku. Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska wydała zgodę na ich odstrzał.

- Jestem dumny z tego, że w mojej okolicy mieszkają. Wszystkim o tym opowiadam i ogromnie mi żal, że została podjęta decyzja o ich odstrzale

- mówi pan Paweł, jeden z mieszkańców wsi Garby.

To właśnie tam, we wsi pod Swarzędzem dochodzi w ostatnich miesiącach do największej eskalacji konfliktu na linii dzikie zwierzę - człowiek.

O obecności wilków w lasku przy ulicy Darzyborskiej, w Swarzędzu, kilka kilometrów od Poznania wiemy przynajmniej od 2018 roku. Wówczas fotopupałpka myśliwego, Macieja Kostucha nagrała watahę pięciu osobników.

Do pewnego czasu przeważały głosy zachwytu, jak pana Pawła. Tych, którzy wilków się realnie obawiali było niewielu.

- Nasze życie z wilkami układało się normalnie od 2018 roku, kiedy pojawiły się pierwsze głosy, że one żyją w naszym lasku. Póki wilki były normalne i zdrowe polowały na dziki i sarny. Widzieliśmy resztki upolowanej zwierzyny, a czasem widzieliśmy i same wilki. One przez tyle czasu nie robiły żadnych szkód w naszym najbliższym otoczeniu, wśród naszych domowników

- opowiada Katarzyna Sobczak, mieszkanka Garbów.

Jak się zachować podczas spotkania z wilkami?

Wilki nie wadziły nikomu. Do czasu

Przez te kilka lat mieszkańcy udokumentowali ich obecność nagrywając filmy, gdy wilki się przemieszczały, robiąc im zdjęcia.

- Wilki przez tyle czasu w ogóle nie interesowały się człowiekiem, zajmowały się sobą. Gdy biegałam po lesie, to miałam wrażenie, że one w ogóle mnie nie widzą, nigdy się za mną nie oglądały, nie zatrzymywały się

- mówi Katarzyna Sobczak.

W ostatnim czasie sytuacja się jednak mocno zmieniła, a głosy, by wilkami się zająć, odłowić je się zwiększyły.

- Wszystko zaczęło się w listopadzie 2020. Zauważyliśmy, że giną nam zwierzęta domowe. Mieliśmy już wtedy potwierdzone dwa przypadki porwań i zagryzień psów domowych przez jakieś zwierzę

- opowiada mieszkanka.

Część mieszkańców Garb nie miała wątpliwości, że to wilki. Od tego czasu ich życie zmieniło się o 180 stopni, a potwierdzonych przypadków ataku na zwierzęta domowe naliczono osiem.

W połowie lutego wilk nawet wdarł się na prywatną posesję i zagryzł psa, na oczach właścicieli.

- Nikt już nie wchodzi do lasu, nie biega, nie puszcza psa luzem. Dzieci w ogóle nie są puszczane, chociaż leśna droga była ich skrótem do szkoły. Boimy się spacerować ze swoimi czworonogami, a nawet w ostatnich dniach obawiamy się nawet o psy na naszych posesjach. Jestem tak zestresowana, gdy idę z moim pupilem na spacer, jak jeszcze wcześniej nie byłam

- mówi Katarzyna Sobczak.

Jej dom mieszkalny od lasu dzieli pole.

- Wciąż natrafiamy na świeże odchody wilków, widzimy, gdzie urzędują. Jeszcze kilka lat temu nie było widać dzików, saren - naturalnego pożywienia dla wilków. Dziś te zwierzęta ponownie wychodzą na pole. Wilki na nie nie polują, wybierają łatwiejszy łup - nasze psy. Czuję ogromny respekt przed tymi zwierzętami, ale nasze ogrody, nasze ulice to nie jest ich naturalne środowisko

- zaznacza.

Kiedy wilki mogą stanowić zagrożenie dla człowieka? Co zrobi...

Choroba dopadła wilki

Jak to się stało, że niewielki lasek przy ul. Darzyborskiej w Swarzędzu stał się domem wilków, skąd się tam wzięły i dlaczego ich zachowanie tak diametralnie się zmieniło? Odpowiedzi na te pytania przez kilka miesięcy szukali naukowcy i badacze tych zwierząt ze Stowarzyszenia dla Natury „Wilk” pod kierownictwem dr hab. Sabiny Nowak oraz Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Poznaniu.

- Lasek, który wilki mają tu do dyspozycji jest niewielki. Obszar zalesiony wynosi zaledwie 7 km kwadratowych. Wilki więc, by żyć poruszają się po terenie tzw. mozaiki polno-leśnej. Penetrują obszar od gminy Pobiedziska, jeziora Kowalskiego, aż po Kórnik, Szczepankowo, Kostrzyn

- mówi Sabina Nowak.

O sprawie czytaj więcej: Wilki pod Poznaniem zagryzły dwa psy? Mieszkańcy uważają, że wataha atakuje, boją się i chcą jej przeniesienia. Ekspert: "To niemożliwe"

Do naukowców pierwsze informacje o występowaniu wilków na tym terenie trafiło w 2018 roku, gdy sfotografowano szczenię na ulicy Darzyborskiej.

- W styczniu udało nam się nagrać dorosłego samca, potem te pięć osobników przez fotopułapkę myśliwego. Założyliśmy, że w lesie mieszka wilcza rodzina składająca się z pary rodzicielskiej i trzech szczeniąt zrodzonych w 2018 roku i trzech urodzonych w 2019

- opowiada.

Problemy rozpoczęły się, gdy w 2020 roku na świat przyszło siedem młodych wilczków w lesie przy Darzyborskiej.

- Wtedy też w związku z pandemią zwiększyła się obecność ludzi na tym terenie. Jedyna więc spokojna ostoja wilków została w zeszłym roku, czyli lasek przy ul. Darzyborskiej, zakłócana dzień i noc każdego dnia. Zauważyliśmy też z nagrań pierwsze objawy świerzbu. W listopadzie zainfekowana była już cała rodzina

- opowiada naukowczyni.

Świerzbowiec to niewielki pasożyt drążący kanały w skórze, czym wywołuje potworny świąd. Przenoszony jest przez lisy i jenoty. Zarażone wilki drapią się do krwi, wypada im sierść, na skórze pojawiają się złuszczenia i sączące się rany. Widać było na nagraniach, że wilki były pozbawione sierści w okolicach ogona, częściowo na pysku.

- Dodatkowo w Żernikach znaleziono w grudniu 2020 martwą samicę. Badania genetyczne wykazały, że to najprawdopodobniej była rodzicielka, lub starsza siostra spełniająca się w roli opiekunki tych młodych wilków

- opowiada Sabina Nowak.

Także nie wszystkie szczenięta przeżyły. Ostatnie nagrania potwierdzają, że las zamieszkują już tylko trzy młode wilki i jeden samiec.

- Młode wciąż mają świerzbowca, natomiast samiec został uleczony. Najprawdopodobniej jego silny układ immunologiczny uporał się z chorobą

- mówi dr Sabina Nowak.

Wilki w Wielkopolsce: Czy powinniśmy się ich bać? "Możemy by...

Osłabione wilki zaczęły się coraz częściej pokazywać mieszkańcom Garbów. Szukały ofiar na polach, zaczęły się ataki na psy, koty, wilki były widziane z okien mieszkań.

- W Połajewie też mieliśmy przypadek wilka porażonego świerzbowcem, który podchodził do zabudowań. Nagrały go kamery jednego z gospodarstw. Szukał tam pomocy, pożywienia. Ostatecznie zwierzę zmarło na wskutek choroby

- mówi Celina Pielach, naczelniczka Wydziału Spraw Terenowych Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu.

O sprawie czytaj więcej: Wilki pod Poznaniem zagryzły dwa psy? Mieszkańcy uważają, że wataha atakuje, boją się i chcą jej przeniesienia. Ekspert: "To niemożliwe"

Świerzbowiec u wilków pod Swarzędzem:

Jest zgoda na odstrzał wilków

Mieszkańcy Garbów coraz więcej zgłaszali przypadków utraty zwierząt domowych, zaczęli się bać drapieżników. Dlatego też Urząd Gminy i Miasta Swarzędz zdecydował o skierowaniu wniosku o odstrzał wilczej rodziny.

- Wilk jest pod ochroną ścisłą gatunkową od 1998 roku. Odpowiada za niego Skarb Państwa. Nie można tych zwierząt płoszyć, odstraszać, strzelać do nich bez zgody Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska

- tłumaczy Celina Pielach.

Tylko w tym roku do RDOŚ w Poznaniu wpłynęło zgłoszenie od mieszkańca Poznania o wypłatę odszkodowań za straty, które poniósł na wskutek działalności wilka. Pogryzione zostały jego owczarki podhalańskie. Skarb Państwa ma pokryć koszty ich leczenia.

GDOŚ po kilku dniach od złożenia wniosku przez gminę wydała zgodę na odstrzał wilków.

Zoo chce odłowić, myśliwi nie chcą strzelać

Pojawiają się jednak pytania, czy nie lepiej wilki odłowić, podleczyć i przenieść w inne miejsce?

- Odłowienie byłoby bardzo trudne. Wilki osiedliły się w większości kompleksów leśnych. Nie chcemy ryzykować starcia z inną watahą, co zakończyłoby się śmiercią, ani że ta rodzina zarazi inne świerzbowcem

- mówi Sabina Nowak.

Z kolei umiejscowienie ich w jakimś specjalnym ośrodku także jest bardzo trudne.

- Analizując wszystkie za i przeciw stwierdziliśmy, że nie ma sensu odławiać wilków, bo trzeba je dość długo trzymać, by poddać je odpowiedniej kuracji. Świerzbowiec leczy się serią podań leków, co natychmiast naraża je na oswojenie, szczególnie to dotyczy młodych osobników, które nie są jeszcze odporne na ludzki wpływ. Próby leczenia mogą i tak zakończyć się ich eutanazją, a przy okazji skazaniem ich na cierpienie i stres. To byłoby pewnie bardziej okrutne niż zastrzelenie

- stwierdziła w czasie spotkania dr Sabina Nowak.

Mimo to, tego zadania chce podjąć się dyrekcja poznańskiego zoo.

- To zadanie arcytrudne, ale chcemy się go podjąć. Jestem już po rozmowie z dr hab. Sabiną Nowak oraz z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska w Poznaniu. Chcemy, by Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska wstrzymała na jakiś czas swoją decyzję o odstrzale czterech wilków. Chcemy odłowić trzy młode porażone świerzbowcem, postarać się je wyleczyć. Jestem już po rozmowach z kilkoma NGO-sami w Polsce i za granicą, które byłyby w stanie je przyjąć

- mówi Ewa Zgrabczyńska, dyrektorka poznańskiego zoo.

Wilczy samiec, który ze świerzbem sobie poradził miałby rozpocząć wówczas migrację, w poszukiwaniu nowej partnerki.

- Jeśli zostanie on pozbawiony ciężaru utrzymania trzech młodych, to wówczas rozpocznie migrację, by znaleźć nową partnerkę w innym kompleksie leśnym

- mówi Zgrabczyńska.

Podkreśla, że nie ma pewności, czy akcja się uda. Decyzja GDOŚ to jedno, ale samo odłowienie jest bardzo trudnym zadaniem.

Nie ma też pewności, czy znajdą się chętni, by wykonać sam odstrzał. W teorii może to zrobić tylko Polski Związek Łowiecki. Jednak myśliwi, z którymi udało nam się porozmawiać nie są chętni do wykonania tego zadania.

- Patrząc na emocje, jakie wilk budzi w środowiskach antyłowieckich, myśliwi mogą niechętnie podejść do tematu odstrzału

- mówi jeden z łowczych.

- Nie chcę ryzykować, że jacyś aktywiści spalą mój dom

- mówi kolejny.

Marcin Kostuch, myśliwy z Poznania, obecny na spotkaniu z dr Sabiną Nowak wyraża rozczarowanie tym, że odstrzał w ogóle ma się odbyć.

- To świadczy o porażce ochrony tego gatunku. Ja już w 2018 roku zgłaszałem do RDOŚ, że wilki tu żyją i że konieczna jest im pomoc. Nie odłowienie, nie odstrzelenie, ale pomoc, by nie doszło, jak dziś mamy, do takiej sytuacji. Nie zrobiono wówczas nic

- mówi.

Samotny wilk wychowany przez człowieka

Czy problem mieszkańców Swarzędza się rozwiąże, gdy z lasku przy Darzyborskiej zniknie wilcza rodzina? Są wątpliwości, bowiem po okolicy wędruje samotny wilk. Naukowcy mają przypuszczenia, że miał on kontakt z człowiekiem, był przez niego wychowywany. To wilk, który nie okazuje strachu przed ludźmi. Kręci się w okolicach Barcina i Bugaja, na północny-wschód od Swarzędza.

- W prywatnej hodowli nielegalnie przebywało szczenię wilka w Szewcach. Gdy wilk podrósł, ślad po nim zaginął. Hodowca pokazał nam jego akt zgonu, ale mamy sporo wątpliwości. Podejmiemy próby odłowu tego samotnego wilka i genetycznie go zbadamy. Badania potwierdzą, czy on ma coś wspólnego z wilkami z Darzyborskiej, czy pochodzi z też prywatnej hodowli

- mówi dr Sabina Nowak.

- To wilk, który także nie może żyć w naturze, bowiem stanowi zagrożenie, wykazując nienaturalne dla siebie zachowanie. On nie boi się ludzi, a nawet ta chora wataha spod Swarzędza wykazuje strach przed człowiekiem

- mówi Ewa Zgrabczyńska.

Co roku Stowarzyszenie dla Natury „Wilk” odbiera z rąk szaleńców szczenięta.

- Zabierają je z lasu, trzymają w kojcach w celach zarobkowych, sprzedają jako psy, lub krzyżują je z psami. Ale są też ludzie z dużym sercem, które chcą szczeniętom pomóc, bo widzą je same biegające po lesie. Proszę tego jednak nie robić. Te młode wilczki odnajdą zawsze swoich rodziców

- mówi Sabina Nowak.

Czy w lasku przy Darzyborskiej jeszcze kiedyś będą wilki?

- To miejsce dla wilków niebawem zniknie. Zabudowa wchodzi w terytorium grup rodzinnych. Nie ma szansy, by na tym niewielki skraweczku 7,5 km były w stanie żyć. Musimy się pogodzić z faktem, że to nie miejsce dla nich

- mówi naukowczyni.

Zobacz:

Wielkopolska: Fantastyczne zwierzęta w naszych lasach. Zobac...

Wilki - fakty i mity. Widziano je w Pobiedziskach, są też w ...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie