Zbrodnia sąsiedzka? W Głuchowie pod Poznaniem ktoś zastrzelił młodego rolnika. W sprawę zaniedbań wrabiano niewinnego policjanta

Łukasz Cieśla
Łukasz Cieśla
Rodzina Mariusza Sobkowiaka od 21 lat domaga się wyjaśnienia sprawy. Mają żal do policji i prokuratury, które popełniły błędy podczas śledztwa ws. zabójstwa 24-letniego rolnika. Ciało Mariusza, z raną postrzałową głowy, znaleziono cztery dni po jego wyjściu z domu w jeziorze w Chomęcicach. Zginął przypadkiem czy też sprawca działał z premedytacją? Waldemar Wylegalski
Od 21 lat nie wiadomo, kto zabił młodego rolnika Mariusza Sobkowiaka z Głuchowa pod Poznaniem. Choć podejrzewano jego sąsiadów, jedynym oskarżonym w sprawie został policjant z Poznania. Był coraz bliżej rozwiązania zagadki. Odnalazł broń, którą nielegalnie posiadali sąsiedzi zabitego rolnika. Jednak wkrótce odsunięto go od sprawy, a potem oskarżono o... ukrycie broni, którą sam odnalazł. Przez lata walczył o uniewinnienie.

Zwłoki Mariusza Sobkowiaka, młodego rolnika z podpoznańskiego Głuchowa, znaleziono w jeziorze w pobliskich Chomęcicach. Pływały niedaleko brzegu. Minęły zaledwie cztery dni od jego zaginięcia. W ciele denata znaleziono metalowe kulki z amunicji używanej w broni myśliwskiej. Dokładna analiza wykazała, że zabójca prawdopodobnie strzelał z „samoróbek”, własnoręcznie wykonanej amunicji.

Prokuratura zezwoliła na błędny pochówek i nie chce odkręcić sprawy - zobacz wideo:

I choć krąg podejrzanych zaczął się zacieśniać, choć ślady prowadziły do najbliższych sąsiadów zabitego rolnika, nikomu nie postawiono zarzutów. To znaczy w sprawie zabójstwa. Bo oskarżonego znaleziono – sprawę karną wytoczono policjantowi z Poznania, który był blisko rozwikłania zagadki. Prokuratura zarzuciła mu ukrywanie dowodów, które sam odnalazł. Przez siedem lat był zawieszony w czynnościach, zanim sąd oczyścił go z zarzutów.

Po zabójstwie Mariusza Sobkowiaka z Głuchowa brano pod uwagę nawet sensacyjne wersje, ale kolejne tropy prowadziły do sąsiadów

Był 23 maja 1999 roku. Późnym wieczorem Mariusz nagle wyszedł z domu, zostawił klucz, jakby za chwilę miał wrócić. Ktoś go zawołał? Szedł na spotkanie ze znajomym? Padł ofiarą tragicznej pomyłki? W nocy słychać było strzały dobiegające z okolicznej posesji. Rano rodzina znalazła ślady krwi w pobliżu domu. Po czterech dniach, w jeziorze, znaleziono ciało 24-latka. Ktoś, wrzucając go do zbiornika w Chomęcicach, chciał zatrzeć ślady.

Czytaj też: W sprawie zabójstwa Mariusza Sobkowiaka dochodziło do zastanawiających zdarzeń. Ktoś krył sprawców zbrodni?

Policja przyjmowała wtedy różne wersje. Pewne było to, że został zastrzelony. Sprawdzono nawet jego związki z grupami przestępczymi, ale ich nie znaleziono. Weryfikowano wersję o kłótni z bratem. Wcześniej się pobili, a przegrany w bójce Mariusz próbował popełnić samobójstwo. Z czasem kolejne tropy zaczęły prowadzić do najbliższych sąsiadów młodego rolnika, do rodziny P. Sami zresztą mieli na siebie ściągnąć podejrzenia. Jeden z członków rodziny P., jeszcze przed odnalezieniem zwłok, opowiadał bliskim Mariusza, że poszukiwany nie żyje. Skąd to wiedział? Potem bronił się, że mówił tak, bo we wsi inni tak samo gadali, a jemu może się coś uroiło.

Czytaj też: Szantażowali poznańskich gejów. Czy na koncie mieli także zabójstwo dyrektora z poznańskiego NFZ, który nie wstydził się swojej orientacji?

Ojciec zabitego rolnika zaczął podejrzewać sąsiadów także dlatego, że zaczęli kręcić w sprawie posiadanej broni. Mieli ją nielegalnie, więcej niż jedną sztukę. Kłusowali, lubili też sobie postrzelać do tarczy ustawionej na swojej posesji. Być może, jak podejrzewała rodzina ofiary, Mariusz zginął od przypadkowego postrzału. Być może jednak sąsiedzi zrobili to celowo. Jedna z wersji głosiła, że bali się tego, że Mariusz zawiadomi policję o ich kłusownictwie oraz o tym, że są zamieszani w przestępczość samochodową.

Zabójstwo w Głuchowie: dopiero po kilku latach zaczęto szukać samochodu, którym, według świadków, mogły być wiezione zwłoki zastrzelonego rolnika

Jednym z mocnych śladów, który wskazywał na sąsiadów, był anonimowy list, który trafił do rodziny zabitego. Kiepską polszczyzną, pełną błędów, autor listu wskazywał, że rodzina P. stoi za zabójstwem. Widział ponoć, że w noc zabójstwa pakowali coś dużego do bagażnika.

Czytaj też: Poznański nekrofil zabijał kobiety i wykopywał zwłoki z grobów. Chciał zaspokoić swoje fantazje sekualne

Prokuratura zaczęła szukać autora anonimu dopiero po kilku latach. Pobrano próbki pisma od różnych mieszkańców wsi. Charakter pisma jednego z nich był bardzo podobny do tego z anonimu. Podczas przesłuchania mężczyzna nie był jednoznaczny w swoich zeznaniach. Stwierdził, że nie przypomina sobie, by napisał anonim. Tego typu zdarzeń było więcej. To znaczy błędów śledczych, którzy zbyt późno weryfikowali różne sygnały, zaskakujących zeznań świadków oraz zmowy milczenie ze strony mieszkańców Głuchowa i okolicznych wsi.

- Sprawa dotyczyła niewielkiej wioski, gdzie wszyscy się znają, razem piją, często są ze sobą jakoś spokrewnieni. Z tych ludzi ciężko było coś wydusić. Pojawiła się też wersja, że podejrzewani o zbrodnię sąsiedzi, którzy mieli w rodzinie policjanta, dali komuś z policji dużą łapówkę. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, co działo się w sprawie? – pyta jeden z policjantów znający szczegóły sprawy.

Oprócz zmowy milczenia, pogłosek o korupcji, doszły ewidentne błędy w śledztwie. W przypadku samochodu, którym według świadków miały być przewożone zwłoki zabitego Mariusza, śledczy zaczęli szukać auta dopiero sześć lat po zabójstwie. Okazało się wtedy, że honda należąca w chwili zbrodni do przyszłego zięcia podejrzewanego sąsiada została sprzedana i trafiła do Włoch. Tam miała się spalić i tym samym istotny dowód bezpowrotnie przepadł.

Policjant z Poznania odnalazł broń i szukał kolejnych dowodów. Ale odsunięto go od sprawy, a potem zarzucono, że to on mataczył w śledztwie

Przepadła również broń, z której rzekomo strzelano do Mariusza Sobkowiaka. Wiadomo, że jego sąsiedzi nielegalnie posiadali broń, którą ukryli po zabójstwie. Potem przyznali się do jej ukrywania. Zapewniali jednak, że z samym zabójstwem nie mieli nic wspólnego, a broń ukryli tylko dlatego, że bali się zarzutów o jej nielegalne posiadanie. Bali się, że ktoś na siłę będzie chciał ich powiązać ze zbrodnią na Mariuszu.

- Bałem się, że zostanę posądzony o zabójstwo. Sobkowiakowie mnie o to bezpodstawnie oskarżali. Nie mieliśmy nic wspólnego z tym morderstwem – zapewniał nas przed laty Andrzej P.

Te zbrodnie wstrząsnęły Poznaniem. Historie seryjnych morder...

O jaką broń chodziło? Z operacyjnych ustaleń policji wynikało, że podejrzewani sąsiedzi posiadali broń gładkolufową wykorzystywaną na przykład w myślistwie. Właśnie z takiego rodzaju broni strzelano do Mariusza, ale u nich takiej broni nigdy nie odnaleziono. Znalazł się za to należący do nich sztucer. Miejsce ukrycia broni wskazał przyszły zięć Andrzeja P. Wcześniej dopytywał policjantów czy na podstawie amunicji znalezionej w ciele człowieka można ustalić broń, z której strzelano.

Miejsce ukrycia sztucera pokazał policjantowi Waldemarowi N. z Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu. Policjant zabezpieczył broń, zabrał ją do komisariatu, przekazał przełożonym. Liczył, że wkrótce odszuka kolejny rodzaj broni, tym razem tę, z którego strzelano do ofiary. Jednak wkrótce Waldemara N. odsunięto od sprawy. A po wielu miesiącach zarzucono, że ukrył sztucer, który wcześniej sam odnalazł i przywiózł na komendę. Sprawa trafiła do prokuratury, która zdecydowała się wnieść akt oskarżenia przeciwko policjantowi. Waldemar N. długo musiał bronić się przed niesłusznymi oskarżeniami. Przez siedem lat był zawieszony w czynnościach.

Czytaj też: Seryjny morderca z Wielkopolski, czyli Bogdan Arnold zwany "łowcą much". Dostał karę śmierci

Ostatecznie został prawomocnie uniewinniony i wrócił do pracy w policji. W wyroku, sąd z dystansem odniósł się do zeznań jego przełożonych, którzy twierdzili, że nie dostali broni od Waldemara N. Sąd uznał ich wersję za mało wiarygodną.
Pewnie jest to, że broń zniknęła w poznańskiej komendzie. Przyznawała to sama policja. Policjanci opowiadali nam, że zginęły także inne dowody, a z Waldemara N. próbowano zrobić „kozła ofiarnego”, by odsunąć podejrzenia od faktycznych sprawców matactwa.

Prokuratura nie oskarżyła jednak policjantów, którzy ukrywali ważne dowody, nie znalazła winnych. Sprawa znikających dowodów się rozmyła i pozostała niewyjaśniona tak samo, jak główny wątek, czyli zabójstwo 24-letniego Mariusza.

ZOBACZ TEŻ:

Głośne zabójstwa, niewyjaśnione zbrodnie i tajemnicze znikni...

Sprawdź też:

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3