Zespół Poszukiwań Celowych kontra najgroźniejsi przestępcy

Joanna Labuda
Zespół Poszukiwań Celowych od 15 lat zatrzymuje najgroźniejszych przestępców z Wielkopolski. Jest to jedyna jednostka, która w pościgu za gangsterem wyjeżdża poza granice kraju Adrian Wykrota
810 nazwisk najgroźniejszych przestępców z Wielkopolski odhaczyli na swojej liście policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych z KWP w Poznaniu. Zatrzymują m.in. szefów zorganizowanych grup przestępczych, zabójców i gwałcicieli.

"Fryzjer", "Makowiec", znany seksuolog prof. G., złodziej mercedesów z trumnami - Tomasz S. i członkowie grupy piątkowskiej. To tylko niektórzy z ponad 800 przestępców, których przez 15 lat pracy namierzyli i zatrzymali policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych w Poznaniu. W tym roku ponownie zrobiło się o nich głośno. W lutym - po zaledwie 15 dniach poszukiwań - zatrzymali na Malcie podejrzanego o makabryczną zbrodnię Kajetana P.

Zespoły poszukiwań celowych zaczęły działać w 2001 przy każdej komendzie wojewódzkiej policji w kraju. Żaden z nich nie ma jednak na koncie takich sukcesów jak poznańska specgrupa. Co więcej, policjanci z Poznania tworzą jedyny w Polsce zespół, który w pościgu za gangsterem wyjeżdża za granicę (działali m.in. na terenie Włoch, Niemiec, Szwecji i Holandii).

W ZPC nie ma przypadkowych osób. Jak przyznają, spędzają razem zbyt dużo czasu, żeby pozwolić sobie, by ktoś „nie pasował” do reszty. - Tu nie ma rotacji. Średni staż pracy w policji członków zespołu wynosi 20 lat. Liczy się doświadczenie, zgranie i zaufanie - mówi oficer operacyjny.

Zostawiał żonie list na cmentarzu
Jednym z głośniejszych zatrzymań, do którego doprowadzili policjanci z poznańskiego ZPC było schwytanie Stanisława K. z Jarocina. Mężczyzna w 1994 roku zabił Zbigniewa O., mieszkańca Inowrocławia (woj. kujawsko-pomorskie). Motywem makabrycznej zbrodni prawdopodobnie była zazdrość. - Zamordowany Zbigniew O. był partnerem kochanki Stanisława K, a zarazem pracownikiem jego firmy odzieżowej - wyjaśnia oficer operacyjny z Zespołu Poszukiwań Celowych.

K. nie tylko zabił, ale też poćwiartował ciało ofiary. Szczątki zakopał w lesie w powiecie mogileńskim. Po pewnym czasie przypadkowo odkopał je leśniczy, który zauważył wystający z ziemi worek. W środku znajdował się korpus ludzkiego ciała z jedną ręką. Po trzech tygodniach znaleziono kolejny worek, w którym znajdowały się nogi, fragmenty odzieży i klucze do mieszkania. W chwili odnalezienia zwłok K. został zatrzymany. Ślady krwi ofiary ujawniono w jego mieszkaniu oraz samochodzie. Przebywał w areszcie, ale w pewnym momencie sąd uwierzył w wyjaśnienia, że jest niewinny. - Kiedy prokurator złożył apelację, sąd wyższej instancji był w szoku, że K. uniewinniono. Podejrzany odpowiadał wtedy z wolnej stopy. Zniknął tuż przed wydaniem wyroku skazującego - wspomina oficer operacyjny.

Policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych przyznają, że K. był godnym przeciwnikiem. Na początku uciekł za granicę, ale wrócił do Polski. Posługiwał się fałszywą tożsamością, a o tym gdzie przebywa, wiedziała tylko jedna osoba - jego żona. Poza nią zerwał kontakty ze wszystkimi.

Jak przetrwał kilkanaście lat w ukryciu? Policjanci ujawniają, że co roku w rocznicę ślubu na cmentarzu pod drzewem zostawiał żonie list. - Zerwanie więzi z najbliższym otoczeniem nie zawsze się udaje. Wytrzymał kilka lat, ale chęć nawiązania z kimś kontaktu była silniejsza. Psychika ludzka ma pewne granice wytrzymałości - mówi oficer operacyjny. - Raz byliśmy bardzo blisko. Siedem lat przed zatrzymaniem żona K. pojechała na cmentarz i weszła tylko na chwilę. Później zatrzymała się w lesie, sprawdzając, czy nikt za nią nie jedzie. Nie wiedzieliśmy wtedy, co to znaczy - wspomina szef ZPC.

Mimo wszystko konsekwencja i determinacja oficerów kryminalnych opłaciła się. Poszukiwany wpadł w sierpniu 2011 roku na terenie południowej Wielkopolski. Teraz odsiaduje wyrok 15 lat więzienia.

Pierwsza liga gangsterów
- Kiedyś w Poznaniu wszyscy wiedzieli, kim jest „Makowiec” - tak o Zbigniewie B. mówi oficer operacyjny ZPC. Legendarny szef poznańskiej mafii, cinkciarz i przyjaciel Aleksandra G., byłego senatora oskarżonego o podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary, dziennikarza „Gazety Poznańskiej” - przez długi czas był numerem 1 na liście najgroźniejszych przestępców w Wielkopolsce. Poznański Zespół Poszukiwań Celowych poszukiwał go za zlecenie zabójstwa, do którego doszło w grudniu 1995 roku w „Cafe Głos” w Poznaniu.

„Makowiec” zapłacił wtedy za zabicie „Świętego”, który wcześniej porwał jego syna. Płatny zabójca - Albert K. ps. Izraelczyk- pomylił się i zabił przypadkowego człowieka - Marka Z.

„Makowiec” był poszukiwany, odkąd w kwietniu 2002 roku w przerwie rozprawy zniknął z budynku Sądu Okręgowego w Poznaniu. W ręce oficerów z Zespołu Poszukiwań Celowych wpadł w połowie września 2005 roku. - Ukrywał się w Toruniu. Zatrzymaliśmy go podczas zakupów w sklepie z damską z bielizną. Odsiaduje teraz wyrok 15 lat pozbawienia wolności - mówi oficer operacyjny ZPC. Z kolei Albert K. ps. Izraelczyk zmarł podczas odbywania kary. Chorował na raka.

Konkurencję w półświatku Poznania dla „Makowca” stanowiła w tamtych czasach tzw. grupa piątkowska. Policjanci z ZPC mówią o nich - młode wilki lat 90. - Chcieli rządzić w Poznaniu. Część z członków gangu została wcześniej zatrzymana. My poszukiwaliśmy tych, którzy zaczęli się ukrywać. Zatrzymaliśmy wszystkich - mówi szef ZPC.

Wśród członków grupy z Piątkowa był poszukiwany od 1998 roku Bolesław J. Policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych zatrzymali go w 2004 roku. Do więzienia trafił za zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem. Zanim jednak sprawę przejęła specgrupa, przez prawie sześć lat prowadził ją komisariat. - Przejęliśmy ją 24 grudnia 2003 roku. Prezent pod choinkę. Po trzech miesiącach Bolesław J. siedział już w więzieniu - mówi oficer operacyjny. I dodaje: - Działamy inaczej niż pozostałe jednostki. W czasie poszukiwań jesteśmy nastawieni tylko na jeden cel i go realizujemy. Takie jest nasze zadanie.

Kiedy trzeba szukać dwa razy
Policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych w Poznaniu nie chcą mówić o szczegółach spraw i ich pracy operacyjnej. Są bowiem przekonani, że niektórych z zatrzymanych już przestępców będą jeszcze poszukiwać.

- Takie sytuacje się już zdarzały. Jedną z osób, których szukaliśmy dwa razy jest Michał S. pseudonim Soban - mówi szef ZPC.

S. pierwszy raz został zatrzymany w 2005 roku za udział w bójce. To jednak był dopiero początek jego życia przestępczego. Przed kryminalnymi ukrywał się wtedy w leśniczówce pod Piłą. Policjanci przyznają, że już wtedy był sprytny. Po jakimś czasie poszukiwano go także za udział w grupie przestępczej zajmującej się handlem i dystrybucją narkotyków. Uciekł do Niemiec, gdzie przy granicy z Holandią stworzył wielką plantację marihuany.

„Soban” za granicą zmienił wygląd, zerwał kontakty z rodziną i znajomymi, posługiwał się sfałszowanymi dokumentami.

Korzystał tylko z wypożyczanych samochodów, które często zmieniał i jak ognia unikał kamer. Jak się okazało i to nie przyniosło efektu. Policjanci z ZPC zatrzymali go w 2012 roku.

Dwa razy poznańscy „poszukiwacze” ścigali także Rafała M. ps. Chińczyk. Poznaniak miał kierować grupą przestępczą i podejrzewano go o przemyt tony kokainy w piecu hutniczym.

Pierwszy raz policjanci zatrzymali go w 2008 roku. Został warunkowo zwolniony i zaczął się ukrywać. Żeby go zatrzymać po raz drugi, policjanci z ZPC stworzyli sztuczny korek za rondzie Rataje w Poznaniu. Mężczyzna jechał wtedy z córką. - Musieliśmy go zatrzymać w takim momencie, żeby nie miał możliwości ucieczki. Wtedy najłatwiej było spowodować duży zator. Sytuacja musi być jak najbardziej bezpieczna dla policjantów i jak najmniej komfortowa dla zatrzymywanego - mówi oficer operacyjny z poznańskiej specgrupy.

Dwie pieczenie na szwedzkim ogniu
Jeszcze w maju zapadł wyrok w głośnej sprawie kradzieży samochodów, w których znajdowały się zwłoki obywateli Niemiec. Przed sądem stanął poznański złodziej i szef zorganizowanej grupy przestępczej Tomasz S. Zanim jednak w ogóle pojawił się na sali rozpraw, ukrywał się w Szwecji. W pościg za nim policjanci z ZPC wyjeżdżali dwa razy.

- W trakcie prowadzenia sprawy okazało się, że z naszym poszukiwanym przebywa w Szwecji inny przestępca - Dariusz Sz. ps. Luki. Wiedzieliśmy, że jest za granicą, ale nie mieliśmy wtedy pojęcia, że jest z Tomaszem S. „Luki” był ścigany również za kradzieże samochodów - wspomina szef ZPC. To właśnie Dariusz Sz. wpadł w ręce policjantów jako pierwszy. Po dwóch tygodniach do listy zatrzymanych policjanci z ZPC mogli dopisać nazwisko Tomasz S.

- Od Szwedów otrzymaliśmy informację, że od momentu zatrzymań w rejonie Goeteborga, gdzie ukrywali się Polacy, znacznie spadła liczba kradzieży samochodów - opowiada oficer operacyjny ZPC.

Tomasz S. nie przyznał się do winy. Podczas rozpraw w poznańskim sądzie wykazał się za to fachową wiedzą osoby wielokrotnie skazywanej za kradzieże pojazdów. Mówił m.in., że do mercedesa sprintera nie można tak sobie podejść i odjechać. Kradzież jest możliwa, ale tylko przy pomocy specjalisty elektronika. Sąd nie dał wiary jego słowom i skazał go na 5,5 roku więzienia.

Pierwszy wyjazd za Haliną S.
W 2010 roku powstał ENFAST - Europejska Sieć Współdziałania Zespołów Poszukiwań Celowych. Rok później umożliwiło to policjantom z poznańskiego ZPC pierwszy zagraniczny wyjazd do Czech. Policjanci przez kilka dni deptali po piętach poszukiwanej listem gończym 61-letniej wówczas Halinie S.

- W spadku po mężu (byłym milicjancie) S. przejęła zorganizowaną grupę przestępczą. Była o tyle trudnym przeciwnikiem, że działała pod dyktando syna. Nie robiła nic bez jego wiedzy. Posługiwała się też fałszywą tożsamością - wspomina sprawę policjant operacyjny.

S. ukrywała się głównie w miejscowościach turystycznych. Przez jakiś czas była m.in. w Harrachovie, gdzie odbywały się zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich. Od syna dostała wtedy instrukcje, żeby unikać kamer i Polaków.

Ukrywanie się wykańczało ją psychicznie. Kilka dni przed zatrzymaniem syn zawiózł ją do Niemiec, gdzie namierzyli ją członkowie ZPC. Kobieta trafiła do berlińskiego aresztu, ale krótko po tym wróciła w policyjnym konwoju do Polski.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
adam
Ale mordercy Papaly nie znajdą. Za wysokie progi. A co z politykami, co drugi powinein siedzieć.
P
Poruta
Jak maja znalezc to znajda a ty co nie majavto nawet nie szukaja... Pospolityvh tylko a tych z 1 stron gazet nie..
31 węzłowy Burke
Dodam tylko że przez ponad 20 lat nie mogą odnaleźć zabójców swojego komendanta Papały. 3
j
jam
Ale mają czym się chwalić. Wszak Grobelny, Kruszyński, Kayser, Jaworski, Klan Ganowiczów, Woźniaj z UMWW i Jankowiak z UMWW oraz pracownicy nie którzy z Oświaty lataja na wolności.. Szwindle, ustawki , układy korupcja- u nich pełną mordą.. No i jak widać ich prawo nie tyla... mają plecy
M
M32
Szacunek za poświęcenie, profesjonalizm i skuteczność...
Dodaj ogłoszenie