18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Afera gruntowa - ubogi rolnik to jej kolejna ofiara!

Łukasz Cieśla
Józef Paprocki wyszedł od notariusza z przekonaniem, że wziął pożyczkę. Ale tak naprawdę podpisał tam akt sprzedaży całego gospodarstwa. Jeden z podejrzanych przyznał się do winy
Józef Paprocki wyszedł od notariusza z przekonaniem, że wziął pożyczkę. Ale tak naprawdę podpisał tam akt sprzedaży całego gospodarstwa. Jeden z podejrzanych przyznał się do winy Fot. Superwizjer TVN
Ubogi i słabo wykształcony rolnik spod Krotoszyna to kolejna ofiara afery gruntowej. Stracił 18-hektarowe gospodarstwo, główne źródło dochodu swojej rodziny.

W 2009 roku, szukając możliwości zaciągnięcia pożyczki, trafił do Pawła B. Ten zaprosił rolnika do poznańskiego notariusza. W kancelarii zawarto akt notarialny, z którego wynika, że rolnik sprzedał ziemię za ponad pół miliona złotych.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Ujawniamy kulisy wielkopolskiej afery gruntowej!

Rolnik twierdzi, że został oszukany. Potwierdził to "kupiec", który według aktu notarialnego miał nabyć jego ziemię. "Kupiec" przyznał na przesłuchaniu, że transakcja była fikcyjna, a rolnik nie dostał od niego żadnych pieniędzy. Oprócz fikcyjnego kupca zarzuty usłyszał już notariusz oraz kilka innych osób.

Rolnik długo nie wiedział, że stracił swoje gospodarstwo. Podejrzani utrzymywali go w przeświadczeniu, że nadal może uprawiać ziemię.

Ludzie w Biadkach "godoją", że Paproccy stracili swoje gospodarstwo za długi. Ale to bzdury. Prawda jest inna - ci biedni ludzie zostali oszukani. Sławomir K., który ich ziemię nabył w podstępny sposób, przyznał się już do winy.

Oszukanie Paprockich to żadna sztuka. Józef to prosty rolnik. Ma 54 lata. Edukację zakończył na pięciu klasach podstawówki. Ma kłopoty z pisaniem, nie czyta ze zrozumieniem. Posługuje się prostym słownictwem. Syna nazywa "kozokiem", o ludziach nie powie, że coś mówią, lecz "godoją". I jest zbyt ufny, co okazało się jego przekleństwem.

PRZECZYTAJ TAKŻE:
Afera gruntowa w Wielkopolsce

Afera gruntowa z notariuszem w roli głównej? Film

Teresa, jego żona, ze względu na ociężałość umysłową ma status osoby niepełnosprawnej.
Małżonkowie mają córkę i syna w wieku szkolnym. Do niedawna mieli też 18-hektarowe gospodarstwo w Biadkach pod Krotoszynem oraz stary dom. To ojcowizna Józefa.

Kłopoty małżonków zaczęły się w 2009 r. Wtedy znaleźli w prasie ogłoszenie dotyczące pożyczek. Zadzwonili, aby poprosić o 60 tys. zł na remonty w gospodarstwie i zakup zboża. Telefon odebrał Paweł B. Był miły i przekonujący. Zaprosił do Poznania i mówił, że dalej ich sprawę poprowadzi Marek F. Obaj siedzą obecnie w areszcie właśnie w związku z zarzutami o oszukańcze przejmowanie nieruchomości. Nie przyznają się do winy.

Józef pojechał do Poznania razem z żoną i siostrzeńcem.
Teresa wspomina: - W kawiarni my się spotkali i wtedy nikt zaś nie powiedział, że będzie akt notarialny i sprzedaż ziemi. Oni czytali, że będzie pożyczka do 2019 r. Potem my poszli do notariusza, ale siostrzeńca już tam nie wpuszczono. Nie powiedzieli, czemu.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Poznań: Notariusz z zarzutami pozostanie na wolności

Sąd: Bohaterowie afery gruntowej nadal w areszcie

Józef dopowiada: - Notariusz czytał, że ja pożyczam pieniądze. Zamiast 60 tys. zł, dostałem tylko 40 tys. zł. Oni kazali czekać na resztę i cyganili, a ziemię sprzedali szybko komu innemu.
W kancelarii notarialnej pojawił się Sławomir K. Jak się potem okazało, był "słupem", który zgodził się "kupić" na siebie gospodarstwo Paprockich. Z aktu notarialnego wynika, że zapłacił za nią Józefowi 550 tys. zł. To kolejne kłamstwo.

Sławomir K., jako jedyny z sześciu podejrzanych o udział w aferze gruntowej, przyznał się do winy. Potwierdził, że rolnikowi żadnych pieniędzy nie dawał. Że był tylko "słupem", a do aktu notarialnego przystąpił na prośbę Pawła B. i Marka F. Za tę przysługę miał od nich dostać kilka tys. zł. Sławomir K. szybko sprzedał ziemię Józefa.

Nabył ją Dariusz Rozum, były radny z Krotoszyna i znany działacz sportowy. Zawodowo zajmuje się obrotem nieruchomościami i co ważne, ma uprawnienia rolnika. Rozum zapewnia, że nie wiedział, iż Paprocki stracił ziemię wskutek przestępstwa.

- Stanął przede mną K., którym mienił się właścicielem. Jego i tych ludzi z Poznania pierwszy raz na oczy widziałem. Pan po wyglądzie albo po zachowaniu podejrzewałby kogoś o oszustwo? - pyta Dariusz Rozum. I dodaje, że zna ciężką sytuację rodziny Paprockich.

- Choć dom, w którym mieszkają, należy do mnie, to ja ich nie wyrzucę. A jak ich dzieci podrosną, to może nawet przepiszę im z powrotem tę nieruchomość - deklaruje wspaniałomyślnie Dariusz Rozum. Ziemię Józefa częściowo sprzedał, częściowo wydzierżawił innemu rolnikowi.
Józef denerwuje się, gdy widzi ze swojego podwórka, jak dzierżawca uprawia jego ojcowiznę. Boli go także, gdy słyszy, jak ludzie plotkują, że stracił gospodarstwo za długi.

Za jedno może być jednak wdzięczny ludziom ze wsi. To z ich "godonia" dowiedział się, że już nie jest właścicielem swojej ojcowizny. Gdy Paproccy to usłyszeli, zadzwonili do Pawła B. Tego samego, który odpowiedział na ich prośbę o pożyczkę. - Paweł powiedział, że nasz płacz nic już teraz nie pomoże. Że to mój mąż jest wszystkiemu winny i trzeba żyć z tym dalej - wspomina Teresa.

Śledztwo w sprawie oszukania rodziny Paprockich prowadzi poznańska Prokuratura Okręgowa. To część tak zwanej afery gruntowej. Za tę sprawę kilka osób usłyszało zarzuty: notariusz, podstawiony kupiec Sławomir K. oraz Paweł B. i Marek F.

Gotowa jest już opinia psychologa, który oceniał stopień poczytalności Józefa. Biegły napisał we wnioskach, że ubogi rolnik spod Krotoszyna nie ma zdolności do konfabulacji. A stan jego umysłu umożliwił oszukanie go pod pozorem udzielenia pożyczki.

- Będziemy domagać się od podejrzanych naprawienia szkody wyrządzonej państwu Paprockim - podkreśla adwokat Łukasz Krzyżanowski, który bezpłatnie reprezentuje interesy Paprockich. - Prokuratura zabezpieczyła ich majątki. W przypadku wyroków skazujących, sąd zapewne każe im naprawić szkodę. W tym przypadku oznaczałoby obowiązek przekazania państwu Paprockim pieniędzy, dzięki którym będą mogli odkupić swoje gospodarstwo od obecnych właścicieli.

W środowym "Głosie Wielkopolskim" m.in. o "Gołębiu", fikcyjnym pracowniku banku, który współdziałał z podejrzanymi.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jerzy

jak można być tak naiwnym i dać się w tak perfidny sposób wprowadzić w maliny

S
Sokolański

Ja mam pytanie do Pana Redaktora - jak to jest, że do pewnego momentu Prokuratura i Policja temat ignoruje, postępowania są umarzane - aż tu nagle zielone światło! Może ciekawszym byłoby zainteresowanie się kto to światło zapalił i dlaczego? Niewątpliwie wykonuje Pan bardzo potrzebną społecznie pracę, ale czy tu nie zamanipulowano opinią publiczną? Jeżeli mamy jednolitą Prokuraturę, to najpierw nie ma przestępstwa, a potem jest afera? Proszę także o to pytać prokuratorów i policjantów - bo szyldy się zmieniają a ludzie jakby ci sami od lat.