H. R. Giger: Człowiek, który stworzył Obcego

Cyprian Łakomy
Cyprian Łakomy
Jego sztuka przeraża, odpycha i zachwyca jednocześnie. Zmarły niedawno surrealista H. R. Giger to bez wątpienia jeden z najoryginalniejszych twórców XX i XXI w.

Człekokształtne sylwetki złączone w erotycznym splocie. Z jednej strony zmysłowe i epatujące seksualnością, z drugiej - odhumanizowane, zdeformowane i wtłoczone w dziwny mechanizm. Niemowlęta w pozycji embrionalnej załadowane jako naboje w magazynku rewolweru. Ludzka czaszka umieszczona w imadle. To tylko niektóre z wizji, które Szwajcar przelał na papier albo uwiecznił w metalu. Po zobaczeniu pierwszej z tych prac oraz zbioru "Necronomicon", z którego pochodziła, reżyser Ridley Scott zatrudni szwajcarskiego artystę do prac nad filmem, który wkrótce wejdzie do ścisłej klasyki kina science fiction: "Obcym - ósmym pasażerem Nostromo". Wszystkie wymienione dzieła dadzą natomiast początek biomechanice, nowemu kierunkowi w sztukach wizualnych, którego Giger był i pozostanie niedoścignionym wzorem.

Niedoszły architekt

Hans Rudolf Giger urodził się w 5 lutego 1940 roku w Chur, najstarszym mieście Szwajcarii. Jego ojciec, z wykształcenia chemik, twierdził, że profesja artysty raczej nie przyniesie synowi chleba. Toteż zachęcał młodego Hansa do podjęcia studiów farmaceutycznych. Ostatecznie padło na architekturę i projektowanie przemysłowe w Zurychu. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, w tym wyborze można doszukiwać się źródeł upodobania Gigera do detali w późniejszej twórczości.

Wraz z przeprowadzką do Zurychu na początku lat 60. przyszły pierwsze wystawy. Już wtedy prace Gigera cechował wyjątkowo mroczny ton, choć pierwotnie bliżej mu było do niemieckich ekspresjonistów. Wraz ze zamianą tuszu na aerograf kilka lat później, styl ten ewoluował na rzecz wypełnionego seksem świata cyborgów. Przez lata artysta twierdził, że głównym źródłem inspiracji są dla niego stany lękowe wywoływane przez nocne koszmary. Ale nie tylko.

- Moje inspiracje pochodzą przede wszystkim z literatury. Wielki wpływ wywarły na mnie sztuki Samuela Becketta, a także dzieła H. P. Lovecrafta - mówił portalowi Vice Szwajcar, który za swego artystycznego mentora uznawał Salvadora Dalego.

Od progrocka do potwora

Pierwszym krokiem Gigera w świat popkultury był litograf, który w 1973 roku trafił na okładkę albumu "Brain Salad Surgery" progrockowego zespołu Emerson Lake & Palmer z Wielkiej Brytanii. Jednak największy sukces - ale też gehenna artysty - miał nadejść cztery lata później.

- Giger był jednym z geniuszy, których miałem okazję spotkać. Poznaliśmy się w Paryżu, gdzie wręczył mi album ze swoimi pracami. Pamiętam, że przez całą następną noc nie mogłem oderwać od nich wzroku, siedząc w pokoju hotelowym. Po ich obejrzeniu w mojej głowie zaczęła kiełkować myśl: ten gość powinien zrobić film o potworach. Nikt wcześniej nie widział czegoś takiego na wielkim ekranie - wspominał po latach Dan O'Bannon, pomysłodawca "Obcego", który twórczość Szwajcara pokazał Ridleyowi Scottowi. Jemu również przypadła do gustu.

- Szybko zorientowaliśmy się, że nasz bohater będzie o klasę wyżej niż wszystkie inne postaci, co tylko wzmogło mój entuzjazm - opowiadał Scott.
Firmowy kolaż kości i bezdusznych mechanizmów był dokładnie tym, czego twórcy "Obcego" potrzebowali, by zdystansować się od innych produkcji science fiction. Tak narodziła się postać ksenomorfa.

Giger, będąc członkiem ekipy twórców efektów wizualnych "Obcego", otrzymał w 1980 roku Oscara.

- Ridley Scott był tu szefem, ja nie miałem zbyt wiele do powiedzenia. Doskonale wiedział, co chce osiągnąć, jednak jego wizja w pełni pokrywała się z moją. Powiedział, że mam to zrobić w stu procentach po swojemu. Poczułem się dodatkowo doceniony, kiedy pokazał reszcie zespołu moją książkę z namaszczeniem takim, jakby była to co najmniej Biblia - mówił Giger podczas wywiadu w 2009 roku.

Życie po "Obcym"

Pieniądze zarobione podczas pracy nad "Obcym", artysta przeznaczył na realizację kolejnych projektów. Film Scotta był jednak pierwszym i ostatnim spektakularnym sukcesem Gigera na polu filmowym. Choć w późniejszych latach pracował m.in. nad sequelami "Obcego", a także drugą częścią horroru "Duch" w reżyserii Briana Gibsona, jego zaangażowanie w te produkcje było znacznie ograniczone. A mniejsze zaangażowanie oznaczało dla artysty słynącego z obsesyjnej dokładności mniejszą satysfakcję z końcowych rezultatów.

- W odróżnieniu od pierwszej części "Obcego", nad którą przez kilka miesięcy pracowałem w amerykańskim Shepperton Studios, na planie kolejnych filmów spędzałem może po kilka dni - wspominał na łamach "Vice". - Czasami rezultat był tak okropny, że w ogóle nie dostrzegałem w nim własnej kreacji. Bardziej wyglądało to na skutek działań ekipy producenckiej. Nie chciałem się pod tym podpisywać - mówił w 2010 roku.

Z czasem stał się bardzo krytyczny w stosunku do następnych filmów.

- Wydaje mi się, że moje nazwisko w końcu trafiło na czarną listę - śmiał się.

Od Blondie po Celtic Frost

Niezależnie od współpracy z branżą filmową, Giger nie zaprzestał tworzenia prac dla twórców muzyki. Preferował tych wywodzących się z różnych zakątków sceny alternatywnej. W 1981 roku zaprojektował okładkę pierwszej solowej płyty Debbie Harry, wokalistki punkrockowej formacji Blondie. Obraz zdobiący front "Koo Koo" przedstawia twarz artystki, poprzekłuwaną gigantycznymi szpilami, a Giger odpowiedzialny był ponadto za koncepcję wizualną dwóch teledysków promujących album.

Najtrwalszą jednak więź artysta zadzierzgnął ze sceną metalową.
- Był naszym mentorem. Kiedy trzydzieści lat temu nieco zuchwale się do niego zgłosiłem, już na samym początku okazał wsparcie mojemu ówczesnemu zespołowi Hellhammer. W czasie, kiedy prawie każdy się z nas naśmiewał, a w najlepszym wypadku ignorował to, co robiliśmy, Giger nie tylko dał nam szansę, ale również słuchał naszej muzyki i tego, co mieliśmy do powiedzenia - wspomina Tom Gabriel Fischer, późniejszy lider Celtic Frost.

W 1985 roku, obraz Gigera "Satan I" trafił na okładkę "To Mega Therion" tejże formacji. Zarówno Celtic Frost, płyta "To Mega Therion", jak i okładka stanowią dziś nierozerwalny kanon metalowej ekstremy.

Miesiąc po debiucie zespołu Fischera, kolejną pracą Gigera opatrzono krążek "Frankenchrist" hardcore/punkowego Dead Kennedys. Dzieło zatytułowane "Penis Landscape" lub alternatywnie "Work 219: Landscape XX" wywołało istną furię komitetu Parents Music Resource Center, który w tamtym czasie z lubością cenzurował okładki płyt i pozostawił po sobie charakterystyczny znaczek "Parental Advisory" umieszczany na wydawnictwach zawierających wulgaryzmy. Obraz, przedstawiający męskie i żeńskie genitalia w zespoleniu, stał się przedmiotem procesu sądowego, który wydawców Dead Kennedys doprowadził niemal do bankructwa.

Prace Szwajcara odnajdziemy również na tak kultowych krążkach jak "III: How the Gods Kill" Danzig, "Heartwork" Carcass, a ostatnio - na "Melana Chasmata" Triptykon, aktualnej grupy Toma Gabriela Fischera. Giger wykonał także charakterystyczny statyw mikrofonowy dla Jonathana Davisa, wokalisty zespołu Korn.

W 1990 roku, podczas wizyty w leżącym wśród szwajcarskich Alp Gruyeres, Giger zachwycił się miastem i tamtejszym zamkiem. Dowiedziawszy się, że lokalne władze chcą go sprzedać, artysta wziął udział w aukcji. W 1998 roku otworzył w nim swoją galerię i muzeum. By na własne oczy obejrzeć filmowego ksenomorfa, okładki kultowych płyt lub po prostu wypić kawę w miejscowym Giger Barze, którego kościste wnętrze artysta sam zaprojektował, miejsce to każdego dnia odwiedzają dziesiątki miłośników jego twórczości. Drugi bar mieści się w jego rodzinnym mieście Chur.

Nie policzę żałobników

Hans Rudolf Giger zmarł w poniedziałek, 12 maja w swoim domu w Zurychu. Twierdził, że nie boi się śmierci.

- Nigdy nie uda mi się policzyć przyjaciół, którzy przyjdą na mój pogrzeb - żartował na łamach szwajcarskiego brukowca "Blick". - Nie chcę żyć raz jeszcze. Jeden raz mi wystarczy. To zresztą okropnie męczące. Ale nawet gdy odejdę, przetrwa moja sztuka. Cieszę się i mam nadzieję, że zostanie doceniona przez następne pokolenia.

Nie pozostawił potomstwa. Zapytany w tej samej rozmowie, czy tego nie żałuje, odpowiedział bez wahania: - Nie. Moimi dziećmi są moje obrazy.

A zostawił ich po sobie mnóstwo.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie