Komentarz Macieja Szymkowiaka: Gry wideo miały deprawować dzieci, a zmieniają świat

Maciej Szymkowiak
Maciej Szymkowiak
fot. Aneta Żurek/zdj. ilustracyjne
Wiceprezes Electronic Arts ds. marki Elle McCarthy stwierdziła, że określenie mianem „graczy” osób, które grają w gry wideo, jest terminem przestarzałym, ponieważ sektor gier wideo nie jest ani medium, ani branżą, a „interaktywnością”. Pomijając językoznawczą problematykę, to nie sposób nie przyznać racji pani wiceprezes.

Według danych przywołanych przez Elle McCarrthy tylko 14% osób korzystających z interaktywnej rozrywki określa siebie terminem „gracz”, a w przypadku kobiet wynik ten spada do 6%. O rozwoju znaczenia gier wideo w nauczaniu na polskim podwórku zaświadcza niedawno otwarty kierunek na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W oficjalnym komunikacie uczelni przeczytać można: „Groznawstwo to kierunek studiów […] adresowany do osób pasjonujących się grami wideo, Second Life, wirtualną i rozszerzoną rzeczywistością, cyfrowymi technologiami, a także do osób zainteresowanych szeroko rozumianą kulturą medialną”.

Sukces w świecie gier wideo równie mocno przekłada się na notowania na giełdzie, jak i ma duży wpływ na promocję kraju na arenie międzynarodowej – o polskim wydawcy i producencie komputerowym CD Projekt Red usłyszał cały świat za sprawą sukcesu gier komputerowych z serii „Wiedźmin”. Głośno i zabawnie zrobiło się, gdy ówczesny premier Polski, Donald Tusk wręczył prezydentowi USA, Barackowi Obamie grę „Wiedźmin 2: Zabójca królów”. Od 2011 roku minęło sporo czasu, a sukces wydawniczy gier pnie się, coraz wyżej. Teraz, potwierdzając słowa Elle McCarrthy, śmiało można stwierdzić, że podział na osoby korzystające z „interaktywnej rozrywki” jest tak szeroki, że pisząc o grach, nie sposób dzielić jej wyłącznie na sferę zarezerwowaną dla młodzieży lub dorosłych „czujących się młodych duchem”.

Własną przygodę z grami zaczynałem w wieku ok. lat 6, wtedy też grałem w gry typowo dziecięce – wyścigi samochodowe, zręcznościowe gry dla dzieci. Mimo wielokrotnego ostrzegania rodziców przez media przed zgubnym wpływem gier na dzieci nigdy nie zostało mi zabronione granie w gry, które pozwalały wcielać się rycerza zabijającego smoki, gangstera prowadzącego nielegalne interesy, czy też w piłkarzy ze światowych lig europejskich. Mimo zapowiedzi ze strony medialnej – ja ani moi koledzy z dzieciństwa nie ukradliśmy w życiu dorosłym żadnego samochodu, mimo że z zapałem graliśmy w grę akcji „Grand Theft Auto”. Niestety nie zostaliśmy też piłkarzami, mimo wielu lat ciągłego grania w serię gier zręcznościowych FIFA. Teraz wraz ze starzeniem się i brakiem czerpania z tego satysfakcji, zostało mi tylko sporadyczne granie w gry na telefonie – pytanie dla młodszych ode mnie: czy jestem jeszcze „graczem” czy już tylko zgredem? A może „interaktywnym odbiorcą”?

Jesienna turystyka w Polsce

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie