Kryminalna Wielkopolska: Ukradł obraz Claude'a Moneta z poznańskiego Muzeum Narodowego i schował za szafą u rodziców

Katarzyna Sklepik
Katarzyna Sklepik
Prezentacja odzyskanego dzieła odbyła się w styczniu 2010 roku, w Muzeum Narodowym w Poznaniu.
Prezentacja odzyskanego dzieła odbyła się w styczniu 2010 roku, w Muzeum Narodowym w Poznaniu. fot. policja
Historia kradzieży obrazu Claude'a Moneta w Poznaniu. Robert Z. uwielbiał francuskich impresjonistów. Zamówił kopię „Plaży w Pourville”, udawał, że „maluje” i cichaczem podmienił obrazy. Wyciął oryginalnego Moneta i... wyszedł z muzeum.

Złodzieje którzy kradną z miłości do piękna

Właściwie wszyscy zgadzamy się co do tego, że kradzież jest zła. Ale... Jakby nie zawsze w równym stopniu. Jakoś mniej oburzamy się na złodzieja, jeśli kradnie z miłości do piękna. Bo przecież do Arsena Lupin - dżentelmena włamywacza, trudno było mieć pretensje. Wszak nie okradał staruszek z renty, a jedynie tych, którzy i tak nie bardzo wiedzieli co z pieniędzmi robić. Poza tym kradł biżuterię i dzieła sztuki.

Obrazy skradzione przez "złodziei stulecia" mogły zostać spalone

Simon Templer - Święty, choć kradł, to właściwie stał na straży praworządności. Okradał jedynie przestępców. Do tego sprawiał, że trafiali przed oblicze sprawiedliwości. Czyż można mieć pretensje o te „drobne”, które przy okazji zarobił?
Choć kradzieże dzieł sztuki spędzają sen z powiek muzealników, a dobra kultury ginące w pałacach bajecznie bogatych arabskich szejków czy chińskich biznesmenów to faktycznie problem; jednak nie sposób nie przyznać, że nie które kradzieże dzieł sztuki zadziwiają zuchwałością. A zdarza się, że spotykają się z pewnym zrozumieniem.

Tak było z udaremnioną kradzieżą Mony Lizy z paryskiego Luwru, do której doszło w sierpniu 1911 roku. Dokonał jej Vincenzo Peruggia - włoskiego pochodzenia pracownik muzeum. Dzieło miało trafić do jednego z muzeów w Italii. Peruggia twierdził, że chciał po prostu odzyskać dobro narodowe. Trudno się dziwić, że Włosi uznali go za...bohatera narodowego.

Kryminalna Wielkopolska

W 2003 roku z Whitworth Gallery w Manchesterze zostały skradzione trzy obrazy Picassa. Wszystkie trzy prace, warte blisko 4 miliony funtów, następnego dnia zostały znalezione w publicznej toalecie. Do obrazów dołączona została także notatka, która w tłumaczeniu brzmi - intencją nie była kradzież, tylko uświadomienie wadliwej ochrony w muzeum.

Z całą pewnością szlachetnych intencji nie mieli ci, którzy w 1990 roku z muzeum w Bostonie ukradli „Koncert” Vermeera i „Burzę na jeziorze galilejskim” Rembrandta. Dzieł wartych 350 milionów dolarów dotychczas nie znaleziono.

Ukradł obraz Moneta wart kilka milionów dolarów

Najgłośniejszą kradzieżą w powojennej Polsce było zniknięcie w 2000 roku z poznańskiego Muzeum Narodowego „Plaży w Pourville” Claude’a Moneta.

Ukradł obraz z Muzeum Narodowego w Poznaniu: Jak to się mogło stać?

Bezczelność - tak jednym słowem można nazwać kradzież obrazu Claude’a Moneta z poznańskiego Muzeum Narodowego. Choć Robert Z. dokonał jej w niedzielę, to wyszła na jaw dopiero we wtorek. Bo włożona w ramy kopia zaczęła się... odklejać. A było to 19 września 2000 roku.

Zaalarmowany przez pracowników Piotr Michałowski, kurator Galerii Sztuki Europejskiej w muzeum idąc do sali wystawowej, już z daleka widział, że to co wisi na ścianie nie jest „Plażą w Pourville”. Zawiadomił o tym policję.

W Poznaniu zawrzało! Od popołudnia przed Muzeum Narodowym gromadziły się tłumy. Nikt nie mógł uwierzyć w to, że - wyceniony na około 7 milionów dolarów - obraz po prostu zniknął. Okazało się też, że obraz nie był ubezpieczony, bo muzeum nie było stać na taki wydatek. Przez całą noc zabezpieczano ślady, rozpytywano pracowników i zwiedzających, doktórych udało się dotrzeć.

To był dopiero początek. „Plaża w Pourville” to był jedyny obraz francuskiego impresjonisty w polskich kolekcjach, a zarazem jedno z najcenniejszych dzieł w Muzeum Narodowym.

Claude Monet namalował ten obraz w 1882 roku. To olej na płótnie o wymiarach 60 na 73 cm. Wchodzi w skład cyklu obrazów z tej nadmorskiej miejscowości namalowanych w jednym roku.

Trwa głosowanie...

Czy kara śmierci powinna zostać przywrócona?

Głos Wielkopolski

Słynne płótno było w Wielkopolsce od 1906 roku, kiedy to zostało kupione przez Pruskie Muzeum Prowincji Poznańskiej.

- „Plaża w Pourville” to jedyny obraz słynnego francuskiego impresjonisty w polskich kolekcjach, a zarazem jeden z najcenniejszych obrazów w kolekcji Muzeum Narodowego - mówiła wówczas Aleksandra Sobocińska, rzecznik muzeum. - Dla nas jest bezcenny - dodawała, choć wartość obrazu szacowano na 4-7 milionów dolarów.

Dlatego śledczy wysnuli hipotezę, że mogła to być kradzież na zlecenie. Kto jednak mógł działać na rzecz kolekcjonera?

Ukradł z miłości do francuskich impresjonistów

Sprawdzano i przesłuchiwano pracowników: od sprzątaczki po dyrektora i osoby, które były w muzeum. Na próżno. Ten trop nie przyniósł żadnych rezultatów.

Po jakiś czasie, uwaga policjantów skupiła się na tajemniczym człowieku w jasnym, grubym golfie. Był nim „rzekomy” student poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych, który poprosił o zgodę na szkicowanie obrazów, wiszącego w tej samej sali co dzieło Moneta.

Powstał też jego portret pamięciowy. Na miejscu policjanci zabezpieczyli jego odciski palców, okazało się też, że we wniosku do muzeum podał fałszywe dane. A faks nadał z Olkusza. Tam też namierzono pierwszego podejrzanego.

Był nim malarz Tytus Dessauer. Pasował do rysopisu i potrafił malować. Talent go uratował, biegli uznali bowiem, że nie namalowałby tak marnej kopii, jak ta którą podłożono w muzeum.
Obraz przepadł. Śledztwo po roku przerwano. Nikt nie wierzył w to, że obraz się odnajdzie.

A jednak! Był 12 stycznia 2010 roku, przebywający w Wiedniu Piotr Michałowski dostał wiadomość, że obraz się znalazł i trzeba potwierdzić jego autentyczność. Natychmiast wrócił do Poznania.

Przypadek - tak wpadł Robert Z. W grudniu 2009 roku, Marek Pawlicki z pracowni badań daktyloskopowych Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu w zbiorach AFIS trafił na odciski palców potencjalnego złodzieja. Były w bazie od trzech lat, bo jak się później okazało, Robert Z. trafił tam za groźby karalne. W chwili zatrzymania miał 41 lat. Od razu przyznał się do kradzieży.

Śledczym powiedział, że pracując we Francji na budowach, w wolnych chwilach odwiedzał Luwr i tam zauroczył się francuskimi impresjonistami.

Zobacz też:

Chciał mieć obraz Moneta tylko dla siebie. Dlatego zlecił wykonanie kopii „Plaży w Pourville” i innego obrazu, który rzekomo szkicował w muzeum.

Dokładnie opowiedział jak sukcesywnie wycinał obraz z ram. Gdy wyciął wszystko dookoła, ukrył oryginał wśród kartonów papieru i wstawił kopię w ramy. Schował go do teki z pracami i jak gdyby nigdy nic wyszedł z muzeum. Obraz przechowywał w mieszkaniu swoich rodziców, za szafą.

Twierdził, że nie chciał go sprzedać, chciał móc tylko na niego patrzeć. Proces Roberta Z. trwał jeden dzień. Za kradzież dobra narodowego mógł dostać nawet 10 lat więzienia. Sąd Okręgowy w Poznaniu skazał go na trzy lata. Wyszedł po roku.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie