Perfuzjonista - bohater drugiego planu. Wkracza, gdy serce przestaje bić

Marta Żbikowska
Piotr Ładziński każdego dnia bierze udział w operacjach małych pacjentów w klinice kardiochirurgii dziecięcej w szpitalu przy ulicy Szpitalnej w Poznaniu. To on obsługuje układ krążenia pozaustrojowego odpowiedzialny za wszystkie funkcje, które w naszym organizmie spełniają płuca i mięsień sercowy Grzegorz Dembiński
Operacja na otwartym sercu wymaga zatrzymania krążenia. Stosuje się więc kardioplegię, podając zimny płyn z potasem, który zatrzymuje serce. Prowadzi to do nieuchronnej śmierci. Chyba że ktoś inny dba o przepływ krwi w organizmie. Układ krążenia pozaustrojowego obsługuje perfuzjonista.

W filmie „Bogowie” perfuzjonista to pierwsza osoba, do której dzwoni profesor Zbigniew Religa, gdy zamierza przeprowadzić operację na otwartym sercu. Wybitny kardiochirurg dziwi się, że perfuzjonista w środku nocy śpi. Jak może spać, skoro jest potrzebny podczas operacji?

Dzisiaj bardziej niż wtedy operacja kardiochirurgiczna nie może odbyć się bez perfuzjonisty. - To człowiek, w którego rękach jest życie dziecka w czasie zabiegu, kiedy serce jest wyłączone - mówi profesor Michał Wojtalik, kierownik kliniki kardiochirurgii dziecięcej UM w Poznaniu. - Perfuzjonista jest istotnym członkiem zespołu, tak zresztą jak i ja. Nasz zespół składa się z kilku osób, z których każda pełni istotną rolę podczas operacji. Jest anestezjolog, pielęgniarka anestezjologiczna, są instrumentariuszki, chirurg, asystent operatora, są wreszcie perfuzjoniści. Musimy ufać sobie nawzajem i umieć ze sobą współpracować.

Heart Team - tak o zespole mówi Piotr Ładziński, perfuzjonista w Szpitalu Klinicznym im. Jonschera przy ul. Szpitalnej w Poznaniu. Zależność między poszczególnymi członkami teamu przedstawia obrazowo: - Jesteśmy takimi kółkami ułożonymi jak symbol olimpijski, każde koło zakreśla swój własny obszar, ale w każdym kole jest część wspólna z innymi kołami. Razem tworzą całość.

Odpowiada człowiek, nie maszyna
W Poznaniu są trzy miejsca, gdzie przeprowadza się operacje kardiochirurgiczne. W Szpitalu Klinicznym im. Przemienienia Pańskiego przy ulicy Długiej wykonuje się rocznie około 800 zabiegów, tyle samo w Szpitalu Miejskim im. J. Strusia przy Szwajcarskiej. W Szpitalu Klinicznym im. Jonschera operuje się najmniejsze serca. Jest ich około 400 rocznie. Je również trzeba zatrzymać na czas zabiegu.

Podczas operacji w krążeniu pozaustrojowym serce pacjenta przestaje bić. Ale krew musi krążyć po organizmie. Inaczej z powodu niedotlenienia wszystkie narządy przestałyby działać. Mózg bez tlenu wytrzymałby cztery, może pięć minut. Potem nastąpiłaby śmierć. Pacjent zostaje więc podłączony do urządzenia, którego zadaniem jest pompowanie i natlenianie krwi. Najczęściej nazywa się je płucosercem, choć specjaliści obecnie wolą mówić o układzie krążenia pozaustrojowego. Urządzenie samo jednak nie działa. Obsługuje je perfuzjonista.
- Kiedyś płucoserce było stosunkowo prostą pompą z oksygeneratorem - wspomina prof. Wojtalik. - Po krótkim przeszkoleniu każdy mógł je obsługiwać. Zazwyczaj robiły to pielęgniarki, rzadziej lekarze, mnie również się to zdarzało. Gdy byłem młodym chirurgiem, otrzymywałem takie zadanie podczas operacji. Czy dzisiaj podjąłbym się go? Chyba tylko w warunkach wojennych, gdyby nie było innego wyjścia. No i potrzebowałbym przynajmniej krótkiego przeszkolenia.

Dzisiejsze układy krążenia pozaustrojowego to skomplikowane urządzenia, często naładowane elektroniką, które kontrolują kilkadziesiąt parametrów. Ale aparat nie weźmie odpowiedzialności za ludzkie życie. Gdy coś pójdzie nie tak, może jedynie wydać sygnał dźwiękowy lub zaświecić lampkę. Sam nie uratuje pacjenta. Może to zrobić perfuzjonista odpowiednio reagując, szybko podejmując decyzję o podaniu odpowiednich preparatów, które pomogą utrzymać krążenie, zapewnią odpowiednią wymianę gazową i podaż tlenową.

Zdarza się, że podczas operacji urządzenie trzeba wymienić. Przygotowanie nowego w standardowym czasie zajmuje około 20 minut. To czas potrzebny na rozpakowanie części ze sterylnych opakowań i poskładanie kilkudziesięciu elementów w jedną całość. Podczas awaryjnych sytuacji perfuzjonista na przygotowanie układu krążenia pozaustrojowego ma najwyżej 5 minut. Jeśli mu się nie uda, pacjent umrze.

- Perfuzjonista musi posiadać odpowiednią wiedzę, ale i doświadczenie - mówi Piotr Ładziński. - Co z tego, że ktoś doskonale wie na przykład, jakie pH krwi należy utrzymywać podczas operacji, skoro nie potrafi osiągnąć właściwych parametrów? Wiedza i doświadczenie to jednak nie wszystko. Perfuzjonista powinien być osobą, która potrafi zachować zimną krew w najbardziej dramatycznych sytuacjach. No i musi umieć pracować w zespole, zawsze pamiętać, że jest członkiem heart teamu.

Perfuzjonisto, ucz się sam
Choć perfuzjonista wykonuje odpowiedzialny zawód wymagający wysokospecjalistycznego przygotowania, nie jest doceniany przez system. Problem zaczyna się już na etapie poszukiwania możliwości zostania perfuzjonistą. - W zasadzie nie ma kierunku, który dawałby przygotowanie do tego zawodu - mówi Piotr Ładziński, który jest również wiceprezesem Polskiego Stowarzyszenia Perfuzjonistów. - Według przepisów, perfuzjonista powinien posiadać średnie wykształcenie medyczne.
Członkowie stowarzyszenia perfuzjonistów chcieliby to zmienić. Uważają, że obecne warunki pracy tak się zmieniły, że do uzyskania zawodu perfuzjonisty powinno być wymagane wyższe wykształcenie. - Nie chcielibyśmy, żeby było tak jak w przypadku pielęgniarek, które zostały zmuszone do uzupełniania wykształcenia. Tych, którzy już pracują jako perfuzjoniści, zostawilibyśmy w spokoju. To dobrzy fachowcy, którzy znają się na tym, co robią - podkreśla Piotr Ładziński. - Ale warto, żeby nowe osoby wybierające ten zawód musiały mieć wyższe wykształcenie.

Dbając o jakość przygotowania do zawodu, perfuzjoniści szkolą się sami. Założone w 1991 roku stowarzyszenie organizuje kursy kwalifikacyjne.

Aby wziąć w nich udział, trzeba spełnić określone wymagania. - Pierwszy warunek to posiadanie przynajmniej średniego wykształcenia medycznego - wymienia Piotr Ładziński. - Do tego potrzebne jest przynajmniej dwuletnie zatrudnienie w zespole perfuzji. W Poznaniu to trzy możliwe miejsca, w Polsce jest ich 39. Wymagamy również, aby kandydat miał na swoim koncie przynajmniej dwieście samodzielnie wykonanych krążeń pozaustrojowych pod kontrolą dyplomowanego perfuzjonisty i na koniec musi dostarczyć pozytywną opinię kierownika jednostki, w której pracuje. Z tym wszystkim można aplikować o przystąpienie do kursu.

Kurs kwalifikacyjny dla perfuzjonistów trwa zazwyczaj około pół roku. Odbywa się głównie w weekendy i kończy się egzaminem złożonym z dwóch części: testowej oraz egzaminu ustnego. - Nikt nas nie zmusza do tego, żebyśmy kończyli jakiekolwiek kursy, ale sami chcemy dbać o jakość naszej pracy - tłumaczy Ładziński.

Wymóg co najmniej średniego wykształcenia to relikt przeszłości. Pochodzi on z czasów, kiedy płucoserca obsługiwały pielęgniarki, które zresztą również nie musiały w tamtym okresie mieć ukończonych studiów.
Potrzeba ukończenia wyższych studiów podniosłaby nie tylko kwalifikacje i prestiż zawodu, ale i pensje. - W tabeli zaszeregowania pracowników znaleźliśmy się w piętnastej grupie - mówi Piotr Ładziński.- Nasze zarobki mieszczą się w widełkach. Zgodnie z grupą zaszeregowania możemy zarobić maksymalnie 2800 zł brutto, co oznacza około 2200 złotych na rękę.

Trudna droga do zawodu
Wprowadzenie przepisów, które regulowałyby kwestie związane z wykonywaniem zawodu perfuzjonisty, jest tym bardziej istotne, że przedstawiciele tego zawodu powoli wychodzą z kardiochirurgii. Choć operacje na otwartym sercu to wciąż najczęstsze sytuacje, które wymagają obecności perfuzjonisty, to znajdują oni zajęcie także w innych dziedzinach medycyny. - Technologię zatrzymania krążenia można zastosować w przypadkach operacji neurochirurgicznych, onkologicznych, naczyniowych - mówi Piotr Ładziński.

- Obsługujemy także układy krążenia pozaustrojowego u pacjentów na oddziałach intensywnej terapii, patologii noworodka, szpitalnych oddziałach ratunkowych, w tym chorych, u których zdecydowano o podłączeniu ECMO. Jesteśmy wszędzie tam, gdzie pacjenci korzystają z tak zwanego sztucznego serca, czy pneumatycznych komór wspomagania serca.

W Poznaniu pracuje 10 perfuzjonistów. Są oni zatrudnieni w trzech szpitalach, w których znajdują się oddziały kardiochirurgii (w tym dziecięcej). W całym kraju pracuje 180 takich osób. Mają różne wykształcenie, doświadczenie, niemal każdy inną drogą doszedł do wykonywanego zawodu. Piotr Ładziński skończył fizykę medyczną na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. W szpitalu przy Szpitalnej miał praktyki. Ale po studiach rozpoczął pracę w szkole.

Wtedy dowiedział się od kolegi, że profesor Wojtalik poszukuje kandydata na szefa zespołu perfuzji, że chciałby on u siebie wykształcić profesjonalistę. Wymagał zaangażowania, wiedzy i znajomości języków obcych. Piotr Ładziński zaryzykował i zgłosił się do profesora. Pojechał na szkolenia w Genewie i Kilonii, uczestniczył w międzynarodowych kursach i konferencjach. Dzisiaj sam kształci kolejnych kandydatów do zawodu.

- W innych krajach wprowadzone są różne rozwiązania, ale wszędzie w cyklu edukacji można zdobyć zawód perfuzjonisty - mówi Piotr Ładziński. - W Holandii co dwa lata ogłaszany jest nabór na studia podyplomowe dla absolwentów kierunków medycznych, w Niemczech istnieją szkoły dające możliwość zdobycia zawodu kardiotechnika, a u nas ciągle panuje wolnoamerykanka.
Dla perfuzjonistów ważny jest jeszcze jeden aspekt, oprócz utworzenia ścieżki edukacyjnej prowadzącej do zdobycia zawodu. Zabiegają, aby zawód ten umieścić w grupie specjalistów medycznych, a nie, jak dotychczas, w grupie obsługujących urządzenia medyczne.

- Próbujemy naszymi problemami zainteresować osoby mogące nam pomóc uregulować kwestie prawne - mówi Piotr Ładziński. - Ale to musiałyby być zmiany na poziomie ustawy albo przynajmniej rozporządzenia ministra zdrowia. A jaki polityk jest zainteresowany działaniem na rzecz 180-osobowej grupy zawodowej?

Perfuzjoniści w Polsce i w Europie
Przedstawiciele tego zawodu zrzeszeni są w założonym przez siebie Polskim Stowarzyszeniu Perfuzjonistów. Rozpoczęło ono swoją działalność w 1991 roku w Warszawie, na mocy wpisu do rejestru sądowego. W tym samym roku, w Łodzi odbył się I Walny Zjazd.

Europejska Grupa ds. Perfuzji Sercowo-Naczyniowej (EBCP) powstała, aby zjednoczyć europejskich perfuzjonistów w ich dążeniu do osiągnięcia jednolitych standardów w zakresie szkoleń i zawodowego statusu. Celem EBCP jest, między innymi, ustanowienie, monitorowanie i podtrzymywanie jednorodnych standardów w zakresie kształcenia i szkolenia w praktyce perfuzjonisty.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie