Pracownicy poznańskiego sanepidu nie mieli kontroli nad epidemią koronawirusa. Ale wyzerowanie baz danych nazywają burzą w szklance wody

Łukasz Cieśla
Łukasz Cieśla
Pracownicy sanepidu przyznają, że jesienią 2020 roku stracili kontrolę na epidemią koronawirusa. Pracownicy nie dzwonili do chorych oraz osób objetych kwarantanną. Sprawę bada prokuratura. Łukasz Gdak
W styczniu w powiatowym sanepidzie w Poznaniu doszło do „wyzerowania bazy danych”, czyli usunięcia z systemu nazwisk około 1400 osób chorych na koronawirusa lub objętych kwarantanną. Pracownicy sanepidu przyznają teraz, że pod koniec ubiegłego roku na pewien czas stracili kontrolę nad pandemią i nie dzwonili do osób chorych lub objętych kwarantanną. Zapewniają jednak, że „wyzerowanie bazy danych” nie było żadnym fałszerstwem, lecz usunięciem starych zaległości. - Jesteśmy spokojni o finał tej sprawy – mówi Wiesława Kostuj, rzecznik wielkopolskiego sanepidu.

W styczniu między wojewódzkim a powiatowym sanepidem doszło do zgrzytu. Na jaw wyszło pismo, które szefowa wielkopolskiego sanepidu Jadwiga Kuczma-Napierała wysłała do dyrektora powiatowej stacji. Poleciła Witoldowi Draberowi „wyzerowanie zaległości”. Chodziło o usunięcie z bazy danych nazwisk osób zakażonych koronawirusem oraz objętych kwarantanną.

Po tym, jak pismo ujrzało światło dzienne, posłanka Paulina Hennig-Kloska złożyła zawiadomienie do poznańskiej prokuratury. Chce, by śledczy ocenili, czy doszło do zagrożenia zdrowia i życia mieszkańców Poznania oraz powiatu.

- Trwają czynności sprawdzające, prokurator prowadzący wystąpił do sanepidu o dokumentację

– zaznacza prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik poznańskiej Prokuratury Okręgowej.

Czytaj też: W styczniu posłanka Paulina Hennig-Kloska złożyła zawiadomienie na szefową wielkopolskiego sanepidu

Pracownicy sanepidu tłumaczą, że byli zawaleni zgłoszeniami. Przez pewien czas nie mieli kontroli nad postępującą epidemią koronawirusa

Pracownicy wielkopolskiego sanepidu, z którego wyszło pismo o "wyzerowaniu zaległości", nie chcą oficjalnie komentować sprawy. Tłumaczą to trwającym postępowaniem prokuratury.

- Ale zapewniam pana, że zawiadomienie posłanki to burza w szklance wody – mówi wysoki rangą pracownik inspekcji sanitarnej. - Owszem, od września ubiegłego roku w powiatowej stacji powstawały zaległości. Było mnóstwo zgłoszeń, brakowało rąk do pracy. Można powiedzieć, że pracownicy w pewnym sensie stracili kontrolę nad pandemią. Nie dzwonili do zakażonych oraz do osób objętych kwarantanną. Nie przeprowadzili z nimi wywiadów. Choroba mogła się rozprzestrzeniać, skoro powiatowy sanepid nie miał pełnej kontroli nad zgłoszonymi przypadkami. W styczniu dostali polecenie „z góry” usunięcie tych starych zgłoszeń, sprzed kilku i kilkunastu tygodniu. Usunęli więc z bazy danych „przeterminowane” zgłoszenia. Chodziło o osoby, które już dawno wyzdrowiały lub skończyła się im kwarantanna, ale nikt tego nie odnotował w systemie. Odpowiedzialność za te zaległości ponosi powiatowa stacja i jej ówczesny szef Witold Draber

– przekonuje nasz rozmówca z sanepidu.

Trzecia fala koronawirusa w Polsce. Zobacz film

Witold Draber nie zgadza się z zarzutem, że źle zorganizował pracę powiatowego sanepidu. Ale podobnie, jak przedstawiciele wojewódzkiej stacji, uważa, że temat „wyzerowania bazy danych” to burza w szklance wody.

- Zaległości, które polecono nam usunąć na początku stycznia, powstały przez święta Bożego Narodzenia. Było wtedy ponad 300 przypadków dziennie. Pracownicy nie mieli możliwości zawsze do każdego zadzwonić. A te wcześniejsze zaległości z jesieni 2020 roku powstały za kadencji pani Anny Pawłowskiej, ówczesnego kierownika oddziału epidemiologii. Została za to przeze mnie zdegradowana, a zaległości październikowe usunęli pracownicy z innych oddziałów powiatowej stacji. Teraz, po moim odejściu, zajęła jednak moje miejsce i została szefową całego powiatowego sanepidu

– odpowiada Witold Draber.

Czytaj też: Szczegóły rezygnacji Witolda Drabera

Szef powiatowego sanepidu odszedł. Witold Draber dostał wybór: albo sanepid, albo przychodnia lekarska

Kto ma rację w sporze w sanepidzie? Zdania są podzielone. W zeszłym roku za ukaraną wówczas Anną Pawłowską stanęła część pracowników. W rozmowie z mediami mówili, że praca w sanepidzie kierowanym przez Witolda Drabera była źle zorganizowana, brakowało sprzętu i pracowników. Anna Pawłowska w rozmowie z mediami stwierdziła z kolei, że była zastraszana i czuje się kozłem ofiarnym.

Niedawno Witold Draber, dyrektor powiatowego sanepidu, odszedł z pracy. Do takiej decyzji został skutecznie zachęcony. Powód: dyrektor wielkopolskiego sanepidu Jadwiga Kuczma-Napierała nie udzieliła mu nowej zgody na dodatkową pracę. Dr Draber, który jest diabetologiem, kierowanie sanepidem od lat łączył z leczeniem pacjentów. W lutym dostał wybór: albo skupia się wyłącznie na pracy w sanepidzie, albo odchodzi. Witold Draber odszedł tłumacząc, że nie może zostawić swoich pacjentów. Był rozżalony, że tak go potraktowano po latach pracy w sanepidzie.

Czytaj też: W sanepidzie doszło do mobbingu? Szefowa WSSE zaprasza polityków na kontrolę

Plotka głosi, że czarę goryczy przelała styczniowa wizyta urzędniczek z Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Badały sprawę „wyzerowania baz danych” i zaległości w sanepidzie. Podobno, gdy weszli do gabinetu Witolda Drabera, ten stwierdził, że nie ma czasu na dłuższą rozmowę, bo musi iść do drugiej pracy, do przychodni. Wkrótce GIS polecił przyjrzeć się łączeniu stanowisk. GIS rozesłał list do wszystkich wojewódzkich stacji, że trzeba zwrócić uwagę, czy pracownicy inspekcji na tych dodatkowych etatach nie popadają w konflikt interesów.

Marsz koronasceptyków w Poznaniu

Był konflikt interesów szefa sanepidu czy szukano pretekstu do pozbycia się Witolda Drabera?

Dlaczego Witold Draber nie dostał nowej zgody? Sprawę skomentowała dyrektor wielkopolskiego sanepidu Jadwiga Kuczma-Napierała.

- Część dyrektorów innych powiatowych stacji sanepidu dostała ode mnie nową zgodę na dodatkowe obowiązki. Na przykład powiatowy inspektor ze Słupcy wciąż jest lekarzem orzecznikiem w Koninie, czyli w innym powiecie. Dostał na to zgodę, bo nie ma konfliktu interesów. Przykład z drugiej strony: jedna z pań inspektor prowadziła wykłady dla sieci „Żabka” i jednocześnie ją kontrolowała. Uznałam, że to konflikt interesów. Wykładów już nie prowadzi, została w sanepidzie. Z kolei pan Draber kierował powiatowym sanepidem, który jednocześnie kontrolował przychodnie lekarskie, w których pracuje. Kolejny argument, który spowodował mój brak zgody na łączenie przez niego różnych funkcji to moje zastrzeżenia do pracy powiatowej stacji. Chciałam, aby skupił się na sanepidzie, bo były spore zaległości w związku z epidemią koronawirusa. Wybrał pracę w przychodni i to jego decyzja

– stwierdza Jadwiga Kuczma-Napierała, która wielkopolskim sanepidem kieruje od maja 2020 roku. Jej zdaniem do rozwiązania jest sporo różnych problemów, które narastały przez lata.

Witold Draber zaprzecza, aby nie miał czasu dla urzędniczek z GIS. Nigdy, jak zaznacza, nie popadł w konflikt interesów. I ubolewa, że z sanepidu pozbywa się lekarzy.

- Rozmawiałem z paniami z GIS przez około godzinę. Wypiliśmy kawę. One wyszły, a ja skończyłem pracę i pojechałem do pacjentów. Poza tym przez 8 lat nie było zastrzeżeń, że kierowanie sanepidem łączę z pracą w przychodni. Odnoszę wrażenie, że teraz szukano pretekstu, by się mnie pozbyć ze stacji. Moje miejsce zajęła niedawno ukarana przeze mnie pani Pawłowska, jakby komuś zależało, aby wróciła na kierownicze stanowisko

– uważa Witold Draber.

Zobacz też:

Rząd wprowadza nowe obostrzenia. Zmiany na granicach, nakaz ...

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Aleksa

Pewnie Draber podpadł GISowi tym, że kasa ważniejsza niż covid. A miejsce jego zajela specjalista epidemiolog, ceniona w branży, a przez niego poświęcona dla stolka.

G
Gość

Pani inspektor wojewódzka nie lubi lekarzy - nie od dziś to wiadomo

G
Gość

No i panaceum na te wszystkie problemy ma być zdegradowana kierowniczka epidemiologii. Wcale nie widać tu żadnej protekcji ;-)

G
Gość

Niestety nikt już nie panuje nad tym chaosem. Rząd się nie nadaje do niczego. Taka piękna była POLSKA a zrobili z niej....?

Dodaj ogłoszenie