Reeperbahn Festival: Bez gwiazd, do gwiazd [ROZMOWA]

Cyprian Łakomy
Cyprian Łakomy
Detlef Schwarte: Nasz festiwal kontynuuje muzyczną tradycję miasta
Detlef Schwarte: Nasz festiwal kontynuuje muzyczną tradycję miasta Cyprian Łakomy
Pierwsza edycja jego festiwalu była finansową klapą. Dziś, mimo nielicznych gwiazd w programie, uchodzi za europejski wzorzec imprezy showcase’owej i jeden z głównych elementów życia kulturalnego w Hamburgu. O ciągle ewoluującej idei Reeperbahn Festival, wypracowanym modelu współpracy z miastem oraz tegorocznej, dziewiątej odsłonie mówi Detlef Schwarte, jeden z dyrektorów tej imprezy i gości poznańskiego Spring Break Showcase Festival & Conference.

Czym jest festiwal showcase’owy?

To festiwal prezentujący _„wschodzących” _artystów, próbujących dotrzeć do większej publiczności. Przeważnie są to już wykonawcy, którzy mają wokół siebie pewien sztab ludzi: managerów, wytwórnie oraz inne osoby, które pracują na ich rzecz. To właśnie oni najczęściej zabiegają o to, by dany zespół wystąpił na festiwalu. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że nie chodzi o zespoły, które ledwie co wyszły z sali prób. Warto na tym etapie wyróżnić się jakimś osiągnięciem: pierwszą wydaną płytą, zagraną trasą koncertową czy nawet paroma tysiącami polubień na Facebooku. Również publika jest tu nieco inna niż w przypadku typowych festiwali. Tworzą ją ludzie ciekawi nowych zjawisk w muzyce, którzy chcą odkryć artystów jeszcze zanim zrobią to za nich media.

Kogo ty odkryłeś na przestrzeni ośmiu dotychczasowych edycji Reeperbahn Festival?

Nie jestem chyba właściwą osobą, by odpowiadać na to pytanie, bo to nie ja obsadzam kolejne edycje Reeperbahn. Jestem odpowiedzialny za część konferencyjną i komercyjną imprezy. Program festiwalu jest z kolei dziełem wyspecjalizowanego zespołu. Było jednak sporo artystów, którzy wystąpili u nas, będąc na bardzo wczesnym etapie kariery. Wśród nich m. in. Biffy Clyro, Gotye i inni, wcześniej grający dla widowni liczącej przeważnie 150 osób. To oczywiście miłe, gdy takim gwiazdom, które dziś zapełniają ogromne hale, przypomina się występ na naszym festiwalu. Trudno nie cieszyć się tym, że być może miałeś swój mały udział w ich sukcesie.

Czym różni się Reeperbahn od innych festiwali showcase’owych w Europie?

Najważniejsze jest to, że jesteśmy festiwalem międzynarodowym. Odnoszę wrażenie, że bardzo wiele podobnych imprez na terenie Starego Kontynentu bazuje wyłącznie na artystach krajowych. Wskutek tego zespoły z Francji grają we Francji, a grupy z Danii – w Danii. Natomiast nam nigdy nie chodziło o to, by promować wyłącznie niemiecką muzykę. Od samego początku, tworząc Reeperbahn, chcieliśmy prezentować najlepszych wykonawców z całego świata. Tak jest do dziś. W tym roku zagra u nas 400 wykonawców z około 40 krajów. Jak już wspomniałem, program muzyczny festiwalu to rezultat działania naszych kuratorów. Czym innym są tzw. showcase’y, czyli prezentacje organizowane i opłacane przez podmioty zewnętrzne, takie jak wytwórnie czy instytuty z poszczególnych krajów. Jednak i w tym przypadku proponowani przez nich artyści muszą przejść przez naszą selekcję.

Czy Polska także prezentowała u was swoich artystów?

W ubiegłym roku zajmował się tym Instytut Adama Mickiewicza, który sprowadził do Hamburga OCN, Rebekę, Izę Lach i Uniqplan. Nie wiem jednak, czy w tym roku zanosi się na powtórkę. Dopiero zaczęliśmy obsadzać nadchodzącą edycję, a spośród 400 planowanych nazw mamy dopiero około 25. Myślę, że skład tegorocznego Reeperbahn wyklaruje się pod koniec lipca.

Obejrzyj zwiastun ubiegłorocznej edycji Reeperbahn Festival

Pamiętasz, co było waszym głównym celem, gdy rozkręcaliście imprezę w 2006 roku?

Alex (Schulz, dyrektor generalny festiwalu – przyp. red.), z którym wspólnie stworzyliśmy Reeperbahn, miał okazję odwiedzić festiwal South By Southwest w Austin w amerykańskim Teksasie. Ta impreza jest na dobrą sprawę matką wszystkich dzisiejszych festiwali. Z typowo muzycznego festiwalu przekształcił się w interaktywne wydarzenie, na które przyjeżdżają fani zarówno muzyki, jak i filmu. Po powrocie do Niemiec Alex zorientował się, że w Hamburgu dysponujemy bardzo podobną infrastrukturą. Tak jak Austin ma swoją 6. ulicę z tuzinami klubów, u nas jest Reeperbahn w dzielnicy St. Pauli o podobnym charakterze. Przekonanie ludzi do naszego pomysłu zajęło kilka lat. Pierwsza edycja – z 200 grupami w około 30 klubach – skończyła się finansową klęską. Jednak po roku zrobiliśmy następną, a później jeszcze następną, i tak do dziś. Do 2009 roku byliśmy festiwalem wyłącznie muzycznym. W pewnym momencie zauważyliśmy, że bez zaproszenia zjeżdżają się do nas przedstawiciele firm fonograficznych i menedżerowie. Postanowiliśmy wykorzystać ten potencjał, organizując serię paneli i dyskusji na tematy biznesowe. Nieco później z mapy Niemiec zniknęły targi muzyczne Popkomm, więc siłą rzeczy dobrze wypełnialiśmy powstałą lukę.

Co pomyślałeś, kiedy zaproszono cię na poznański Spring Break?

Myślę, że na plus festiwalu działa przede wszystkim to, że stoją za nim ludzie, którzy doskonale znają rynek koncertowy w Polsce. To znacznie inna sytuacja niż ta, gdy za organizację takiej imprezy biorą się rządowe albo pozarządowe organizacje. Oczywiście plusem tego drugiego przypadku są dodatkowe źródła finansowania, z drugiej strony mało która z tych organizacji ma rozeznanie podobne temu, jakim dysponuje jedna z czołowych agencji w waszym kraju. Tomasz (Waśko, z Agencji Artystycznej Go Ahead – przyp. red.) powiedział mi, że impreza startuje na pewnym pułapie, lecz ma się stopniowo rozwijać. Nauczony własnym doświadczeniem, uważam to za mądrą decyzję. Dodatkowo korzystne warunki dla wydarzeń takich jak Spring Break stwarza stale rozwijająca się polska gospodarka. Macie przecież jedną z najmocniejszych w Europie. Dobre wydaje mi się w końcu to, że festiwal odbywa się w Poznaniu, a nie stolicy.

Pod tym względem blisko nam do Reeperbahn, który przecież nie odbywa się w Berlinie. Jak ważne dla festiwalu jest miasto, w którym jest organizowany?

Kluczowe, głównie pod względem infrastruktury. Dystans dzielący poszczególne kluby, w których odbywa się Spring Break, można pokonać piechotą. To ważne z punktu widzenia publiki, która zazwyczaj chce zobaczyć jak najwięcej koncertów, a nie ma zamiaru przemieszczać się autobusami ani metrem na drugi koniec miasta. Impreza w niestołecznym mieście nie jest narażona na tak sporą konkurencję, choć przecież nie jest jedynym wydarzeniem odbywającym się w danym czasie.

Jak wygląda zaangażowanie władz lokalnych w organizację waszego festiwalu?

Otrzymujemy dofinansowanie zarówno od władz Hamburga, jak i od rządu. Stanowi ono około 25-30 proc. puli, która potrzebna jest do zorganizowania festiwalu. Na pozostałe 70 proc. składają się wpływy z biletów i pieniądze od sponsorów. Tak naprawdę nie bylibyśmy w stanie zrealizować Reeperbahn bez tej pomocy, ponieważ nie jesteśmy typowym festiwalem, który zdobywa publiczność poprzez dodawanie kolejnych gwiazd do swojego programu.

Jakie jest nastawienie samorządu do współfinansowania takich imprez?

Na samym początku nie brakowało sceptycznych głosów. Dziwiono się, że miasto wydaje pieniądze na festiwal muzyczny. Dziś, po niemal dziesięciu latach, wszyscy zdają się rozumieć naszą ideę. Co więcej, biuro promocji miasta uznało, że Reeperbahn jest świetnym narzędziem do promocji Hamburga. Że podobnie jak The Beatles, którzy rozpoczynali u nas swoją karierę na początku lat 60., Reeperbahn rozwija muzyczną tradycję miasta i co więcej – ma duże przełożenie na liczbę turystów, odwiedzających Hamburg każdego roku. Obecnie, prócz biura promocji miasta i tutejszego wydziału kultury wspiera nas również Ministerstwo Kultury i Mediów, ponieważ zauważyło ono realny wpływ, jaki mamy na integrację branży muzycznej oraz korzyści ekonomiczne płynące z tego faktu.

Przed wami dziewiąta edycja festiwalu. Czego się po niej spodziewać?

Jak już wcześniej wspomniałem, cały czas trwają prace nad obsadą tegorocznego Reeperbahn. Póki co, potwierdziliśmy m. in. udział The Subways. Pozostałych artystów będziemy na bieżąco przedstawiać na naszej stronie internetowej. Powiem jednak wprost, że nie celujemy w tzw. duże nazwy. Gwiazdy nie są i nigdy nie były dla nas priorytetem. W ubiegłym roku gościliśmy wprawdzie Jamesa Blunta, jednak wyłącznie na jego własne życzenie. Kilka lat temu grali u nas zarówno Editors, indierockowy Kettcar, jak i niemiecki Deichkind, ale nie oni są tu najważniejsi. Dotychczas zwykliśmy zapraszać dwoje albo troje znanych wykonawców, których nazwy umieszczaliśmy na szczycie festiwalowych plakatów, lecz tym razem i to ulegnie zmianie. Dużo bardziej zależy nam na tym, by artystom mniej znanym umożliwić występy przed publiką większą niż ta, która zazwyczaj ich ogląda. Poza tym, będąc silną platformą dla rynku muzycznego, otwieramy się na inne sektory – media społecznościowe, gry komputerowe i video itd. Wszystkie gałęzie przemysłu rozrywkowego stają się coraz bardziej współzależne. Myślę, że wiele możemy się od siebie nauczyć.

_Tegoroczna edycja Reeperbahn Festival odbędzie się w dniach 17-20 września w Hamburgu.
Szczegółowe informacje dostępne są na

www.reeperbahnfestival.com

._

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie