Lekarze rodzinni odmawiają przyjazdu do zmarłego. Bliscy czekają czasem cały dzień na potwierdzenie zgonu. "Mamy w Polsce martwe przepisy"

Marta Danielewicz
Marta Danielewicz
Ratownicy medyczni dyżurujący w karetkach wzywanych na miejsce zdarzenia nie posiadają uprawnień do wystawienia karty zgonu, pomimo tego, że faktycznie stwierdzają zgon pacjenta przy podejmowaniu czynności medycznych.
Ratownicy medyczni dyżurujący w karetkach wzywanych na miejsce zdarzenia nie posiadają uprawnień do wystawienia karty zgonu, pomimo tego, że faktycznie stwierdzają zgon pacjenta przy podejmowaniu czynności medycznych. Łukasz Gdak/Zdjęcie ilustracyjne
Marcin Szulc, mieszkaniec Poznania czekał cały dzień na lekarza, który przyjechałby potwierdzić zgon jego ojca. Nie doczekał się. Po kolejnym telefonie do lekarza rodzinnego, który odmówił przyjazdu do jego domu, zdesperowany zadzwonił do "Głosu Wielkopolskiego". To jeden z wielu przypadków. - Przepisy w Polsce są martwe. Nie ma koronerów, a lekarze rodzinni nie mogą rzucać wszystkiego. Wszyscy pochylają się w tym kraju nad ochroną życia, nikt nad ochroną godnej śmierci - komentuje dr Michał Sutkowski, rzecznik Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.

- To kolejna godzina i kolejny telefon z odmową w sprawie przyjazdu lekarza rodzinnego do mojego zmarłego ojca. Nie wiem już co robić

- zaalarmował w poniedziałek naszą redakcję Marcin Szulc, mieszkaniec Poznania.

Czytaj: Zmarły sześć godzin leżał na klatce schodowej w Poznaniu. Nikt nie chciał przyjechać, by stwierdzić jego zgon

Jego ojciec na wskutek nagłego krwotoku zmarł w swoim domu o godzinie 14. Do późnego wieczora rodzina zmarłego starała się sprowadzić kogoś, kto orzekłby jego zgon.

Lekarze rodzinni odmawiali przyjazdu do zmarłego

Przypadek rodziny Marcina Szulca nie jest odosobniony.

- Czekaliśmy od godziny 16 na przyjazd kogoś, kto mógłby wystawić akt zgonu. Zespół ratownictwa medycznego obecny na miejscu nie mógł tego zrobić, z kolei lekarze rodzinni do których dzwoniliśmy tłumaczyli, że nie ma takiej możliwości, bo są zajęci. Ostatecznie policja, z którą się skontaktowaliśmy, zasugerowała nam, by dzwonić na wieczorynkę. Dopiero wówczas, późnym wieczorem przyjechał dyżurujący lekarz do nas i wystawił akt zgonu

- opowiada Iza, mieszkanka poznańskiego Łazarza.

- U nas sytuacja była podobna. Do taty przyjechali także ratownicy medyczni, którzy starali się go jeszcze reanimować. Niestety, nie udało się. Jako że nie było z nimi lekarza, wystawili mi tylko zaświadczenie, że byli i podjęli próbę ratunku. Następnie zadzwoniłem do lekarza rodzinnego taty. Ten odesłał mnie do Narodowego Funduszu Zdrowia. Na infolinii NFZ usłyszałem, że to zadanie lekarzy rodzinnych

- relacjonuje Marcin Szulc.

Po kolejnej odmowie ze strony lekarza rodzinnego pan Marcin zaczął obdzwaniać innych lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. Niestety, kolejni także odmawiali, argumentując, że denat nie był ich pacjentem, a oni nie mogą zostawić swoich, odsyłając przy tym do kolejnych instytucji.

- Nie oczekiwałem, że ktoś zaraz wsiądzie w samochód i do nas przyjedzie. Liczyłem się z tym, że na stwierdzenie zgonu możemy trochę poczekać, ale nie cały dzień, czy całą noc i że nie będzie nikogo chętnego, by ten akt nam wystawił

- mówi Szulc.

Ostatecznie w pomoc panu Marcinowi zaangażował się Urząd Miasta Poznania oraz przełożeni żony pana Marcina.

- Dzięki temu wieczorem przyjechał zespół ratownictwa medycznego z lekarzem, by stwierdzić zgon

- mówi poznaniak.

Stwierdzenie zgonu w oparciu o martwe przepisy

Problem pana Marcina czy pani Izy nie jest jednostkowy. Notorycznie lekarze odmawiają przyjazdu do zmarłego. Dlaczego?

Winne są przestarzałe przepisy, a także pieniądze. Za wystawienie karty zgonu lekarze rodzinni nie otrzymują dodatkowego wynagrodzenia i nie chcą wystawiać kart zgonu wobec osób w przypadku, gdy nie znali pacjenta. Ratownicy medyczni dyżurujący w karetkach wzywanych na miejsce zdarzenia nie posiadają uprawnień do wystawienia karty zgonu, pomimo tego, że faktycznie stwierdzają zgon pacjenta przy podejmowaniu czynności medycznych.

- Sprawa jest niezwykle skomplikowana, a przepisy niejednoznaczne

- przyznaje dr Michał Sutkowski, rzecznik Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.

Od lat bowiem nie powstała i nie weszła w życie żadna ustawa, która w jakikolwiek sposób regulowałaby kwestie stwierdzenia zgonu. Przepisy, w oparciu o które lekarz leczący chorego w ostatniej chorobie powinien wystawić akt zgonu, pochodzą z ustawy z 1959 roku o cmentarzach i chowaniu zmarłych.

Jeśli jednak żaden lekarz w okolicy nie leczył zmarłego lub jeśli odmawia przyjazdu, bądź do zgonu doszło w czasie jego dni wolnych? Teoretycznie wtedy na miejsce powinien przyjechać koroner. Teoretycznie, bo w praktyce miasta nie mają obowiązku zawierania umów na świadczenie tego typu usług. Od 2017 roku rząd zapowiadał ustawę ustanawiającą koronerów, których obowiązek powołania spadłby na wojewodów. Ale ustawa nigdy nie weszła w życie.

- Ustawodawstwo jest stare. Lekarze rodzinni wystawiają akt zgonu zwyczajowo, ale nie można na naszych zwyczajach polegać. Od tego roku mieli być koronerzy, ale nie ma ich. To jest martwe prawo, szkodliwe społecznie dla pracy przychodni. Tak istotny element naszego życia, jakim jest śmierć, traktowany jest w sposób beznadziejny. W Polsce jest ochrona życia, powinna być też ochrona godnej śmierci

- komentuje dr Sutkowski.

Poznański koroner tylko wzywany przez policję

Poznań od 1 stycznia 2021 roku ma podpisaną umowę na świadczenie usług koronerskich z Wielkopolską Przychodnią Sportowo-Lekarską przy ul. Reymonta 35. Tylko, że nie w każdym przypadku koroner może przyjechać, by potwierdzić zgon.

- Usługi są realizowane całodobowo przez 7 dni w tygodniu. Lekarze jadą na miejsce zdarzenia wyłącznie na wezwanie przez funkcjonariusza policji. Usługi są realizowane tylko i wyłącznie w przypadku zgonów, które miały miejsce w przestrzeni publicznej, gdy nie ma możliwości ustalenia lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, pod opieką którego był zmarły lub lekarza, który udzielał świadczeń medycznych zmarłemu w ostatniej chorobie

- tłumaczy Magdalena Pietrusik-Adamska, dyrektorka Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych.

Poznań nie finansuje usług w następujących przypadkach: gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie, że zgon zmarłego nastąpił w wyniku przestępstwa lub wskutek nieszczęśliwego wypadku, a także gdy istnieje podejrzenie, że zgon dotyczy osoby zmarłej poza szpitalem, podejrzanej o zakażenie wirusem SARS-CoV-2 albo zakażonej tym wirusem tj. przebywającej w kwarantannie lub izolacji domowej.

Z kolei wojewoda wielkopolski powołał 12 koronerów, którzy potwierdzają zgon tylko w związku z zakażeniem COVID-19.

Zobacz ranking położnych:

TOP 15 położnych w Poznaniu - zobacz ranking na podstawie op...

Sprawdź też:

Szczepienie przeciw COVID-19, dostaniemy wolne w pracy?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie