Trzy po trzy Michała Wiraszko

Michał Wiraszko
Archiwum redakcji
Michał Wiraszko - lider zespołu Muchy - recenzuje co tydzień płyty na łamach "Głosu Wielkopolskiego". Zobaczcie, co proponuje dzisiaj!

Stephen Malkmus & The Jicks - "Wig Out at Jagbags" (Matador, 2014)

Od faktycznego rozpadu Pavement mija właśnie 15 lat. Grupa jest dziś znakiem rozpoznawczym kalifornijskiego "indie" brzmienia lat dziewięćdziesiątych. Jej lider, Stephen Malkmus, ani na chwilę jednak nie zaniechał muzycznej aktywności. "Wig Out at Jagbags" jest już szóstym albumem studyjnym wydanym z The Jicks, a przecież są jeszcze te nagrane z Silver Jews i kilka pomniejszych kolaboracji. Koledżowa poetyka, którą uprawia Malkmus nigdy nie była specjalnie "poczytna" w naszym kraju. Bezpretensjonalność tematyczna i wykonawstwo z większą dozą wdzięku niż "bohaterstwa" to chyba domena amerykańskiej mentalności stanów zachodnich. Z tego tytułu niewiele osób wie u nas o istnieniu zespołów pokroju Pavement czy Guided By Voices, o ich wkładzie w rozwój sceny gitarowej XXI wieku i powstanie grup typu Bloc Party czy Franz Ferdinand nie wspominając. Tym bardziej zachęcam do wielokrotnego obcowania z muzyką Malkmusa. Na tej płycie jest ona konsekwentnie coraz mniej chropowata. Dużo w niej harmonii, smaczków aranżacyjnych i balladowego songwritingu. Nic dziwnego, Pan Stephen dobiega pięćdziesiątki.

Bruce Springsteen - "High Hopes" (Sony Music Polska, 2014)

Grubo po sześćdziesiątce jest już Bruce Springsteen. Niewielu mamy artystów, którzy w tym wieku podtrzymują taką regularność wydawniczą. Niespełna dwa lata temu swoją premierę miała przecież płyta "Wrecking Ball" a jeszcze trzy lata wstecz "Working on a Dream". Co więcej, sam Boss przyznaje, że pracuje równolegle nad wieloma utworami bez ich specjalnego przeznaczenia na konkretny album. I tak - materiał na "High Hopes" powstawał przez ostatnich piętnaście lat. Trudno porównać Springsteena do kogokolwiek z muzycznego Panteonu. W Stanach Zjednoczonych jest żyjącą ikoną klasy średniej, czyli pewnie kilkudziesięciu milionów ludzi. Jego koncerty to prawdziwe święta a muzyka od dekad dosłownie trafia "pod strzechy". Nieco ekstrawaganckim pomysłem wydaje się zaproszenie do wspólnego grania Toma Morello… Czy na pewno? Morello jest co prawda wynalazcą agresywnego, niemalże samplowego brzmienia gitary rodem z pierwszych płyt Rage Against The Machine, ale było to już dwie dekady temu. Różnica wiekowa między oboma panami zdecydowanie stopniała i przy tej płycie obydwaj na kooperacji zyskują.

Midlake - "Antiphon" (Bella Union, 2013)

Ostatnimi czasy stawia się w muzyce popularnej raczej na oszczędność wyrazu i nadgania ją produkcją. Jest jednak grupa zespołów podążająca w odwrotnym kierunku. Niemalże barokowemu zagęszczeniu dźwięków towarzyszy u nich produkcja transparentna i zdecydowanie zdawkowa. Zabiegi studyjne służą im bardziej do podkreślenia naturalnych mocy muzycznych, niż do zatuszowania ich braku. Tym wspólnym mianownikiem określam składy takie jak Band Of Horses, Iron & Wine, Grizzly Bear dokonania Sufjana Stevensa czy właśnie Midlake. Instrumentaliści są tu wyborni a półka kompozytorska wysoka, wszelkie partie zagrane z pasją i wizją a linie wokalne natchnione. Całość plasuje się gdzieś pomiędzy "sixtiesową" piosenkowością i folkiem a młodszymi o dekadę wycieczkami progresywnymi. Te rejony muzycy Midlake eksplorują od początku działalności. Jedyną, ale z gruntu istotną różnicą jest zmiana w składzie, której - przyznam szczerze nie zauważyłem na pierwszy rzut ucha... Szeregi grupy opuścił Tim Smith - jej główny kompozytor, wokalista i lider, a "Antiphon" powstała od zera bez niego . To chyba mimo wszystko dobra wróżba dla zespołu.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Piotr
Po przeczytaniu recenzji najnowszej płyty Springsteena najpierw chciałem tylko na nią machnąć ręką, ale później pomyślałem, ze autor powinien wiedzieć, że nie pisze dla idiotów. Ciekaw jestem czy autor choć raz przeczytał to , co napisał? Gdyby tak zrobił, to chyba zauważyłby, że napisał wiele zdań, ale prawie nic o płycie. Trudno bowiem potraktować zdanie o Morello, jako najważniejszą informacje o nowej płycie 'Bossa".Obok tego zdania jest jeszcze jedno o tej płycie , a mianowicie ,że nagrania powstawały przez wiele lat.Reszta tekstu to "wypełniacz". To po prostu kpiny z czytelnika. Ta recenzja nie mówi czytelnikowi nic o recenzowanej płycie . A jest tak z jednego powodu - Recenzent nie ma po prostu odwagi napisać swojej opinii o płycie Springsteena. Czy jest dobra ,czy zła, jak ją ocenia w porównaniu z innymi płytami tego artysty itd. Recenzent ,który boi się oceniania rzeczywiście tylko pieprzy trzy po trzy.
Dodaj ogłoszenie