Wystawa prac Andrzeja Okińczyca: Dotknąć, nie dotknąć? [ZDJĘCIA]

Agnieszka Gonczar
Wernisaż wystawy Andrzeja Okińczyca w Muzeum Narodowym w Poznaniu, 19 lutego 2012 r. Bartłomiej Wutke
Choć jest zdeklarowanym malarzem, jego obrazy nie powstają na płótnie. W swojej twórczości nie sięga po nowe technologie bo sam wymyśla oryginalne sposoby prezentacji prac. W Muzeum Narodowym w Poznaniu w niedzielę odbył się wernisaż wystawy Andrzeja Okińczyca - malarza i... wizjonera.

"Dotknąć czy nie dotknąć?". Z tym pytaniem bili się niemal wszyscy zwiedzający wystawę prac Andrzeja Okińczyca. Bo czy to normalne, że obraz wygląda jakby płynął, schody wydają się wychodzić z obrazu a za plażowymi parawanami nie ma piasku? Takie efekty są możliwe jeśli przy tworzeniu prac użyje się nietypowych materiałów co w przypadku Okińczyca stało się już znakiem rozpoznawczym jego sztuki.

Puszki piwa, liście, patyki, pył drzewny, styropian czy kawałki garderoby - wszystkie te przedmioty Okińczyc pokrywa farbą, tworząc tym samym dzieła, które strukturą przypominają bardziej płaskorzeźby niż tradycyjne obrazy. Każdy z cykli prac pokazywanych na wystawie "Pejzaże", "Draperie", "Parawany", "Schody", pochodzi z ostatnich dziesięciu lat twórczości artysty. Jednak przechodząc z jednej sali do drugiej ma się wrażenie jakbyśmy oglądali prace powstałe jedną ręką ale inspirowaną zupełnie innymi tematami.

W swojej twórczości Okińczyc składa hołd naturze, niemal kradnąc jej skrawki i zatapiając w swoich pracach. Przechodząc dalej widzimy artystę od wewnątrz - pomimo, że obrazy z cyklu "Draperie" są zasłonięte brudnymi, czarnymi a nawet rozpadającymi się materiałami to mówią o artyście więcej niż na pierwszy rzut oka widać. To właśnie one wzbudziły największą konsternację wśród zwiedzających, do tego stopnia, że niektórzy zastanawiali się dlaczego artysta przesłonił część ze swoich dzieł. Sam Okińczyc wyjaśnia ten fenomen stwierdzeniem, że "bardziej pociągające jest to, co niewidoczne". Na końcu przechodzimy do sali jaskrawych prac-parawanów i pytamy siebie, czy to możliwe, że to są prace tego samego artysty?

Przy tym wszystkim Okińczyc jest niekwestionowanym mistrzem iluzji - świadomie bawi się ze swoim dziełem, nadając mu strukturę falistą, momentami wybrzuszoną i mocno chropowatą by z kolejnych cyklu całkowicie przesłonić odbiorcy obraz kawałkiem materiału. Artysta deklaruje, że sam dokładnie nie potrafi określić w którą stronę zmierza w swoich pracach, jednak będąc po niedzielnym wernisażu ma się wrażenie, że obojętnie jaką drogę wybierze, możemy się spodziewać kawałka dobrej i bardzo przemyślanej sztuki.

Galeria Malarstwa i Rzeźby Muzeum Narodowego (Al. Marcinkowskiego 9), wystawa czynna do 1 kwietnia, bilety: 6,8 zł

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

x
xxx

szkoda tylko, że zaginęła w Muzeum Narodowym, ta dobra tradycja, że na wernisaż mogą wejść wszyscy i że Okińczyc uległ Muzeum w tej kwestji

Dodaj ogłoszenie